łacina podwórkowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Tatuś odbiera Nusię ze szkoły.

– Wiesz tato – córka zaczyna relację zaraz po wejściu do
auta – Jak byliśmy na placu zabaw, to 
jeden chłopiec  powiedział bardzo
brzydko do jednej koleżanki.

– A co powiedział? – dopytuje ciekawy sensacji rodziciel.

– Ja tak nigdy nie mówię. – zarzeka się dobrze wychowana
córka.

– No ale co powiedział? – nie wytrzymuje tatuś.

– ZJEŻDŻAJ!!!

 

Tatuś przereflektował otrzymaną informację pod kątem miejsca
i czasu akcji.

– A gdzie to było? Na placu zabaw?

– Bo ona siedziała na zjeżdżalni, a on był następny w
kolejce. – uszczegółowiła opowieść pięciolatka.

 

🙂 🙂 🙂

 

Chyba musimy nanieść poprawki w naszym Słowniku wyrazów brzydkich i niedozwolonych🙂

 

 

gąski i laleczka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Ala w szkole, Dusio u kolegi, Miś na działce.

A my bawimy się we trzy.

Najpierw ja jestem lisem i tuczę dwie gąski w klatce ( w tej
roli łóżeczko szczebelkowe), a potem je piekę wprzód natarłszy masełkiem. Z braku
piekarnika proces ten zachodzi „toże” w łóżeczku szczebelkowym. Jakiż to
poręczny sprzęt domowy!

Potem tłuste rumiane gąski zjadam, a one piszczą jakby wciąż
były żywe. Dziwne. Kostki po gąskach 
wyrzucam na śmietnik ( tapczan).

Potem bawimy się w sklep.

Nusia wybija na kasie towary i zachęca :

– A może pani kupi taką małą laleczkę – tu wskazuje na
Laurusię, która łypie czarnymi ślepkami ze sklepowej lady ( łóżeczko Nusi)

– Ale czy ona przypadkiem nie marudzi i nie budzi nikogo w
nocy? – upewniam się przed zakupem

– Marudzi i budzi – odpowiada uczciwy sprzedawca – ale za to
jest baaardzo słodka.

– Acha. To kupuję. – decyduję się podając kartę płatniczą.

 

Reklama dźwignią handlu:)

dziecinada

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

st1\:*{behavior:url(#ieooui) }

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

  No i w co się bawiłyście
u Pati? – pytam Alę, która wróciła od koleżanki.

– Nie powiem – płoni się córka.

– Może paliłyście papierosy? – żartuję sobie, bo ostatnio
wybuchła w jej klasie afera papierosowa.

– Nie – śmieje się Ala.

– Więc w co się bawiłyście?

– Nie powiem – jeszcze bardziej rumieni się – bo to takie
dziecinne – tłumaczy.

– Pewnie ssałyście smoczki, albo zakładałyście pampersy –
zgaduję.

– Nie, nie aż tak dziecinne – śmieje się mała córeczka.

– Pooowiedz. Komu powiesz jak nie rodzonej mamie? – apeluję.
Przecież widzę, że chce powiedzieć.

– Bawiłyśmy się w ślub z miśkiem.

– A kto wychodził za mąż?

– Najpierw Pati, potem ja. Babcia dała jej resztki starych
firanek i upinałyśmy z nich suknię , bolerko i welon, a miśka ubrałyśmy w
czarną bluzeczkę Pati i krawat – płynie opowieść jak potok. Jednak mam intuicję
: chciała powiedzieć:)

  To bardzo fajna
zabawa. – mówię i przypominam sobie jak z siostrami przebierałyśmy się w starą
suknię ślubną mamy, a pana młodego naturalnych rozmiarów zszyłyśmy i
wypychałyśmy ze starych spodni, bluzki, skarpetek. A głowę miał od starego
miśka. Miałam wtedy około 20 lat, Amelia – 19, a Lena – 15.   Oburzyliby się nasi mężowie, gdyby ujrzeli swój prototyp:)

Dziecinna zabawa?  🙂

 

Lepsza taka dziecinna zabawa niż bawienie się w dorosłego z
papierosem w ustach.

3 x A

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Adaptacja, akomodacja, aklimatyzacja.

 

Nasze życie przewróciło się do góry nogami, potem na lewy
boczek, na prawy, przekoziołkowało na brzuszek… Rozkręciło się wszystko,
zawirował świat, w oczach pociemniało, w głowie zaszumiało.

Ale… przyzwyczaimy się, przystosujemy do zmiennych warunków
bytowania, choć stanowczo lepiej radzą sobie z tym dzieci. Im człowiek starszy,
tym mniej ma ochotę stawać na głowie czy furkotać na karuzeli.

Nusia zachwycona zerówką i panią i kolegami i koleżankami i
placem zabaw i książkami i plecakiem i piosenkami i… Długo by jeszcze
wymieniać.

Dusio i Ala patrzą na siostrę z lekką dezaprobatą. No bo
czym tu się ekscytować, szczególnie około godziny 6 rano, gdy trzeba zwlec się
z łóżka i wybrać do szkoły. Wyyyyybrać:)

Entuzjazm Nusi i mnie się nie udzielił, a jeśli już czymś
się zaraziłam od niej to katarem, który zbiera swoje pierwsze żniwo w szkole. Niestety
Laurcia zachorowała najmocniej, bo doszło zapalenie uszka.

Miś i Lucia zostają w domu póki ja nie wrócę. Na szczęście
wracam zwykle koło południa, na obiadek i spanko niemowlaczka. Spanie z
nieodłącznym cysiem w buzi. Późne popołudnia często są zajęte a to jakąś radą,
a to zebraniem, a to naradą, a to spotkaniem w sprawie jakowejś. A spraw takich
na początku roku szkolnego w placówce oświatowej jest co niemiara. Papieru
zadrukowanego też. Nieekologicznie przetwarzamy więc hektary drzew w sterty
dokumentów, które nikomu nie potrzebne latami zalegają szafy pancerne i regały
sekretariatu. Papierologia pochłania nas czasem tak, że zapominamy, że praca
nauczyciela to nauczanie, a nie drukowanie. Poza tym zmian cała masa. Nie wiem
czy to ja tak się cofnęłam przez te półtora roku przerwy w pracy, czy świat tak
wyskoczył do przodu jak dziki koń.

 

Ale i do tego przywykniemy. Zdolności akomodacyjne człowieka
są przeogromne:)

Miś dla odmiany głównie kursuje na trasie dom-szkoła,
szkoła-dom, dom-działka, działka-dom. Dowożenie i odwożenie trójki dzieci
+  córeczka Leny + kolega Ali to już
praca na pełen etat. Na lodówce wiszą ostentacyjnie cztery plany :Nusi, Ali,
Dusia i mój. Wiszą i kpią sobie z nas całkowitą niezbieżnością. Dzień trwa od
rana do nocy. Zaczyna się śpiewem Misiowej komórki o 6 rano i finiszuje
odbieraniem Nusi ze szkoły o 6 wieczór.

W międzyczasie pranie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie,
odrabianie prac domowych, przygotowywanie do lekcji, wymyślanie prac na
konkursy plastyczne, zakupy.

– Mamo, oddam mojej pani jakiś twój naszyjnik – oświadczyła
mi właśnie Nusia.

I czego ja doczekałam:)

Karuzela.

Wiruje mi w głowie nawet wtedy, gdy światła pogasną, dzieci
zasną i jedynym odgłosem dochodzącym z zewnątrz jest przekomarzanie komarów.
Chciałabym się zatrzymać, ale im szybciej wiruje karuzela tym więcej siły
trzeba mieć by to przerwać. Poczekam więc aż sama zwolni biegu, nieco ucichnie
i pozwoli mi wysiąść i odetchnąć.

Oby niedługo.

przeplosiny

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Kolejny wieczór i kolejny paciorek.

– Jeszcze przeplosić, jeszcze przeplosić!!! – studzi nasze
zapały Nusia, gdy przedwcześnie wystartowaliśmy do „Ojcze nasz…”

– No dobrze. To za co przepraszasz? – pyta tatuś – Za to, że
byłaś niegrzeczna? – sugeruje odpowiedź.

– Nie, nie – przerywa maluch – Coś   l e p s z e g o.

– Że kłóciłaś się ciągle z bratem? – zgaduje dalej
rodziciel.

– Nooo – z dumą potwierdza córeczka.

– Ale to nie było  l e
p s z e. To było gorsze. – przyłącza się do dysputy moralnej Rut.

– Ale  l e p s z
y  pomysł – argumentuje Nusia.

 

 

 

Bardziej spektakularny i widowiskowy w każdym bądź razie:)

 

Występy teatrzyku w dni powszednie i święta w godz: 7:00 –
21:00

 

A oto mała próbka sceniczna.

 

– Masz śmierdzący tyłek. – dociera głos Dusia.

– Dusiek!!! – reaguje Rut z kuchni.

– Bo ona powiedziała, że mam śmierdzącą głowę – znów Dusio.

– Bo on położył swoją głowę na mojej nodze – „uderz w stół,
a nożyce się odezwą” , czyli Nusia.

– Bo ona podkłada mi nogę pod plecy. – adwersarz.

– Bo on…

– Bo ona…

 

Tu film rodzicom się urywa.

 

 

Dramacik w jednym akcie pt. „Robak”.

 

Rut usypia Laurkę na
noc. Ssak powoli opuszcza powieki przy cysiu.

 Z drzwi po lewej do pokoju wkracza Nusia i
żałośnie kwili:

 

– Mamo, Dusio zabrał mi mojego robaka.

– Nie mam czasu teraz rozstrzygać waszych sporów. Przyjdę
później. – odpowiada zdenerwowana Rut, tuląc znów wybudzonego ssaka.

 

Nusia opuszcza scenę
wychodząc drzwiami po lewej. Zza ściany dochodzą stłumione odgłosy pogróżek i
kłótni. Ssak prawie usypia.

Na scenę ponownie
wkracza Nusia i scenicznym szeptem wygłasza następującą kwestię:

 

– Dusiek oddał mi już robaka. Nie musisz mamo przychodzić.

Ssak zaciekawiony
takim obrotem sprawy podnosi głowę.

aplauz na stojąco!!!  🙂

 

 

 

Jeszcze przeplosić, jeszcze przeplosić…

dno

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Noc.

Sad za oknem tonie w długich cieniach.

Dzieci posapują przez sen. Nusia tuli się do nóżki misia
Buraska Małego, a Ala śni zapewne o Borejkach, którymi zaczytuje się co dzień
łakomie.

– Myślisz, że to jest nałóg – pyta mnie mężulek, gdy – mimo
wielokrotnych prób – nie udaje mu się dobić do świadomości pogrążonej w
lekturze córki.

– Ja nie myślę. Ja wiem. – odpowiadam i oboje się śmiejemy
pokazując sobie na migi nieprzytomną minę Ali.

– Zobacz: krótko śpi, mało je, traci kontakt z żywymi – jak
nic: nałóg. – udowadniam.

 

Jeśli Ala odrywa się już od książek Musierowiczowej to tylko
po to, by spytać:

– Mamo, a co potem się stanie z Aurelią, Tomkiem Kowalikiem,
Patrycją i Baltoną, …? A kto to jest Grzegorz, Nerwus, …? Co one zrobią z
welonem Idy? Kto znajdzie białe pantofle?

Tyle razy czytałam Jeżycjadę, że znam odpowiedzi na niemal
wszystkie pytania. No, może oprócz tego: „Czy Roma będzie miała dzieci?” 🙂

 

Potem obie rzucamy śmiesznymi wierszykami:

„Jedna babcia drugiej babci napluła do kapci”

„ Kto mlaszcze, dostanie w paszczę”

„Kto oblizuje nóż, ten nie przemówi już.”

„Kto siorbie, dostanie po torbie”.

 

– A dlaczego? – zgłasza interpelację siedząca z nami przy
stole Nusia.

– Co dlaczego?

– Dlaczego nie przemówi już? – chce wiedzieć maluch.

– Bo jak ktoś oblizuje nóż, to może uciąć sobie język, a bez
języka nie można mówić – edukuję pociechę.

A Ala czyta dalej. Z prędkością zbliżoną do prędkości
światła, bo jeden tom dziennie.

Prawie nie śpi, prawie nie je, prawie nie kontaktuje.

Dno nałogu:)

 

Kolejna córka Nusia również na dobrej drodze – jej ulubiona
odezwa do rodziców brzmi: „poczytaj mi!!!”.

No i Laurka.

Jeden z jej zwyczajów to wyciąganie książeczek z najniższej
półki pod telewizorem i wertowanie ich.

Książeczki te są z biblioteki i co jakiś czas znikają w
płóciennej torbie i są „tachane” przez Rut i Nusię do pobliskiej placówki
wypełnionej po sufit półkami wypełnionymi po brzegi tomami wypełnionymi od
deski do deski mądrością zakutą w literki.

– Wiesz co zrobiła Laurcia, gdy poszłyście do biblioteki? –
zadaje pytanie mężulek, gdy tylko zemdlone od ciężaru książek w płóciennej
torbie stanęłyśmy na progu.

– Nie wiem. – odparłam zgodnie z prawdą.

– Przyraczkowała do półki, sięgnęła rączką po książki,
spostrzegła, że ich tam nie ma i… rozpłakała się.

Dno nałogu:)

 

cicho…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Sobota.

 Siedzę na działce na
naszym ulubionym patio ( tak nazywamy tarasik przylegający do budynku i
otoczony z dwóch stron starym murkiem z czerwonej cegły, malowniczo obrośniętym
dzikim winem). Siedzę na zielonym leżaku, który mężulek kupił mi rok temu na
czas mojej trudnej ciąży. Na moich kolanach siedzi Laurka i obgryza piąstki
usiłując zmotywować tym szósty ząbek do wyklucia. Dzieci z drugiej strony
budynku taplają się w baseniku. Mąż robi porządki w budynku szykując grunt pod
wstawienie przeszklonych drzwi na patio. Jest gorąco, ale od żaru osłania nas
najnowsze dzieło w/w majstra – balkon na poddaszu.

Wiatr szalony, porywisty szarpie główkami „czarnych oczu
Zuzi”, które ciekawie zaglądają na taras. Gałęzie olbrzymich brzóz jak rozwiane
włosy dziewcząt wdzięczą się do wiatru. Białe motyle tańczą w nasyconym
zapachami powietrzu. A w aromat sierpniowego dnia wkrada się gorzka nuta
jesieni.

I wśród całego morza szumów, szelestów, stukania,
gaworzenia, ujadania psów, dalekiego szumu kombajnów, popiskiwania dzieci
nagle… zalega cisza.

Serce przestaje drżeć, niczego się nie obawia, za niczym nie
tęskni, niczego nie żałuje, niczego nie pożąda. Milknie, bo wszystko jest tak
jak być powinno. Cicho. Cicho. Cicho.

Już dawno nie było tak cicho.

 

Tymczasem jego serce jest już na samej krawędzi. Sztorm bólu
nie do zniesienia szarpie ciałem jak kruchą łódeczką. Wzywają pogotowie. Nie
mają silniejszych leków na uśmierzenie. Szpital. Ordynator chirurgii lituje się
i przyjmuje na oddział. Kroplówka z silnym lekiem powoli wycisza wyjący żywioł.
Ale on już jest na krawędzi. Nie wróci na pokład, nie ma siły dotknąć steru.
Gaśnie blask oczu. Ciało bezwładnie osuwa się w błękit.

Zakończył swój rejs po tutejszych wodach. Cicho. Cicho.
Cicho.

Już dawno nie było tak cicho.


„Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie”

 

Nasze zwyczajne dni są dla kogoś ostatnie.

stoik i choleryk

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Ciemno.

Wszyscy śpią. Laucia śpi i posapuje. Dzieci śpią i
posapują.  Miś śpi i…

 

Nagle słychać wredne bzykanie tuż nad głową.

Nalot!!!

Miś rozpoczyna dziwaczny taniec z użyciem obu rąk. Młóci
nimi powietrze wyraźnie zdenerwowany .

– Nie ośmieszaj się przed komarami. Trochę godności
osobistej – żartuje Rutka.

Ale mężulek kontynuuje dziarskie manewry wyznając – zdaje
się – filozofię, że „jak już zginąć, to w walce” 🙂

– Co za ch…!!! – brzydko wyraża się wojownik.

– Komary nie przenoszą tej choroby na „ch”, przenoszą
malarię – uświadamia żonka ze spokojem godnym Marka Aureliusza.

 

Ktoś musi zachować zimną krew.

Jest szansa, że komary nie lubią zimnych przekąsek 🙂