Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
Marzenie się spełniło.
A może więcej prawdy będzie w
zdaniu, że: Marzenie spełniliśmy.
Spełniliśmy jak się spełnia
uroczysty toast. Powoli, z namysłem, czując każdą wypełnioną smakiem kroplę.
Spełnialiśmy je od ośnieżonej
zimy, przez długie trudne przedwiośnie, późną wiosnę i upalne lato.
Aż stało się.
Letnisko stało się letniskiem.
Spędziliśmy na nim dwa dni i dwie
nocy, pożegnaliśmy dzień i powitaliśmy kolejny, spoglądaliśmy w twarz
księżycowi, który, choć jeden na całą planetę, wszędzie jest inny.
Rano, skradając się na paluszkach,
wynieśliśmy z mężulkiem stół na patio i wypiliśmy naszą poranną kawę. Dzieci
budziły się jedno po drugim jak pisklęta w gnieździe.
– Jeszcze tylko kupimy sobie maszynę
do pieczenia chleba. – powiedziałam – Wiesz, taką, którą ustawia się na szóstą
rano i masz na śniadanie ciepły chleb…
– I to już będzie raj na ziemi. – dodaje
on.
Potem idę ścieżką przed siebie,
prosto w sad. W pidżamie. Wszystko jest tak, jak musiało być zanim świat się
obudził.

I myślę sobie: Jak bardzo trzeba
by być niewierzącym żeby nie wierzyć w Ciebie w takim miejscu i w tym czasie.
W środku starego sadu o świcie.
Pod jabłonią obwieszoną wstążkami
światła.
Ja, jedna z wielu źdźbeł trawy
stojących w słonecznej plamie.

Bo nie jestem nikim więcej. I
nikim mniej niż one.
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
