skarga czeladnika

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Wieczór.


Laucia już śpi, światełka choinkowe opadają girlandami nad
oknami i wysilają się, by mimo nagłego zgonu choinki robić nastrój jeszcze
świąteczny. Dzieci w swoich pokojach cichutko zajmują się swoimi sprawami.

Cicho.

Błogostan po dniu pełnym dźwięków i biegania.

Można by go w zasadzie zamknąć, gdyby…

 

Ze stanu nirwany wyrywa nas pełen skargi szepcik zza szafy,
a zaraz za nim objawia się w całej swej nieszczęsnej postaci właścicielka
szepciku:

– Ala najpierw zachęca mnie do nauki, a potem mówi, że nie
mogę dokończyć rysować, bo ona chce spać…

 

I bądź tu mądrym i znajdź odpowiedź na zarzut tego typu.

 

Dopiero późną nocą ukuć się udało nową mądrość ludową:

 

„Nim uczeń zapłonął zapałem, mistrz już zdążył wygasnąć” 🙂


nowa figura szachowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Słownik naszej Laurci wzbogacił się nieco.

„Tata” jest jak było, ale jakby nieco rzadziej na rzecz…

 

  najważniejszego
„mama” i ściśle związanego z nią „cici”. Bardzo ściśle.

 

„Cici” owo wymawiane jest zawsze w towarzystwie znaczącego
przesłodkiego uśmieszku, zakąszane leciutkim pokasływaniem żeby ci, co mają
wiedzieć szybko się poznali o co chodzi i bar otworzyli jeszcze szybciej. Potem
Piórko wspina się na kolana, fik – przybiera pozycję horyzontalną, nóżka jak na
sprężynie podnosi się do pionu wskazując zenit, a rączki zaczynają dziwny
taniec wokół maminej bluzki.

– Cici, cici – Pióreczko modeluje głosik w rozmarzony i
dobiera się do swojego skarbu.

 

Dusio i tata grają w szachy.

Piórko przybiega zaaferowane
nową zabawą.

Cóż za figury! Duże, piękne, drewniane! Ach, cóż za król w
koronie! A królowa – klękajcie narody! Cztery wieże, cztery laufry!

 

A to co?!!!

Laucia przygląda się  dłuższą chwilkę łepkom w pierwszym rzędzie i nagle uśmiech rozlewa się na
buzi jak słodkie mleko.

– Cici – oświadcza pokazując na jeden z pionków.

 

Uderzające podobieństwo:)

Nawet hebanowy kolor nikogo nie zmylił.



toast

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Los padł na Mamuta starego, zwanego też w kręgach kręgowców
jako Korijen. I to właśnie on zabrał się za zadanie zaszczytne i godne, jakim
jest wygłaszanie toastu sylwestrowego przy użyciu szampana dziecięcego typu
„Piccolo”.

– Toast, toast – zagrzewaliśmy Mamuta brnącego w jakieś
niejasne kwestie „a dlaczego ja”, „nie wiem czy podołam” itp.

No, ale jak już przełamane zostały lody kompleksów, Korijen
popisał się takim kunsztem oratorskim, że wszystkim dech zaparło na chwilę.

Jedna tylko Nusia zdała się niekontenta, pokręciła noskiem,
pociągnęła z kieliszka truskawkowej zawartości i spytała:

– A kiedy ten toast będzie?

– No właśnie był. Wujek powiedział toast – pospieszyliśmy z
wyjaśnieniami.

– Aaaa- jęk zawodu wydarł się dziecinie z piersi – A ja
myślałam, że to będzie coś do jedzenia.

 

No cóż, zawsze znajdą się zadwoleńsi i mniej zadowoleni:) W
2012 też.

 

Budmo!!! – jak mawiają Ukraińcy.


naszyjnik ze światła

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Pijemy naszą poranną kawę, gdy jeszcze księżyc błyszczy na
niebie.

Gdy jadę do szkoły, prosto w twarz chlustają mi pomarańczowe
potoki wschodzącego słońca. Potoki eksplodują na mokrej szosie, rozbryzgują się
w tysiące migotliwych kropli na zaszronionych szybach.

Po pracy często sadzam Laurkę na parapecie kuchennego i okna
i obie obserwujemy idących ludzi, biegnące dzieci, błąkające się psy, sunące
auta, bijące skrzydłami gęsi nad stawem, a południowe słońce przygląda nam się
równie ciekawie jak my światu.

Zmrok zapada szybko, wieczory wydłużają, suną powoli jak
białe dymy na tle atramentowej plamy nieba.

Tęsknimy do światła, więc zapalamy świece, żyrandole, lampki
na choince.

Wiecznie głodni światła, nieustannie nim nienasyceni .

 

Pamiętam, gdy jako dziecko odrabiałam nieraz pracę domową
przy świecy czy naftowej lampie. To musiał być stan wojenny. Przymusowe
karmienie społeczeństwa ciemnością.

 

Pamiętam, gdy otaczałam rączkami płonącą choinkową lampkę i
moje złożone dłonie nabierały blasku jakby były dziwnym kwiatem o płonącym
sercu.

 

Pamiętam jak przyglądałam się kroplom zdartej z pnia wiśni
żywicy. Kawałek zaklętego, wypełnionego blaskiem świata.

 

Pamiętam jak przed wigilią szukaliśmy z rodzeństwem
pierwszej gwiazdy utopionej w oceanie nocy.

 

 

Pamiętam o księżycu, słońcu, gwiazdach, płomieniach świec,
blaskach na dnie oczu…

 

Tyle światła mieszka w naszych skromnych życiach.

Wystarczy tylko nanizać wszystkie drobne kropelki na nić myśli
snującej się po głowie i…

                                                            …  szarość nasza powszednia odchodzi.



narzędzie pracy:)

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Wchodzę do jednej ze szkolnych sal. Uczniowie hałaśliwie
rozlokowują się w ławkach. Trudna klasa wymagająca nadzwyczajnej cierpliwości i
surowych metod wychowawczych. Inaczej – „umarł w butach” i „lekcja rozłożona”.

Nagle mój wzrok pada na …

 

pieniek?!!!

 

Stoi sobie drewniany pieniek w rogu sali tuż obok
nauczycielskiego biurka. Stoi i aż o topór się prosi.

 Nie wytrzymałam i
prychnęłam śmiechem.

Czyżby w oświacie miały wejść aż  t a k i e  reformy? 🙂


czas przeszły złożony

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Od naszych przyjaciół Mamutów, którzy zawitali na dni kilka
w naszej Nie-skutej-lodem Krainie, pomagać nam żegnać Rok Stary i wiwatować na
cześć Nowego, dostaliśmy tyyyle prezentów.

Wprost trudno wyliczyć czego nie
dostaliśmy, bo i na dokładkę serca dużo, uśmiechu, śmiechu wspólnego, w którym
najładniej wszystkim na Sylwestra…

Dostaliśmy też książkę pt. „Mamuty” pióra Mamy Mamucicy.
Zainteresowanym jednak muszę ze smutkiem donieść, że pięcio-egzemplarzowy
nakład się wyczerpał:) Tymczasem odsyłam do wersji wirtualnej czyli mamuciego
bloga
.

Wśród prezentów znalazł się też kalendarz – również autorski
i o tyle poręczny, że ustawiliśmy go na parapecie, blisko łóżka i jak to byłam
spostrzegłam ( czas przeszły złożony) – „łatwiej nam tedy przyjdzie kopnąć w
kalendarz” 🙂

Stary kalendarzyk – mniej poręczny, bo notesikowy, ale
bardzo przydatny, bo z siglami czytań – oddałam fascynatce wszelkiej lektury
czyli Lauci.

I wtedy wypadła zeń karteczka z zaginioną notką sprzed kilku
miesięcy, gdy Dusio uczył był się tabliczki mnożenia ( wieeeelce przydatna:)

– Ile to jest pięć razy siedem – pytam

– Yyyyyy. – wydaje odgłos paszczowy synek.

– Yyyyyyy – przyłącza się do chórku mały pyszczek leżącego
niemowlaczka.

– Myśl, myśl synku, bo siostrzyczka cię w myśleniu
wyprzedzi!!!

 

I w ten oto niestandardowy sposób życzę Wam , by nowy roczek
był i przydatny i pożyteczny i myśleniem wypełniony, śmiechem okraszony,
przyjaciółmi jak wór wypchany i po prostu dobrutki jak te pierniczki, które nam
również Mamutki sprezentowały, a które to w niewyjaśnionych do dziś
okolicznościach zniknęły były na zawsze. Może ktoś widział był?

Czas przeszył złożony z tylu kawałeczków jak 1000 puzzli  z obrazem Moneta.


spóźnione słowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Tę notkę miałam wpisać
przed wigilią, ale Internet odmówił posłuszeństwa. A później my odcięliśmy się od wirtualnego świata, by bardziej zamieszkać w tym realnym.

Mimo to wierzę, że tak
czy owak moje dobre myśli dotarły do Was z lotem sikorek złoto-brzuchych i
przysiadły na wszystkich gałązkach tych ostatnich dni.

 

 ………………………………..

Sałatka śledziowa już gotowa, karpie w mleku wymoczone leżą
w towarzystwie pieczarek na blaszce gotowe do pieczenia, barszczyk czerwony
paruje – szyby w dekoracyjny szronik ozdabia, choinki w liczbie 2 robią co
mogą, by atmosferę domową nasycić zapachem żywicy, śniegowa glazura na trawniku
za oknem dwoi się i troi, by wytrwać choć do wieczerzy.

Dzieci pomogły babci na dole pierogi lepić. Miś stał z
Laucią na czatach, a ja i Kora chyżo spakowałyśmy prezenty, przeniosłyśmy do
skrytki i udrapowałyśmy na prezentowym stożku koc, kapę i poduszkę dla „niepoznaki”.
Potem, w stosowym czasie, dzieciaki trzeba będzie odciągnąć od epicentrum
zdarzeń (czyt. wigilijnego stołu) i sprytnie zrzucić desant pod choinkę.

Wszystko już – już, prawie, prawie.

Zegar cyka między jemiołą a czubem drzewka: cyk-cyk-cyk-cyk…


Laucia, zwana ostatnio „Piórkiem” dla uczczenia jej złotych,
puchato-fruwających włosków, biega zaaferowana i gulgocze długie monologi w
sobie znanym tylko języku.

– Szanti-szanti!!! – krzyczą po hindusku dzieciaki
wyedukowane przez ciotkę.

– Co to znaczy? – pytam.

– Wyluzuj, wyluzuj – tłumaczy Kora

– W takim starożytnym języku takie młodzieżowe słownictwo?

– Oj, bo to w starożytnym języku „pokój ducha” oznacza –
śmieje się „hinduska”

 

Aaaa, to już szybciej do świąt pasuje, więc…

Szanti- szanti  Wam wszystkim, niech Maleńki ogarnie cały
świat pokojem.




notatki między grochem a kapustą

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

20 grudzień

 

Syyyyypie!!!

Nareszcie!!!

Na początku nieśmiało, drobniutko jakby kaszą manną, ale z
czasem odważniej, zadziorniej, hulaszczo, zadymnie.

Sypie Pan Śnieg.

Śliiiisko!!!

Nogi się rozjeżdżają, auto szusuje na środek skrzyżowania
jakby pozbawione wszelkich hamulców. Redukuję bieg na dwójkę i powoli sunę
trasą bardzo dziś widokową. Pan drogowiec z naprzeciwka z piaskarką udaje, że
zdążył z odsieczą:)

 Śnieg rozplaszcza się
na szybach, na ciepłej twarzy ślizga, otula czapą świerczki, świerczęta i
świerczki wszelakie.

Huuu!!! Haaa!!! Nasza zima zła!

Jasno się zrobiło, odświętnie jakby kto obrusem bielutkim
stół na wigilię nakrył.

 W sam raz – babcia
dzwonki karpia mrozi w lodówce. Czas prezenty dokupić, wyśledzić gdzie śledzie
najtańsze, zadbać o smaki, zapachy, klimaty. Kora jutro z Indii wpadnie jak
śliwka w kompot z wielkiego upału w mróz nasz ojczysty. Znów w klapkach
japonkach w zaspy śniegu:) Obiecała szal mi jedwabny przywieźć.

 

21 grudzień

 

Syyypie nieustannie i nie zamierza przestać. Musi się
wysypać za wszystkie czasy. Kiedyś wszak te pierzyny niebiańskie trzeba wytrzepać:)

Wieczorami drogi jak szklanka, a wszystko wokół jak bajka.

Jeszcze jasełka w szkole, roraty przedostatnie, jeszcze
imieniny Ksawerego u nas przy choince urządzane, jeszcze pobiegać po mrozie, w
kolejkach postać…

Kora przyleciała, z Warszawy się wydostać nie mogła, ale
jest w końcu. Tatuaż z henny na ręce pokazuje, dzieciakom cudeńka błyszczące
wręcza. O szalu ani pary z ust nie puści:) Może Gwiazdka łom w jedwab zawinie co by wrażenie złagodzić:)

Laucia sie Kory nic a nic nie boi, rączki podnosi do góry i prezentuje
swoje bollywodzkie tańce. Śmiejemy się.

A świat cały biały , bielusieńki jak w tej kolędzie
Preisnera sprzed wieku. Pamiętam, gdy jej słuchałam – świeżo upieczona mężatka.
Czekałam aż mąż wróci z pracy, słuchałam radia i płakałam ze wzruszenia nad
tymi kolędami, a Alusia wtedy pierwszy raz pod moim sercem skrzydełkami
zatrzepała.

Zawsze już, zawsze kolędy
na koniec wieku
będą tajemną ścieżką docierały w głąb mnie i roztapiały
mnie od wewnątrz.

Całą noc padał śnieg.
Cichy, cichy, cichuteńki. Przyszedł świt, a tu świat – cały biały, bielusieńki…

Kolęda

 Pokój ludziom dobrej woli.

zestaw małego…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

– Mamo, wiesz co chcę pod choinkę od Mikołaja? – pyta Dusio,
który rok temu został uświadomiony co i jak i gdzie należy składać podania
odnośnie prezentów. ( ciężka to była dla nas decyzja, ale z dwojga złego
woleliśmy wybrać opcję: „rodzicielska rozmowa” niż opcję” szydzenie kolegów”)

– No co? – okazuję zainteresowanie, bo jestem – szczerze
mówiąc – „ w kropce” odnośnie prezentu dla syna jedynego.

– Kominiarkę i latarkę – wypala jedynak, a moja głowa
zaczyna snuć wizję rodem ze scenariusza filmów gangsterskich.

– Ale wiesz, że Mikołaj 
nie daje głupich prezentów. – próbuję resocjalizacji zanim będzie za
późno.

– Ale dlaczego taki jest głupi?

– Synu, bo kominiarkę i latarkę sprzedają tylko w zestawach
z łomem!!! – tym razem ton zmieniam na komiczny.

 

Po południu mąż wraca z zakupów.

– Kupiłem Dusiowi na prezent taką fajną latarkę –
konspiracyjnie szepce mi na ucho.

– A kominiarka i łom? – przypominam usłużnie:)


pieśń o dzisiaj

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Tą, która od kilku dniach zaglądała ciekawie z balkonu do
ciepłego wnętrza domu, zaprosiliśmy dziś do środka. Stanęła, otrząsnęła kilka
zielonych igiełek, rozprostowała gałązki, rozsiała ulotny aromat swoich perfum.

– Pod naszą choinką też będą prezenty? – zapytała Nusia.

– Nie, prezenty są tylko pod choinką u babci, bo tam jemy
wigilię. – odpowiadam.

– Eeee – nachmurza się pięciolatka – to po co stawiamy u nas
choinkę?

– Choinka nie jest tylko dla prezentów. Jest dla bombek,
żeby lampki zapalić, cieszyć się, poczuć zapach – tłumaczę.

– Ubierzmy ją dzisiaj. – kuszą dzieci, ale my jesteśmy
nieugięci.

Powiesiliśmy tylko kilka bombek, które już jakiś czas temu
przewałęsały się ze strychu, tylko srebrne cukierki i malutkie rajskie
jabłuszka, które kupiłyśmy dziś z Alą.

Reszta jutro. Takie przyjemności trzeba dozować. Delektować
się nimi, wydłużać, celebrować. A dziś sobota. Dużo innych zajęć. Pranie,
sprzątanie, zakupy, gotowanie.

– Zjedzmy trochę tego maku. – podpuszczam mężulka.

– Nie.

– A potem, z reszty upieczmy ciasto – drążę jak kropla
skałę.

– Nie, nie zjemy – odpowiada Miś i sięga po woreczek z
makiem – Nie możemy – dodaje biorąc do rąk nożyczki – to jest mak na święta, na
kutię – kończy swój wywód i rozcina opakowanie.

(Ta skała to chyba był wapień – tak szybko dał się wydrążyć:)

I już pół godziny później zapach pieczonego ciasta miesza
się uroczo z zapachem choinki.

Zawijam lalę Laurci w pieluszkę i kładę pod choinką.

– To będzie Pan Jezusek – obwieszczam zdziwionemu
maluszkowi, a ten zaraz wchodzi pod zielone gałązki, wyciąga Jezuska i tuląc z
całych sił do brzuszka kołysze się na boki.

-Aaaaa – śpiewa mu, a Jezusek wypada z pieluszki od nadmiaru
czułości.

Dusio mości sobie kocyk pod choinką.

– Już wiem jak czuje się prezent – dochodzi nas jego głos
spod zielonych gałązek.

– Ja też chcę. – zgłasza się Nusia i chwyciwszy poduszkę z
kanapy wchodzi pod drzewko z drugiej strony.

Ala jest na wigilii harcerskiej. Za oknem się ściemnia .

Siedzę przy grzejniku obok choinki, piję malinową herbatę,
chrupię paluszki, słucham Jedynki – podają przepis na drożdżowe ciasto, ponoć
rewelacyjny.

Srebrny cukierek kręci się obok jabłuszka.


Czujecie jak się zbliża?

Jest tuż, tuż.