makatka

Na szarej miękkiej łące dywanu leżą Lala i Nusia. Obie pochylone nad kartkami, malują kolorowanki z kotkami. Dwa dni temu okociła się nasza Late i temat kotków jest dominujący w myślach i słowach.
Ciemne włosy dziewczynek spływają miękkimi kaskadami na białe połacie rysunków. Stukają kredki. Przelatują słowa pomiędzy artystkami. Nusia w krótkiej spódniczce w biało – czarne paski, z podgiętą do góry nogą, Lalcia w kolorowych sindbadach.
Na białej komodzie bawią się cienie liści z drzewa, które rośnie obok domu. Bawią się z blaskami słonecznymi i moim wzrokiem. Przed chwilą umyłam szyby okien i drzwi tarasu, więc i blaski i cienie mają wolną drogę w głąb domu.
Osiadają na podłodze, meblach, książkach, ślizgają się po nich i głaszczą. Złoto-bure łatki ostatniego dnia lipca.
I jeszcze obok mnie, na wielkiej łodzi kanapy siedzi w zadumanej pozie najstarsza córka. Misternie oplecioną warkoczami głowę pochyla nad pejzażem książki, zupełnie nią pochłonięta, wrosła w tamten świat. Czarnooka nieobecna.
A nad tym wszystkim delikatna muzyka i śpiew z płyty pt. All Angels.

Siedzę w samym rogu salonu na fotelu. Ręce mi jeszcze pachną po myciu okien i gdy zbliżam kubek z herbatą do ust, zapach ten omiata mi drobiny kurzu z myśli.
Pachnie też herbata. Moja ulubiona. Żurawina i imbir.

Patrzę na to wszystko, przesuwam wzrok delikatnie, jakbym głaskała całe to moje życie; chłonę zapachy, chwytam dźwięki w locie, czasem rzucam słówko do córek z podłogi.

– Wszystko to jak piękna makatka – myślę.

Takie makatki wisiały w kuchni Babci Niebieskiej. Uczyłam się na nich składać litery, patrzyłam urzeczona na błękitny rysunek łabędzia, mamy, dzieci, kwiatów, wody.

Może dlatego umiem tak dobrze dostrzegać makatki życia, które tka dla mnie Wszechmocny.
Może dlatego i dziś jak dziecko się nimi zachwycam.
Gładzę ich delikatną tkaninę dłonią, potem składam w słowa i chowam do szuflady pamięci.

Makatkowość życia.

I już wiem jaki napis powinien widnieć na makatce, którą oglądam dziś.

Wszystko to Miłość.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na makatka

  1. Rivulet pisze:

    <3 piękna makatka…

  2. Pani Łyżeczka pisze:

    Podziwiam, zazdroszczę… nie, tak naprawdę to dziękuję. Że ciągle jesteś i ciągle piszesz, nawet gdy nikt nie komentuje. Że kochasz i wierzysz. Że znajdujesz czas, by przystanąć i popatrzeć. Że dostrzegasz i ubierasz w słowa.
    Powoli, bardzo powoli zaczynam wynurzać się z niebytu i tęsknić za własnym pisaniem. Jeszcze trochę.

  3. ruttka pisze:

    Oj Łyżeczko. Nareszcie się odezwałaś. Ja też tęsknię za twoim pisaniem. Bardzo?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *