Życie sobie płynie i przynosi kolejne rzeczy, a odbiera te, które są już niepotrzebne lub zawadzają w drodze.
Ja – jak to ja – widzę ostro to wszystko, co dostaję, a nieco przymrużam oczy, gdy coś tracę. A z upływającym czasem zaczynam dostrzegać, że odebranie czegoś to też rodzaj daru.
Więc gdy kładę się na poduszkę po każdym bujnym dniu, w mojej głowie jak dzikie pnącza rosną modlitwy dziękczynienia i uwielbienia dla Tego, Który jest Dawcą wszystkiego we wszystkim. Oplatają moje myśli jak gałązki dzikiego wina i tak zasypiam cała opleciona. Nad ranem. Bo jestem nocnym markiem i zasypianie nie jest moją mocną stroną;)
Ale bezsenność też jest darem.

Ostatnio upatrzyłam w szmateksie ( w zasadzie głównie w tego typu sklepach ubieram i siebie i cała moją rodzinkę i nawet nasz dom; nie dlatego, że nas nie stać na drogie markowe sklepy, lecz dlatego, że szkoda naprawdę pieniędzy skoro piękne, oryginalne i solidne rzeczy można kupić za parę złotych) duży ciepły bladoróżowy szalik w kratkę. Spodobał mi się. Miał to coś, co od razu dostrzegam w przedmiotach, gdy na nie spojrzę. No ale tego właśnie dnia kosztował 8 zł. Trochę za drogo jak na szalik;)
Zostawiłam więc go i poszłam dalej. Ale oto wczoraj znów zajrzałam do sklepu, a w środy naprawdę warto, bo wszystko jest po 1zł 50 groszy. Wszystko: buty, torebki, płaszcze, kożuchy, pościel, koce, suknie…
I oto różowy szaliczek leżał i czekał na mnie w powabnej pozie.

„Skoro czekałeś, to cię wezmę” – pomyślałam i wrzuciłam do koszyka. Razem z małym słodkim kocykiem w babeczki.
„Kocyk dla przyszłej wnusi – postanowiłam – bo napewno kiedyś będę miała wnusię”.
A ksiądz właśnie na kazaniu mówił żeby myśleć perspektywicznie, z wyprzedzeniem parę lat do przodu:) Uśmiechnęłam się w duchu, bo różnie to jest z tym naszym planowaniem. No, ale ksiądz jeszcze młodziutki, ma prawo nie wiedzieć;)
I tak oto szaliczek uprany leży na łóżku, a kocyk pachnący świeżością powędrował do nowego pudełka w garderobie. Pudełko dziś właśnie zainaugurowało jako „Pudełko z rzeczami dla wnusiów”.
– Mamo, jesteś szalona – zaśmiała się Laurka, dotykając miękkiego kocyka na dnie tekturowego pudełka.
– No jestem, zawsze byłam, przecież wiesz – przyznałam się bez bicia.

I tak sobie myślę, patrząc na ten szalik i kocyk: są rzeczy, zdarzenia i miejsca, które po prostu na nas czekają cierpliwie, a my czekamy na nie. Zwykle jesteśmy mniej cierpliwi niż one, ale w końcu drogi się przecinają. I oto niespodziewanie mamy rodzinę, dom, dzieci, wnuki, talent do malowania obrazów, kocyk, filiżankę na kawę… I wszystko za darmo.
Trzeba tylko poczekać, a gdy przychodzi – przyjąć. Nie przegapić, nie wzbraniać się, nie unosić fałszywą skromnością.
Przyjąć.
I być wdzięcznym.
Otulać swoje życie wdzięcznością.
Bo nic nie musiało się zdarzyć, a zdarzyło się tak wiele, bo nic nie musiało przyjść, a oto jest, bo na nic nie zasłużyliśmy, a zostaliśmy obsypani złotem aż po czubek głowy.