Jesienią bywa obficie i prze- różnie.

Wszystko przesypuje się przez brzegi zmysłów.
Kolory, dźwięki, zapachy, szmery, wzdychania, szelesty, purpura, karmazyn, beże…

Serce wzbiera uczuciami jak paciorki winogron wzbierają słodko- cierpkim sokiem. Wystarczy jeden niedelikatny gest i czuje się zmiażdżone.

Smuteczki, nostalgia, żal, tęsknota, zachwyt, ukojenie…
Słodycz i gorycz położone obok siebie na jednym stole życia.
Jedwabistość i szorstkość losu.


Wycie wiatru w kominie i zadumana cisza zapadającego w sen sadu.
Chłód mokrej szyby auta o poranku i ciepły termofor przytulony wieczorem.
Wysyp.
Obfitość nie mieszcząca sie w żadnej skali.
Amplituda uczuć podobna falom podczas sztormu.

Jestem pośród tego jak mała łódeczka origami złożona rękami dziecka z kartki papieru.

Mała. Zachwycona. Bezbronna.

: )