zaczarowany poranek

 

– Ence pence, w której ręce? – wplątuje mi się w poranny sen pytanko Nusi.

Wciąż nie otwierając oczu, nasłuchuję. Stawka idzie o jakąś kulkę.

– Ja chcie kulke!!! – domaga się Laurka.

– Ence pence, w której ręce? – nieugięcie powtarza starsza siostra.

– W tej!!!

– Nie.

Tutaj następuje kilka nieudanych trafień, bo wciąż ręka nie ta co trzeba.

– No to chcie wypowiedzieć zicienie. – zmienia taktykę zniecierpliwiony maluszek.

– Jakie? – daje się wmanewrować Nusia.

– CHCIE MIEĆ KULKĘ.

 

Życzenia są lepsze i bardziej pewne niż ruletka:) – stwierdzam już zupełnie na trzeźwo i…

                                                       … budzę się z uśmiechem na twarzy.

 

Słońce wciąż się waha czy wyjść zza chmur czy nie, ale mając dzieci , nie zawsze potrzebuję słońca.

Chcę mieć słońce i mam:)

 

wiosenne dojrzewanie

 

Wiosna.

Wszystko kwitnie. I tulipany w szalonych kolorach, i niezapominajki całym łanem podobnym błękitnemu potokowi, i stokrotki jak białe gwiazdy wyszyte na trawniku, i migdałek – nowy lokator działki, i mlecze zwane mniszkami, choć do mnichów zupełnie niepodobne, i jabłonie odmian wszelakich…

A co nie kwitnie, zbiera się do kwitnienia. Pęcznieje, płatki rozchyla jak usta, pręży muskuły pod baldachimem słonecznego światła.

Wszystko kwitnie. Ale nic jeszcze nie dojrzewa.

No, prawie nic.

 

Tatuś z dziećmi siedzą przy stole i prowadzą głośną dysputę po co ludziom włosy w niektórych dziwnych miejscach. Na przykład na nogach.

– Gdy ludzie dojrzewają, to pojawia się więcej włosów. To znak, że ktoś staje się dojrzały. – tłumaczy tatuś zawiłą kwestię.

Nusia słucha uważnie, potem podwija nogawki dresów. Jeszcze uważniej ogląda swoje włoski na nogach. Ciemne i dość gęste.

– To ja już jestem zupełnie dojrzała. – podsumowuje oględziny z delikatnie wyczuwalną nutką samozadowolenia w głosie:)

 

Niektórzy nie zwlekają z dojrzewaniem tak długo jak jabłka i czereśnie.

 

 

potyczki z polszczyzną

 

Wiek trzech lat to pełne gracji potyczki z językiem ojczystym, który jest ponoć jednym z najtrudniejszych języków świata.

 

Znowu wybieramy się do raju moli książkowych, czyli biblioteki. Szykujemy torbę, zbieramy książeczki po całym domu, które trzeba odnieść do placówki kultury. Laurka niesie stosik literatury.

– Te ksiązecki ODŻYCZYMY. – oświadcza.

Skoro książeczki wypożyczyliśmy, to nie możemy ich teraz po prostu oddać:)

 

Mama opowiada bajeczki na dobranoc.

Często pojawia się tam motyw wędrujący. Miś szedł i szedł i szedł. Myszka szła i szła i szła.

Ha, ha, ha. Można stworzyć nowy czasownik – mocno niedokonany, choć stale dokonywany.

– Mamo, opowiedz jak Lucky Luke ISZET ISZET aż spotkał dzidziusia , któly ISZET na czwolaczka.

Albo…

– Będę ISZŁA do kościółka.

 

A jak już jesteśmy przy chodzeniu, warto wspomnieć o ostatniej drodze, czyli o schodzeniu. Bo jak na przykład odmieniać słówko „grób”?

Laurka bawi się przed spaniem gipsowym kurczaczkiem. Gdzieś tam w górskim pasmie kołdry w kwiatki grasuje na niego wyimaginowany lis.

– On umalł!!! – wykrzykuje nagle zdruzgotana opiekunka kurczaka – Zabierzyjmy go do GLUPU!

Kurczak natychmiast zostaje schowany pod kołdrę – miejsce swego wiecznego odpoczynku.

– Telas go poklepię. – opisuje pogrzeb trzylatka.

– No i jus jest w GLUPIE. – kończy z nieskrywaną satysfakcją spracowany grabarz:)

 

Ale nie tylko trzylatki mają problem z polszczyzną. Sprawia ona problem i innym , szczególnie wtedy, gdy jest używana z szybkością wystrzałową karabinu maszynowego.

Oto jedziemy na działkę. Niedaleko celu podróży mężulek przypomina sobie, że trzeba zamknąć za autem bramę na posesję.

– Wyjdzieszizamkniesz??? – rzuca szybko w moją stronę.

Patrzę oszołomiona.

– Co?- pyta on kątem oka rejestrując moją minę.

– Oświadczasz mi się jeszcze raz?

– Ale dlaczego?

– Zapytałeś przecież: „Wyjdziesz za mnie???”- tłumaczę – Odpowiedź brzmi :Tak. – dodaję szybko żeby się nie rozmyślił:)

 

Uważajcie na ojczystą mowę. Bywa zawiła i wieloznaczna. Przez przypadek można się nawet oświadczyć własnej żonie:)

 

 

nowy rodzaj posiłku

 

Siedzimy przy stole.

Ja piję kawę, malutka córeczka wyławia z plastikowej miseczki ostatnie chrupki o smaku orzechowym – pozostałość bo biesiadzie urodzinowej tatusia. Jak głosi porzekadło: „kto zjada ostatki, ten piękny i gładki” , więc Laurka jest i piękna i gładka i dodatkowo bardzo zadowolona, bo rodzeństwo poszło do szkoły i z nikim nie trzeba się dzielić.

Mruczy sobie pod noskiem, paluszki oblizuje, w końcu rzuca w kierunku mojego różka stołu trafny komentarz:

– Przegąska taka.

Omalże się nie poparzyłam kawą:)

Hobbici wśród wielu posiłków mieli swój podkurek, my – od tego pamiętnego dnia mamy przegąskę.

 

– Przegąska – znowu mruczy sobie kontenta nad plasterkiem wyjątkowo wyśmienitej szynki. – Od kogo to?- chce znać szczegóły

– Od świnki. – mówię, śmiejąc się.

– To świnka córeczko. – doprecyzowuje tatuś, zamykając odrzwia lodówki.

Dziewczątko połyka kolejny kęsek i…

– Ale nie zyje – zauważa słusznie i odchodzi pałaszując resztę plasterka.

 

Nieżywa przegąska:)

 

 

narodziny ploteczki

 

 

Wchodzę do sklepu z Laurką.

Tak przy okazji, po drodze z biblioteki, skąd targamy kolejne wiekopomne dzieła Brzechwy, Tuwima, itp. Od progu wita nas uśmiechem pani ekspedientka, która jest przy okazji mamą trojga moich uczniów.

Oglądamy sobie uważnie z córeczką cały asortyment , każda na swoją rękę i każda na swoim poziomie. Ja – półki bardziej górne, Laurka -wszystko bliżej podłogi. A i na samej podłodze stoją ciekawe produkty.

I nagle słyszę…

– Mamusiu, a jak urodzi nam się mały dzidziuś, to kupimy mu takie ksiesiełko? – pyta córeczka wskazując mały kolorowy mebelek.

– Tak, tak. – odpowiadam, nie wchodząc w szczegóły tematu.

– I kupimy nasiemu dzidziusiowi taki noćniciek?

– Tak, oczywiście. – znów potwierdzam i napotykam pełen błysku wzrok miłej pani zza lady.

I już wiem jakie będą najświeższe ploteczki na nasz temat:)

Nie mające nic wspólnego z prawdą – dodam.

 

Oprócz tego, że gościli u nas niedawno nasi przyjaciele z Ukrainy z trójką dzieci. Najmłodszy ośmiomiesięczny Romuś tak zauroczył naszą Laurkę, że każdy dzień przemienił w tęskne wyczekiwanie, że i nam lada moment urodzi się „naś dzidziuś”.

Czasem i moje serce daje się ponieść takiej tęsknocie.

Mknie wtedy jak łódeczka z kory z żaglem z liścia. Nie straszne jej żadne sztormy i wichury. Zapomniała już połamane maszty i supły na linach. Jej przeznaczeniem jest płynąć.

 

Wiosna. Ach, to ty!

 

 

spojrzenie z balkonu

 

Stoję na balkonie w rozległej plamie słonecznego blasku.

Patrzę jak Nusia uczepiona ramienia mężulka uczy się jeździć na rolkach.

– Dobrze jej idzie – chwali mąż, dostrzegając mnie na górze.

Tak, Nusia jest odważna, uparta i bardzo sprawna. Idealny typ sportowca. A do tego ma stale i wysoko podniesioną poprzeczkę w postaci dużo starszego, wymagającego rodzeństwa. Nie ma bardziej skutecznej motywacji, by się rozwijać.

W tle Nusiowych lekcji jazdy Laurka upycha coś całymi garściami do koszyczka przy różowej hulajnodze.

– Co tam robisz? – krzyczę z wysokości.

– Gniazdo dla bociana!!! – odkrzykuje wesoło, nie przerywając ugniatania – Albo dla łabędzia. – dodaje jeszcze i schyla się, by zerwać kolejną porcję budulca tj. trawy.

Wróble chichoczą na dachu garażu.

Dusio wychodzi z piwnicy. Jego długie włosy rozbłyskują jasnym brązem, gdy rozmawia o czymś z tatą.

Ala – wolontariuszka Caritas – zaraz po lekcjach pobiegła na zbiórkę żywności dla Ukraińców.

 

Stoję na balkonie, zanurzona po źrenice w jasnej kałuży wiosennego słońca. Patrzę na moje życia z góry i nagle przeszywa mnie myśl pełna wdzięczności i zrozumienie jak jestem szczęśliwa. Ta myśl jest tak potężną falą, że na chwilę tracę oddech.

A jeszcze przed minutą czułam się słaba i ogromnie zmęczona. Znużona codzienną walką w pracy i wycieńczona grypą. Bardzo stara i smutna. W jednej chwili radość i siły wróciły.

 

Chwila jak szept Anioła.

Niemal słychać szelest skrzydeł .

 

 

zakochanie i dorastanie

 

Jestem chora. Zabawy więc bardziej statyczne.

Laurka wciela się w rolę fryzjerki. Czesze moje włosy, przypina na czubku głowy trzy spinki, potem ogląda efekt.

– Mmmmm. – mruczy zadowolona – Będzieś piękna. Telaś tatuś ziakocha się ś tobą.

Podkrążone oczy, blada twarz i trzy spinki do kompletu. Któż by się oparł? 🙂

 

*               *                  *

 

– Cioś mi tu pachnie. – Laurka pociąga noskiem i zwietrza, że smakowity zapach dochodzi z poziomu mieszkania babci.

Nie myśląc wiele schodzi po schodach, stukając piętami o każdy stopień. Za chwilę wraca z miseczką pełną pop cornu.

A jeszcze za jedną chwilę…

– Dlaczego zjadłaś tak dużo pop cornu? – pytam zaglądając do pustej miseczki.

– Bo musię dolośnąć. – pada odpowiedź z buzi wypchanej prażoną kukurydzą.

 

I ja dopiero po tylu latach dowiaduję się, że katalizatorem rozwoju dzieci jest pop corn?!!! 🙂

 

narodziny słówka

 

Układa puzzle magnetyczne na lodówce.

Nagle dostrzega, że jeden z nich postradał „główkę”. Zapewne na skutek intensywnego użytkowania:)

– Tato, tato!!! – podnosi larum – ODLEPELOWAŁ mi się puzzel!!!

Słuszna intuicja językowa: skoro coś może być zreperowane, to i proces odwrotny musi mieć nazwę:)

Odreperowanie.

A Laurka jest wprost mistrzem w tej dziedzinie ludzkiej działalności.

 

Zresztą, nie tylko Laurka. Niektóre państwa na naszych oczach się odreperowują.

 

nieocenione zasługi nauki

 

 

– Ja nie chcie tej ściotki!!! – krzyczy zdenerwowana trzylatka, przybierając się do mycia zębów.

– Ona jeśt chłopśka!!! – dodaje tym samym tonem wobec braku odzewu ze strony mamy spokojnie siedzącej obok.

– Dlaczego chłopska? – nie wytrzymuje ciekawska Rut, choć raczej nie spodziewa się racjonalnych wyjaśnień.

– Bo jeśt zielona!!! Ja chcię lóziową!!!

– Ale nie możesz myć czyjąś szczoteczką, bo tam są inne zarazki. – mamusia jednak usiłuje sprowadzić rozmowę z toru mega-emocjonalnego na arcy- racjonalny.

– Czije?

– Moje. Na mojej szczoteczce są moje zarazki i nie możesz nią myć, bo przejdą na ciebie.

 

Dziecię na chwilę zaniemówiło.

Nie to żeby informacja je zmroziła, bo za chwilę pyta:

– A na ciebie nie wejdą?!! 🙂

 

Czasami nauka potrafi ostudzić żywiołową rozpacz kobiety z powodu koloru szczoteczki. Niekoniecznie sprawdza się to w przypadku np. bluzki czy torebki:)