szczyty absurdu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– To nie w poziątku – stwierdziła
Laurka maczając truskawkę w białych kryształkach cukru.

– Co jest nie w porządku? – chce
wiedzieć mama.

– Źe lośliny się musią ziegnać. – tonem
wykładowcy uczelnianego kontynuuje dwulatek.

Truskawka ląduje pomiędzy słowami
w sam środek buzi.

Mamusia nie jest bynajmniej
zaskoczona takim toczeniem się pogawędki.

Najmłodsza latorośl rodzinna znana
jest jako mistrzyni  wypowiedzi
absurdalnych.

 

Krótkich bajeczek o zaskakujących
wątkach też.

– Opowiedz bajkę o lisku. – prosi
brat układając się obok maluszka.

– Dobzie – zgadza się uprzejmie
poproszona osóbka i z miną zdradzającą głęboki namysł zaczyna:

 Ludy Felek nie móg źlobić kupy, poniewaś… – tu
– dla zbudowania napięcia bajarka zawiesza głos w próżni i po chwili dodaje-
kupa była twalda.

 

Rude Felki tak już mają:)

 

– Ala obierz cebulę i pokrój. –
uprasza się najstarszą pociechę.

Krótkie zdanie jest jak iskra
padająca na stóg siana i stanowi zarzewie kolejnej opowieści.

– Andzielinka pokloiła ciebuli … –
zaczyna dwulatek i dla kurażu popija truskawkowego kompociku – ciebuli takiej
wygolonej i takiej więksiej .– kończy zaskakująco jak zwykle.

 

Czy ktoś słyszał o wygolonej
cebuli?

My tak.

 

Dzięki Laurce i jej opowieściom
wciąż wspinamy się na coraz wyższe gałęzie abstrakcji. A na tych gałęziach
musimy wykonywać coraz bardziej karkołomne wygibasy myślowe:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

szał twórczy


Nasze dzieci należą do gatunku "homo rysujący".
Są w nieustannym – rzec by można – szale twórczym.
Stąd też kartek nie kupujemy na bloki, lecz na ryzy, a kredek nie usiłujemy okiełznać w pudełkach, pędzelki i farby wciąż gotowe stoją na parapecie okna, a różnorakie dzieła w przeróżnych fazach "dokonania" zdobią podłogi, ściany, lodówkę i półki.

Nieprzeliczony ocean dzieł wiekopomnych nieogarniony żadnym umysłem

Wśród nich zdarzają się prawdziwe gratki dla prawdziwych koneserów sztuki, które trafiają do specjalnego pudła ( bo nie pudełka) z pamiątkami.

Oto dwa z nich – najświeższe dokonania.

Projekt gry Nusi o szokującej nazwie "Księżniczki na cmentarzu".
Proszę zwrócić uwagę na strzałki w dole ekranu, którymi – zgodnie z zamysłem twórcy – należy rzucać w pojawiające się duchy. Strzałek jest na szczęście aż 109, więc zapas wystarczający jak na jeden książęcy spacer po cmentarzu:)

A to jeden z sympatycznych potwórków Laurci. Ten jest z rozwianym włosem i marzycielską miną:)

Zupełnie niegroźny typ mimo szponiastych pazurów u lewej reki.

przywilej

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Mamo, a czy ty jeszcze urodzisz
kogoś? – rzuca nagle Nusia.

Zachłystuję się tym pytaniem.

Nagłe zrozumienie tajemnicy danego
mi przywileju.

Jak to niesamowicie brzmi –
urodzić kogoś.

Dać komuś życie.

Mieć władzę powoływania KOGOŚ do
istnienia.

 

Ludzie piszą książki, dokonują
wielkich odkryć, konstruują nowe wynalazki, patentują innowacje, zdobywają K2,
przekraczają granice swoich możliwości, budują fortuny…

 

A ja urodziłam czworo KTOSIÓW.

Biegają jak szalone po domu, kłócą
się i rozrzucają klocki, przechodzą swoje małe i duże bunty i są KIMŚ nieporównanie
większym od wszystkiego, co istnieje na świecie.

więc…

– Nie wiem. – odpowiedziałam Nusi, bo jak można powiedzieć "nie" na tak sformułowane pytanie.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

religijne inspiracje

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Niedziela.

Wszyscy ustawiają się w kolejce do
tatusia.

Każdy z wyciągniętą łapką.

Kieszonkowe.

Na dno każdej łapki ląduje 5 złotych.

Na najmniejszą – 5 groszy.

 

– Dziętuje tato. – odpowiada na
dar łapka najmniejsza.

 

– Wszyscy dostali, a tylko jeden
podziękował. I to ten, który dostał najmniej. – zauważam głośno.

– No – reflektuje się Ala – to tak
jak z tymi trędowatymi i Jezusem:)


Grunt to umieć odnieść Ewangelię
do swego życia:)

 

 *********

Laurka dostaje gumę rozpuszczalną,
wkłada ją do buzi, robi błogą minkę i – by dać upust swej wielkiej radości –
śpiewa:

– A potój na ziemi!!!

 

Rzeczywiście. Gumy używamy dość
często w celach zapewnienia pokoju. No, może nie na całej ziemi, ale choć pod
własną strzechą:)

 

Polecam wszystkim politykom.

Czasem wystarczy odrobina
słodyczy.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

rodzaj nieba

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Oooo!!! – wzdycha z ulgą tata
Kurka, gdy cała dzieciarnia w liczbie sześć sztuk zostaje zapędzona do krainy
Morfeusza. Siedzimy wokół stołu otulonego nagłą ciszą i delikatnym światłem.
Panowie sączą bursztynowe piwo.

– Chipsy i piwo… – rozmarza się
znów Kurkowy tata – i nie będzie nam szkodzić. Tak sobie wyobrażam niebo.

Śmiejemy się.

– A w moim niebie będę brodzić w
kwiatach… – podejmuję się kontynuacji ciekawego wątku eschatologicznego.

 

Tych nieb będzie trochę:)

 

Gdybym miała wymienić moje
największe namiętności, rośliny byłyby jedną z nich.

 Nie tylko kwiaty.

Fascynują mnie pędy krzewów,
gałęzie drzew, kora na pniach, różnorodność owoców, pióropusze traw, faktura
nasion, rysunki na liściach, odcienie płatków, ząbkowane obrzeża, ostowatość
ostu, ulotność dmuchawca, paprocie jak małe smoki…


 

Wracamy z działki. Nie wrzucam
biegu wyższego niż trójka.

– Ja patrzę na prawo, mamo. –
komunikuje Dusio.

– Więc ja na lewo – odpowiadam.

Jedziemy wolniutko pomiędzy polami
zroszonymi niedawnym przelotnym deszczem. Obłoki suną po oceanie nieba jak dostojne
żaglowce. Ale tym razem niewiele poświęcamy im uwagi, bo wpatrzeni w pobocza i
skraje pól wyszukujemy rumianów, chabrów i dzikich koprów.

Co kilka, kilkanaście metrów mały
czerwony samochodzik zatrzymuje się na poboczu, otwierają się drzwi i wyskakuje
zeń chłopiec. Szczupły, śniady, z włosami po ramiona.

Wchodzi po kolana w mokrą trawę i
rwie kwiaty.

– Z długimi łodyżkami synu !!! –
krzyczę zza kierownicy.

Chłopiec wnosi do auta naręcze
ziela, podaje siostrom na tylnej kanapie.

– Jeście mi, jeście mi!!! – domaga
się najmłodsza , rozczochrana jak jeż.

Dziki zapach rozlewa się po
wnętrzu.

Wieziemy nasz łup.

Znowu pęki kwiatów będą stały w
każdym kącie domu.


 

Polne dzikusy obok rasowych
ogrodowych piwonii.

 

Moje niebo będzie pełne roślin.

 

– Psinośłam dla ciebie bukiet!!! –
podskakuje Laurka z garścią trawy w rączce.

 

Niebo moich dzieci też:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

nawałnica

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Ozon.

Jego zapach wdychany z rozkoszą.

Deszcz.

Rzęsisty, miotany wiatrem, nerwowo
stukający palcami o wszystkie napotkane przedmioty. Barierki balkonu, dachy,
chodniki, liście drzew.

Dusio wystawia nagie plecy pod
zimne olbrzymie krople. Krzyczy z radości.

Laucia patrzy zdumiona, bo w sumie
niewiele jeszcze deszczów widziała.

Wszyscy stoimy na balkonie.
Nasiąkamy stukotem kropli, chłodem, zapachem deszczu.

Daleko głuche mruczenie burzy.

Zawsze lubiłam burze.

 Zawsze je obserwowałam.

O dziwo – z fascynacją, choć od
wczesnego dzieciństwa byłam uczona strachu przed burzą.

Pamiętam moją mamę zwiniętą w
kłębek w kącie przedpokoju – jedynego pomieszczenia bez okna. Tuliła nas
panicznie na kolanach. Mnie i Amelię – dwie małe dziewczynki o oczach jak
węgle.

Mówiła: Bóg gniewa się na nas,
dlatego są pioruny.

Nigdy w to nie wierzyłam. Burze
mnie ciekawiły nie przerażały.

Coś głęboko we mnie współgrało z
ich melodią. Wszystkie wewnętrzne burze łączyły się z nawałnicą za oknem. Ona
wyrażała to coś , co noszę pod skórą.

Tego samego szukałam w muzyce
Szopena, w tych wszystkich jego nieokiełznanych, podartych na strzępy nutach.
Moja krew płynie dokładnie w takim tempie. Kaskadami, zrywami, z przytupem
gromu. Prawie nikt o tym nie wie, bo… na zewnątrz…

– Ty chyba nigdy się nie
denerwujesz. Jesteś taka spokojna. – wciąż słyszę stereotyp na swój temat.

Wszystkie moje burze noszę w
sobie.

 

Kiedy poczuję ozon w powietrzu,
krew burzy się i pieni jak w górskim wodospadzie.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Witaj…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Nawet najbanalniejszy film potrafi
sprowokować ciągi myślowe.

Długie.

Wielodniowe.

Gotyckie.

Z zawijasami.

 

Jednym zdaniem.

Pytaniem.

– Jak skłonić kogoś do miłości,
nie dotykając jego wolnej woli? – pyta Bruce Wszechmogący.

– Witaj w moim świecie – odpowiada
mu Bóg.

 

Mama Kurka opowiada o swojej pracy
psychologa. Mówi jak  ciężko  jest patrzeć gdy osoba, w którą się tyle
zainwestowało, by podniosła się z nałogu, rzuca terapię i idzie prosto na dno.

I nic nie możesz zrobić, zawrócić.
Bo jest wolna. Możesz tylko patrzeć z bolesną świadomością, że wszystkie
wysiłki na nic.

 

– Witaj w świecie Boga – wyrwało
mi się.

 

Ty, Który już teraz widzisz mój
krok ostatni…czy patrzysz na mnie z bólem czy radością?

Czy Twoje wysiłki bym żyła nie
pójdą na marne?

Bo jestem wolna.

Nie zbawisz mnie beze mnie.

Nie otworzysz mnie wbrew mnie jak kielich tulipana.


i jeszcze piosenka, która chodzi za mną od wielu tygodni…

Wszystko na jeden temat.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

kelnereczka o poranku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Pochmurny poranek.

Zanim otworzę oczy już wiem, że
niebo jest koloru hartowanej stali. Czuję to każdą komórka ciała, każdym
ścięgnem i stawem.

Zza zasłony snu słyszę znajomy szczebiocik:

– Mamo, chcieś kawy? – pyta.

– Uhmmm.

– Ś ciuklem? – szczegół w postaci
cukru jest ważny. Kawa bez cukru to nie kawa – cokolwiek innego twierdzi reszta ludzkości:)

– Uhmmm.

– I ś maśłem?!!!

Na takie pytanie otwieram oczy.

Tak, niebo koloru domniemywanego,
ale i tak jest wesoło, bo prosto w oczy świeci mi rozczochrane słoneczko. Jest
śniade od biegania po działce. W ciemnych oczkach śmigają iskierki.

– Nie, nie ś maśłem – odpowiadam –
Ś mlekiem:)

Zamówienie przyjęte.

Na kolejny dobry dzień też.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

uduchowiony

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Nawet stoły miewają duszę.

Nie, nie te nowoczesne na
metalowych rurkach zamiast nóg i ze szklaną taflą zamiast blatu.

Przy takim stole siedzę sztywno i
uważam byśmy sobie nawzajem nie zrobili krzywdy. Ja jemu, a on – mnie.

Ale są stoły, które mają duszę.

Naszemu kuchennemu powoli ta dusza
narasta. Żłobi się w drewnie za każdym razem kiedy któreś z dzieci rysuje lub
odrabia lekcje. Subtelnieje z każdym zjedzonym posiłkiem, każdą wypitą
filiżanką kawy. Oddycha każdym wypowiedzianym nad nim słowem.

Ale to młody stół jeszcze.
Zaledwie kilkuletni. Jego dusza wciąż jest w powijakach.

Co innego ten drugi. Staruszek,
który będzie stał w letnisku.

Znalazł go Dusio w ciemnej
dziadkowej piwnicy. Rupieć obrośnięty kurzem, o którym dawno już ludzie
zapomnieli.

– Mogę sobie wziąć ten stół? –
zapytał syn oglądając mebel z każdej strony.

I tak, po wielu latach stół ujrzał
światło słońca.

Słońce jak to słońce – wydobyło z
mroku całe jego piękno, ale i obnażyło jego choroby i starość. Misternie
toczone, ale kulawe nogi, wszędzie ślady działalności korników, brak dwóch
szuflad, rozeschnięte deski.

– Nie, on się do niczego nie
nadaje – jęknął mężulek.

Dusio i ja jednak ujęliśmy się za
stołem.  Widzieliśmy w nim coś więcej niż
zniszczony sprzęt. Nie wrócił już do wilgoci i ciemności.

Czekał jednak cały rok.

W końcu postanowiliśmy zająć się
chorym, cierpliwym meblem.

Dusio szlifierką spolerował ciemny
od brudu blat, wyrównaliśmy mu nogi, a w końcu porządnie wyszorowaliśmy wodą z
mydłem każdy skrawek jego drewnianego ciała. Stary stół leżał na trawie jak
szczęśliwe cielę. Z nogami do góry patrzył w obłoki.

Rozmarzył się pewnie, że znowu
usłyszy nad sobą ludzkie głosy, poczuje ciepło bijące od kubków z herbatą. Ktoś
będzie biegał wokół niego, ktoś opatuli serwetą lub obrusem, położy rękę na blacie,
pogładzi po spłowiałym policzku. Inny ktoś położy na nim książkę, albo list
napisze. Oprócz skrzypienia korników usłyszy inne słowa, nasiąknie rozmowami,
zapachami…

 

Stoi teraz w pustym, jeszcze nie
do końca gotowym pokoju letniska, wygląda przez wielkie okno i czeka…

 

na nas, byśmy przywrócili mu
duszę…

pierwszym zjedzonym nań obiadem.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

dłubiąc w znaczeniach

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Niunia człapie w nie zapiętych
dżinsowych sandałkach.

– Mamo, ZAPIEJ!!! – krzyczy już od
progu.

 

Kuku – ryku!!!

 

Czasownik „zapiąć” ma – jak się
okazuje – niewyczerpywalne pokłady znaczeń:)


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Słowo „podziękować” też posiada
niezliczone warstwy. Przyznam się, że wielu z nich nigdy bym nie odkryła, gdyby
nie mały archeolog. A Laura kopie i kopie w tych warstwach i dokopuje się
prawdziwych perełek.

 

– Mamo, podziękuj mnie tym
śmieciem – błagalnie apeluje wręczając wydłubaną z noska suchą kozę:)

 

Bogactwo polszczyzny staje się nieprzebrane, gdy w domu biega dwulatek.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}