Siedzę z Lalcią w kościelnej ławce. Czekamy na mszę. Za nami znajoma staruszka odmawia szeptem różaniec. Zaciąga ze lwowska. Uwielbiam zanurzać się wraz ze swoją cichą modlitwą w ten strumień jej słów prostych, dziecięcych prawie. „Zdrowaś Marijo, łaskiś pełna…”
Jest zwykły dzień. Powoli zbiera się grupka stałych bywalców mszy codziennych. Znamy się niemal wszyscy z widzenia, wymieniamy uśmiechami, wpisujemy w niepisane reguły kto gdzie siedzi i w jakim porządku wychodzimy w procesji do Komunii. Jeśli kogoś nie ma lub nagle zmieni ławkę, wszyscy to dostrzegą.
– Mamo – szepcze nagle Laurka, wskazując w kierunku figurki Matki Bożej – Co to za skrzyneczka?
Rzeczywiście u stóp wyraźnie brzemiennej Maryi, pod opuszczonym snopem spojrzenia Jej oczu stoi drewniana skrzynka.
– Tam ludzie wrzucają karteczki z prośbami do Matki Bożej. – tłumaczę.
– A ja też mogę?
– Możesz. Każdy może.
– To ja wrzucę.
– Dobrze.

Dzień kolejny.
Lalcia wystrojona w niebieską sukienkę odcina rożek kartki i zasiada do pisania.
– A o co chcesz prosić Maryję? – pytam zaciekawiona.
– O zdrowie dla cioci Ewy i żeby mamusia urodziła jeszcze jednego dzidziusia – odpowiada jednym tchem.
🙂
– Wiesz – zaczynam tonem negocjacji –Może nie pisz o tym dzidziusiu? Ja już jestem trochę za stara.
– Oj tam. – kwituje moje obiekcje i szrajbuje dalej długopisem po kartce.
Ostatecznie dziecię zapomina zabrać karteczki, co przypomina sobie dopiero w kościele.
A uwagę wszystkich rozprasza nieco puchate nasionko ostu, które wiruje ponad głowami unoszone wiatrem. Ktoś zdjął je sobie z włosów, ktoś dmuchnął, by poszybowało dalej:)

Niedziela.
Mężulek dowiaduje się o intencji.
– Niech ona tego nie pisze. Jeszcze Maryja wysłucha. – sugeruje mi na boku konspiracyjnie.
– Jak zechce wysłuchać to i tak wysłuchała. Czy się napisze czy nie:) – śmieję się trochę z niego.
I ostatecznie karteczka ląduje na dnie drewnianej skrzyneczki u stóp Maryi, a ksiądz ją odczytuje w przeddzień Wniebowzięcia Matki.

I wyraźnie słyszę ten śmiech perlisty nad głową. To Maryja z całym zastępem Aniołów śmieją się z naszego zakłopotania dorosłego i z tego „oj tam” Laurki.
Bo czyż nie dokładnie to powiedział Gabriel, gdy Maryja zmieszała się, że jakże to, że nie ma męża… I czyż nie to samo usłyszała Sara, gdy na wieść o przyszłym synu, zaczęła się śmiać w swoim namiocie.
Albo, gdy w naszych głowach rodzą się obiekcje na temat Wniebowzięcia. Że jak to wziąć ciało do nieba, że jest za ciężkie, a co z funkcjami fizjologicznymi i w ogóle komórki, ich rozpad…

– Oj tam. Żaden problem. – mówią Anieli.
Dla Stwórcy świata do dokładnie taka sama przeszkoda jak nasionko ostu, które odgania się dłonią i dmucha, by nie przysiadło nam na czubku nosa:)
Zaufajcie dzieci – mówi On – Ja wiem co jest dla was dobre. I kiedy daję i gdy zabieram, wszystko jest z miłości.
Jak bardzo czasem zawstydzają mnie moje dzieci i jak uczą czym naprawdę jest wiara i zaufanie Bogu.































