światło

 

Za nami cały dzień wypełniony przygotowaniami. Sprzątaniem, gotowaniem, praniem, pieczeniem, krojeniem, dekorowaniem, ostatnimi zakupami. W międzyczasie różaniec, a na koniec kolejny dzień nowenny.

Ten ostatni dzień jest jak alegoria naszego życia pełnego zabiegania za sprawami małymi i większymi, przyziemnymi i tymi wyższymi. I alegorią jest ten śnieg, który nagle zaczął prószyć i wirować platkami w powietrzu aż polukrował na biało szarą przestrzeń wokół. I chciałoby się, patrząc na biały świat zacytować: „choćby wasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją…”

Bo nie ma takiego zabiegania, które nie znalazłoby odpoczynku, takiego błota, którego nie zdołałby wybielić śnieg, takiego grzechu, którego Bóg nie ogarnąłby swoim miłosierdziem, takiej ciemności, której nie rozdarłoby jak zasłony światło.

„Była światłość prawdziwa, która ogrania każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.” (J1, 9)

Wiedzieliście o tym? Że już w momencie waszego narodzenia, zostaliście otoczeni światłością Boga.

I nie ważne w jakiej rodzinie się poczęliście, czy w szopie czy w pałacu, czy byliście chciani czy niechciani przez rodziców, czy ile ciemnych nocy przeszliście aż do dziś – światło Boga i Jego miłość nigdy nie odstępuje od Was i nie odstąpi.

✨✨✨✨✨✨✨

„Światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” – uwierzmy w to jeszcze raz, choć za oknem noc i zimny wicher wieje. Widzieliśmy już w życiu tyle czarnych nocy, lecz widzieliśmy tyleż samo pięknych jasnych poranków.

Tego Wam i sobie życzę w tę ostatnią noc przed wigilią: niezachwianej wiary w światło i nieugaszonej pewności, że jesteśmy w jego samym środku.

Błogosławionych Świąt kochani 🌟🌟🌟🌟🌟✨

 

szósty z dziewięciu

 

Dziś szósty dzień nowenny ze starej kantyczki.

Czas biegnie wytrwale ku swemu celowi. Nie ogląda się, nie zastanawia, nie waha. Biegnie jak świetlista strzała ku Bogu.

Tylko my ludzie, o ścieżkach splątanych jak węzły gordyjskie, przewracamy się raz po raz, zawracamy, latami całymi biegniemy w przeciwną stronę, dziwiąc się, że nic się nie przybliża, nic nie rozwiązuje i że taka pustka w sercu.

Światłość tak blisko, na wyciągnięcie ręki, a my taplamy się w ciemności jak w gęstym błocie i nie widzimy już ani grama światła, czystości, prawdy.

O, przyjdź! Wyprowadź więźniów z ciemnego więzienia, do którego sami weszli.

O, przyjdź! wskaż drogę błądzącym.

O, przyjdź! Oczyść nasze oczy, ręce i serca.

O, przyjdź Jasności odwieczna, Drogo, Prawdo i Życie.

Odmień losy nasze i świata całego, gdyż poszaleliśmy wszyscy i nasz obłęd niesie nas na skraj przepaści.

Przyjdź Pasterzu i ręką miłującą zawróć swoje stada z dróg wiodących ku zgubie.

Nie zwlekaj🙏

Nie, nie jesteś poobijaną małą figurką z gipsu, jakby chcieli niektórzy, nie jesteś wytworem czyjejś bujnej wyobraźni ani urojeniem chorego umysłu. Nie można Cię wyrzucić, kiedy się znudzisz, na śmietnik historii, ani wymazać Twego Imienia z kronik, wykasować Cię z naszego życia.

Tyś Bóg Mocny i Wszech-mogący. Jesteś dużo większy od naszego zagubienia, jesteś ponad naszym szaleństwem, jesteś lekarstwem na naszą głupotę i miłosierdziem na nasz grzech.

Przyjdź!!!

Noc jest jak atrament.

 

 

trochę koloru

 

Kiedyś niektórym z Was spodobała się moja bardzo intensywnie niebieska sukienka. Niestety nie mogłam Wam podać żadnych namiarów gdzie można kupić coś podobnego.

A tu dziś… znalazłam cudną i bardzo podobną do mojej sukienkę o nazwie Atencja. Nie jest tania, ale ma tę przewagę nad moją sukienką, że posiada wpuszczane w szew kieszenie. Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie lubię kieszenie w sukienkach:)

Zresztą, same popatrzcie…

sukienka

A jeśli przypadkiem macie niedługo urodziny, imieniny lub inne święto, to może zamarzcie ją sobie na prezent:)

Są też inne kolory Atencji;)

To tak króciutko dziś. Żeby Wam dodać koloru do tych szarości:)

 

 

szare dni

 

Śnieg już prawie się roztopił, bałwan stoi smętnie przekrzywiony z garnkiem na bakier. Rano mgła jak mleko, mżawka i błoto rozjeżdżające się spod opon i butów. Auto zaparowuje od środka momentalnie, światła innych aut rozbryzgują się na mokrym asfalcie i kłują w oczy. Chlapa, szaro i obskurnie.

Po co są takie dni? Po co?

Żeby powiedzieć Ci jeszcze raz „kocham” mimo, że nic ku temu nie nastraja. Gdy jest ciemno, zimno i bez fajerwerków.

Kochać Cię wiernie także ukrytego, szczelnie zawiniętego z szary pled, milczącego.

I nauczyć się wyostrzać wzrok, by nawet w morzu szarości odnaleźć kroplę Twego piękna. Wyostrzyć słuch, by nawet w najgłębszej ciszy usłyszeć Twój oddech.

Wyczulić serce, by kochało Cię nawet bez lukru.

 

9 dni

 

Moja babcia przekazała to mojej mamie, a ja zrobiłam ksero i zszyłam białą nicią kartki.

Stara kantyczka sprzed pierwszej wojny światowej, rozsypujące się w rękach kartki, język, jakiego się już prawie nie używa, a jednak…

Od lat, co roku, na 9 dni przed Bożym Narodzeniem odśpiewywaliśmy wspólnie starą nowennę do Matki Bożej.

Zwłaszcza urocze to było dla najmłodszych. Cała rodzina zbierała się w jednym pokoju wieczorem i przy zapalonej świecy klękała. A potem moja mama swym charakterystycznym zaśpiewem inotnowała pierwszą pieśń. Wszyscy znamy to na pamięć. I pieśń i słowa. Niektóre frazy brzmią nieco uciesznie np. końcówka wersu: „wszyscy zbawieni będą grzeszni i ja”, nieodmiennie kojarzyła się wszystkim z paszczowym odgłosem osła. I tak zaiste brzmiała w naszym chóralnym wykonaniu:) Jak stadko dzikich osłów na pastwisku😁

A potem ten moment – ulubiony przez małe dzieci – gdy podczas ostatniej pieśni wszyscy po kolei przekazują sobie pasyjkę i całują Jezusa w stopy. Oczywiście dzieci, ku uciesze reszty, dają dubeltowego buziaka Jezusowi prosto w buzię.

I to właśnie najmłodsi pilnują jak prawdziwi strażnicy czy aby na pewno krzyż dotarł do rąk wszystkich orantów;) Nikt nie może być pominięty, nikt nie może uchylić się od zaszczytu ucałowania Zbawiciela.

A na koniec prześcigują się kto zgasi święcę. I to z takim chuchem, że aż wosk bryzga wkoło.

Urocze to i takie ważne.

By razem modlić się, czekać, przeżywać, śpiewać, a nawet śmiać się.

Trochę mi tego brakowało od kiedy przenieśliśmy się tutaj. Dlatego poprosiłam, by mama pożyczyła mi kantyczkę, a ja zrobiłam kopię tych kilku poplamionych stron.

Może i moje dzieci kiedyś zrobią kolejną kopię. Albo babcia przekaże w końcu komuś z nich rozsypującą się starą książeczkę.

Dziś zaczynamy🌟

 

Ciebie prosimy Najświętsza Maryja

niech nam w nowennę Syn Twój z Tobą sprzyja

przez te dni dziewięć chwalimy Cię z chęci

dziewięć miesięcy czcząc w sercu pamięci.

Twój czysty żywot nosił Pana nieba…

 

 

 

 

 

 

krótki termin

 

Opowieść jednej z moich koleżanek przedszkolanek.

Jeden z maluchów przychodzi do niej i konspiracyjnym tonem szepcze:

– A wie pani za ile będą święta?

Pani wzrusza ramionami i zamienia się w słuch.

– Za dwie świece. Pani od leligii tak mówiła😁 – zdradza tajemnicę malec:)

 

A jednak uważnie mnie słuchają:)

Pamiętajcie: ZA DWIE ŚWIECE!!!

 

 

zwyczajna normalność

 

Leżymy jak co wieczór na naszym wielkim łożu w sypialni. To już nasz rytuał, że kolacja w kuchni i pogaduchy w salonie przenoszą się właśnie tu.

Omawiamy dzień, każdy coś dorzuca od siebie, rzeczy śmieszne, poważne i zadziwiające. Ja z dziewczynkami oglądam krótkie filmiki z Ig i raz po raz się nimi inspirujemy. Te gwiazdy zrobione z kartek książki na przykład:) Albo…

– O, widzicie! – wykrzykuję jak dziecko – Dwie baterie i szklanka wody i powstaje taki wir – zrywam się z łóżka i zaczynam grzebać w misteczce z bateriami. Tak, mamy na nie specjalną miskę z bambusa;) Nie pytajcie dlaczego. Po prostu tak:) Jesteśmy mistrzami nieoczywistości wszelakich.

– Ale że co? – nie rozumie mężulek.

– Nic, nic. Muszę to wypróbować!!! – krzyczę wybiegając do kuchni.

– Eee, nie działa – wracam po chwili zrezygnowana – Albo baterie za słabe, albo oni mają w tej szklance coś innego niż woda.

Dziś spróbuję z octem:)

No i znowu leżymy, przekomarzamy się i śmiejemy. Ja – jak zwykle – napraszam się żeby ktoś mnie pogłaskał po plecach:)

– Ostatnio rozmawialiśmy w szkole – zaczyna Nusia – i opowiadałam moim koleżankom, że dzieciaki przyjechały na weekend do domu i siedzieliśmy w salonie ( dodam, że Adaś zwykle nie siedzi, lecz leży rozciągnięty przez środek na dywanie:) i rozmawialiśmy, żartowaliśmy, słuchaliśmy muzyki… A wtedy jedna koleżanka powiedziała, że ona wogóle nie rozmawia ze swoim bratem.

– Ale jak to? – wtrąca pytanko Laura.

– No, że oboje siedzą każde w swoim pokoju i prawie się nie widzą cały dzień i prawie nie odzywają się do siebie.

– Co??? – wykrzykuje najmłodsza latorośl – Ja bym nie mogła nie rozmawiać z Adamem!! On ciągle mnie zaczepia i łaskocze. I nawet jak jestem w swoim pokoju, to mam otwarte drzwi i widzę go jak leży na swoim łóżku. Czasem myślę, że to nie jest on, tylko jedna ze stert z jego ubraniami:)

Tak, tak. Sterty z ubraniami to specjalność naszego syna:) Dodam, że sterty są mieszane, czyli rzeczy świeżo uprane z tymi przepoconymi razem:)

– Jak tak rozmawiam z moimi znajomymi, to ja mam najwspanialszą rodzinę – podsumowuje Nusia – Taką normalną.

*  *  *

Być normalną rodziną w tym dziwnym świecie. Zastanawiam się dlaczego się nam udaje, jaki jest przepis na to. A może jest jakiś jeden tajemniczy składnik, który sprawia, że ciasto wyrasta i smakuje wszystkim.

Ale nic mi nie przychodzi do głowy. Bo naprawdę nie robimy nic nadzwyczajnego ani kosztownego ani trudnego.

Jesteśmy najzwyczajniejsi w świecie.

Po prostu jesteśmy, żyjemy.

Więc ten cud normalności nie pochodzi od nas i nie jest naszym dziełem.

Lecz dlaczego dziś jest tak rzadki?

 

 

te dni;)

 

Kiedy ja mam „te dni”, wrze we mnie jak w kotle.

Jako osoba inteligentna i świadoma potrafię stanąć obok i spojrzeć na siebie z dystansu ( zaiste ciekawy to widok:), co jednak nie znaczy, że zawsze potrafię powstrzymać ciśnienie magmy gniewu we wzburzonym kraterze.

Ostatnio parę dni byłam mniej cierpliwa dla moich uczniów i to, co dotąd uchodziło im płazem, a nawet całym stadem płazów, teraz nie obyło się bez konsekwencji.

Tymczasem wracamy wieczorem z zakupów. Siedzę i się nic nie odzywam, ugłaskując burzę szalejącą w środku.

– Dlaczego nic nie mówisz? – świergocze radośnie mężulek.

– Bo mam ochotę kogoś rozszarpać – mruczę pod nosem – A ty jesteś jedyny w tym aucie:)

Przecież nie chcę zostać młodą – bądź co bądź – wdową;)

Ale, ale…

zauważyłam ostatnimi czasy, że i mój mąż ma „te dni”.

– A tak, mój też! – przytaknęła Moni, gdy się z nią tym odkryciem podzieliłam – Siedzi wtedy parę dni, nic się nie odzywa, wprowadza grobową atmosferę. Albo leży, albo śpi.

– Pytam go nawet: czy może coś źle zrobiłam albo powiedziałam? ale mówi, że nie i się po prostu źle czuje. – wtrącam, bo świetnie znam scenariusz zdarzeń;)

– Ooo, właśnie. A ja myślę wtedy, że to moja wina – potwierdza Moni.

– Albo boję się, że jest może chory – dodaję.

– A potem to mija jak ręką odjął.

– Wiesz, może oni mają tak jak my – taką fazę. Ja to zacznę w kalendarzu zapisywać i zobaczę czy to jest cykliczne. – postanawiam.

 

I długo nie musiałam czekać. Jeszcze wczoraj rano mój mąż śpiewał i tańczył na środku salonu, a wieczorem zamilkł jak sfinks:)

Myślę, że naukowcy powinni poważniej zająć się tym tematem, aby uspokoić zaniepokojone stanem mężów żony.

Bo ponoć to tylko kobiety są zmienne jak marcowa pogoda;)

 

 

chwilka samotności

 

Lubię być sama. Zupełnie sama w moim domu.

Żyję sobie wtedy powolutku, w swoim tempie. Spokojnie piję herbatę, potem kawę, w międzyczasie gotuję obiad, wstawiam pralkę, podkładam do pieca. Chodzę sobie lub siedzę otulona moją ulubioną muzyką, światełkiem świecy, obrazami zimy za oknem i tymi moimi tryskającymi ze ścian barwami lata i jesieni.

Czasem czytam, czasem odmawiam różaniec, czasem myślę lub piszę, robię zdjęcia lub – jak dziś – rozwieszam gwiazdy:)

Fajny jest zawód rozwieszacza gwiazd i tworzenia nowych, nieznanych ludziom konstelacji. Musiało się to podobać Bogu:)

Gwiazdy wczoraj skleilyśmy z Hanią i Laurką wieczorem. Ze starej książki, którą Hania wzięła z półki książek do adopcji. Zasugerowała się miłym tytułem o niebieskich migdałach, ale – jak się znowu okazało – nie ocenia się książki po okładce:)

Nie jestem zwolennikiem cięcia książek czy ich niszczenia ( no, poza któtkim okresem w moim życiu dziecięcym, gdy było to moją prawdziwą pasją:) i z duszą na ramieniu i szmeraniem sumienia cięłam dziełko na zgrabne kwadraciki.

Sądzę jednak, że skończyć tej książce jako konstelacja gwiazd to prawdziwa dla niej nobilitacja. Tak to wytłumaczyłam memu szemrającemu sumieniu:)

I oto w parę chwil później rzeczywiście – za sprawą naszych zwinnych palców – książka ( a właściwie jej kilkadziesiąt stron) zmieniła się nie do poznania.

Nie do Poznania:) – jak to śmiesznie brzmi, gdy zmienię jedną literkę.

Tak, nie do Poznania też.

Szybciej do Lublina;)

 

Dziś korzystam sobie z tej chwilki samotnego bycia w domu i podklejam gwiazdki złotą taśmą, a potem zawieszam je w tej naszej słynnej pustej ramie. Ona tak naprawdę rzadko bywa pusta. Wciąż wypełnia się treścią podczas kolejnych naszych porywów artystycznych.

Do dziś wisiała w niej piękna, wykrochmalona na sztywno serwetka Alusiowej produkcji.

Teraz czas na bożonarodzeniową konstelację.

Jakby ją nazwać?

🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨

 

I tak sobie spędzam ten miły czas. Dopijam kolejną herbatkę, tym razem malinową. Dom powoli rozgrzewa się od pieca, Louis Armstrong schrypniętym głosem podśpiewuje radośnie.

Może jeszcze jedna kawa.

Za godzinę wyjeżdżam do pracy, wrócę o atramentowym zmierzchu, do domu wypełnionego już gwarem.

Ten gwar także kocham, a doceniam go najbardziej po chwilach samotności.

Dobrego dnia Wam życzę🌟

Dziś Godzina Łaski od 12 do 13🩵 Pamiętajcie i proście Maryję o łaski Wam potrzebne.

 

 

szczęśliwy wypadek

 

Pierwsza niedziela adwentu, wszyscy już wyszykowani do kościoła. Jeszcze ktoś tam dopija herbatkę, jeszcze ktoś talerzyk ładuje do zmywarki, jeden myje zęby, a drugi już siedzi i zakłada buty.

A tu mężulek, czerwony od mrozu, wpada do domu i wykrzykuje nowinę:

– Resor pękł w vanie i przebił oponę.

I wiecie, pierwsza myśl jaka błysnęła mi w głowie to: „Dzięki Ci Boże, że to się stało na podwórku!”

Nie domyślałam jeszcze jej do końca, a tu nagle słyszę moją własną myśl wypowiadaną przez męża:

– Jak to dobrze, że na podwórku, a nie na przykład na trasie. Opatrzność Boża!

– Bóg czuwa. Jak to dobrze – oboje wzdychamy z ulgą.

 

I ja wiem, że reakcja normalnego człowieka na złamanie resora i zniszczenie opony (a więc kolejny wydatek – kilkaset złotych, niewygodę, wizytę u mechanika, załatwianie lawety, zachwianą rodzinną logistykę na co najmniej tydzień itd.itp.) powinna wyglądać zgoła inaczej.

Na przykład :

– Ch…., dlaczego to mnie zawsze spotyka!

– Zawsze biednemu wiatr w oczy!

lub chociaż takie zwykłe nadąsanie:

– Mam już dość!

 

Tak to powinno wyglądać w standardzie.

Ale my nie jesteśmy normalni, więc wygląda jak wygląda:)

I prawie się cieszymy, że resor się złamał i opona pękła, bo – dzięki dobroci Boga – raczyły to zrobić tak, by nikomu z nas nic się nie stało:)

 

I to naprawdę nic nie przeszkadza, że na mszę musieliśmy jechać małym autem, ściśnięci jak śledzie w beczce:)

* * *

Nauczyć się widzieć Boga nawet w pozornych nieszczęściach, dostrzegać Jego zgrabne manewry szachisty, który nawet z ciemości utka parasol dla twojej ochrony. Który chorobę zamienia w rekolekcje; burząc, odbudowuje cię na nowo, jeśli trzeba będzie, położy potop na drodze, by zatrzymać się w twoim pędzie ku zgubie. Który zrzuci cię z konia, byś stracił wzrok, lecz odzyskał wiarę.

„Naucz się myśleć Ewangelią” – powiedział dziś ksiądz na rekolekcjach.

Naucz się dostrzegać Boga nawet w splątanej nici, uschniętej roślinie, złamanym resorze czy ciężkiej chorobie. Serce wtedy rozszczelnia się na Boga bardziej niż kiedykolwiek.

Wciąż i wciąż się tego uczę.

Drobnymi kroczkami.

Jak dziecko.