droga

Dziś, z powodu dreszczy, kataru i zimnego wichru, mimo najszczerszych chęci, na drogę krzyżową nie poszłam. Mąż pojechał ze starszakami na harcerską, w plenerze. Ja pogoniłam młodsze towarzystwo do mycia, a potem zapaliłam dwie świeczki obok starego, znalezionego na strychu babci krzyżyka i razem odprawiłyśmy sobie własną via dolorosa, głęboko kłaniając się aż do ziemi przy słowach: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste… Ku uciesze najmłodszej córki.

Rozważania dziecięce z książeczki do nabożeństwa.

Na koniec cmoknięcie Umęczonego i mocny dmuch, by zgasić płomyki.

 

Różne są drogi krzyżowe. Głębsze i płytsze, przeżyte ze szlochem i zupełnie na zimno przemyślane, takie z gestami tylko na zewnątrz i schodzące jak górskie ścieżki głęboko w dolinę zwaną sercem.

Podczas jednej z takich dróg usłyszałam słowa inne niż oficjalne rozważania czytane przez mikrofon. Właśnie tam, w dolinie serca.

Sąd Piłata

Brzydzicie się sądem Piłata, jego decyzją.

A ilu z was mówi to samo: Nie mam nic do Jezusa, nie mam Mu nic do zarzucenia. Niby był dobry i nic nikomu złego nie uczynił ALE nie przyjmę ani Jego ani Jego nauki.

Szymon bierze krzyż

Nie wziął go chętnie, dotykał go z przymusu.

Czasem trudniej dotknąć cudzego krzyża niż nieść swój.

Czasem dotykanie cudzego krzyża jest dla was największym zgorszeniem, najbardziej się na to oburzacie.

Weronika

Jej imię znaczy: „prawdziwy obraz”.

Czy jesteś prawdziwa?

Czy jesteś obrazem?

Czyim?

Płaczące niewiasty

Zobacz.

Kilka dni temu wołały: Zostań naszym królem!!!

Kilka godzin temu wołały: Ukrzyżuj!!!

Teraz płaczą nade mną.

Wasze emocje.

Nie idźcie za nimi. Zmieniają się jak podmuchy wiatru.

Obnażenie z szat

Kochaj swoje ciało. Nigdy nie traktuj go jak przedmiot.

Ukrzyżowanie

Zechciej wpaść w ramiona krzyża, a wpadniesz w moje ramiona.

Grób

Grób zawsze był pusty. Nigdy mnie w nim nie było. Ty też nigdy tam nie trafisz. Inne mieszkanie ci przygotowałem.

 

 

 

Droga do doliny mojego serca.

 

 

 

 

 

okno z widokiem

 

Mój mąż wstawia pierwsze okno dachowe.

Wyciął spory prostokąt dachu i nagle odsłonił się zupełnie nowy, zapierający dech w piersiach widok. Za połacią blachy nie był mi dotąd znany. Korony sosen o powyginanych ramionach, smukłe sylwetki brzóz w sadzie, ściana lasu. Niby wszystko już widziane, oglądane z wielu perspektyw, ale nagle inne, o zupełnie innym obliczu.

– A więc to tak!!! – chciało mi się krzyknąć – Tak to stąd wygląda!!!

Zaskoczenie, fascynacja, przyspieszone bicie serca…

Nawet takie prozaiczne wydarzenie uczy mnie.

Bo przecież nie zawsze to, co uważamy za znane, rzeczywiście znamy. Są perspektywy oglądu zupełnie nam niedostępne, więc głupio byłoby mądrzyć się: Wiem wszystko. Nic mnie nie zdziwi.

Z wysokości łepka zawieszonego nad powierzchnią ziemi metr i 82 centymetry, bo tyle mam wzrostu, takie oświadczenia brzmią błazeńsko.

Wiem wszystko? Ależ nic nie wiem!

Nic mnie nie zdziwi? Zdziwi. I to wiele. I to bardzo.

Ostatnio czuję jakby Bóg nieustannie robił mi operację. Coś odejmuje, wycina jak mój mąż całe połacie przesłaniające dotąd widok, obnaża nowe horyzonty. Precyzyjnie, delikatnie, z miłością.

I raz po raz muszę wykrzykiwać jak kaleka, który odzyskuje zmysły: Widzę!!! Słyszę!!! Rozumiem!!!

Zdziwiony kaleka, który zawsze myślał, że istnieje tylko cisza i ciemność. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że jeśli nie słyszy to nie dlatego, że nikt nie mówi, ale dlatego, że jego słuch jest uszkodzony, a jeśli nie widzi – to nie znaczy, że nic nie ma, ale jego oczy są zasłonięte.

Nagle otwiera się okno i jest zdumiony.

 

A to dopiero pierwsze okno. Czekają następne.

 

 

 

pieśń tęsknoty

Cicho, cicho, coraz ciszej.

Cisza się nasila, jest wewnątrz i dokoła. Jest ukojeniem, płaszczem, który miękko okrywa myśli. Cisza prowadzi coraz głębiej, pozwala odkrywać przestrzenie, których istnienia nawet się nie domyślałam.

Na przykład to miejsce, gdzie jestem już samą tęsknotą. Serce jest rozdarte, a jednak spokojne jak nigdy.

Anselm Grun pisze:

„W czasach antycznych wędrowano przed wszystkim nocą. Ze strachu przed rozbójnikami i żeby się nie bać, śpiewano pieśni pochodzące z własnej ojczyzny. Św. Augustyn mówi, że także my, w tym obcym kraju, śpiewamy pieśni miłosne naszej prawdziwej ojczyzny, aby wzrastała w nas tęsknota za nią.”

Są takie dźwięki, takie słowa, gdy serce trzepoce jak ptak gotowy do odlotu.

W tych dniach szczególnie ta pieśń porusza moje serce:

Witaj Pokarmie

Poza tym cicho. Umilkło wszystko inne.

 

odzyskanie wzroku

Około dwa lata temu jedna z moich koleżanek z pracy zrobiła coś , co bardzo mnie zraniło. Zawsze różniłyśmy się w naszym podejściu do życia, uznaniu co jest ważne i mniej ważne, w światopoglądzie, ale lubiłam ją i wydawało się, że ona nie jest mi wrogiem. To, co nas łączyło zawsze to poczucie humoru.

Ale w pewnym momencie, ku mojemu zaskoczeniu, coś zaczęło się zmieniać. Powoli przestała ze mną rozmawiać, odwracała się plecami, aż w końcu zrobiła coś, co bardzo zabolało. Zostałam oskarżona o rzeczy, których nigdy nie zrobiłam i upokorzona przed innymi osobami. Długo nie mogłam podnieść się z tego.

Koleżanka przestała w ogóle mnie widzieć.

Trwało to dość długo. Wielka złość w moim sercu rosła. W żaden sposób się nie odegrałam, to nie w moim stylu, ale samo przebywanie z nią w jednym pokoju było nie do zniesienia. A tego, co o niej myślałam lepiej nie cytować.

Aż pewnego dnia, z krwawiącym jeszcze sercem po raz pierwszy wspomniałam o niej na modlitwie. Wbrew sobie. Łamiąc swoją wolę na kawałki.

I  zdarzyło się coś nieoczekiwanego – nagle zobaczyłam ją inaczej. Złość z każdą modlitwą ustępowała, a pojawiała się troska i życzliwość czyli „życzenie jej dobrze, jak najlepiej” . Modliłam się o samo dobro dla niej, o wszystkie potrzebne rzeczy, dary, łaski.

Dziś nie ma we mnie już nic z żalu. Nic z urażonego „ego”. Tylko sympatia. Choć ona nadal mnie unika.

 

Odkryłam ostatnio stronę z kazaniami Ojca Andrzeja Hołowatego. Oprócz mocnych słów, są tam też sugestywne obrazki. Jeden z nich przypomniał mi to wydarzenie z mojego życia, gdy najpierw oślepłam z bólu, a potem stopniowo odzyskiwałam wzrok.

Oto on.

 

Link do o. Hołowatego OP

Poczytajcie. Warto.

 

 

 

 

 

takim sierotkom nie pomożesz?

Jeśli chcecie zrozumieć tytuł tego posta, musicie obejrzeć krótki filmik.

Jezus prosił Faustynę, by powstało nowe zgromadzenie – Sióstr Miłosierdzia. Opisał dokładnie dom, w którym zamieszkają ( rudera bez okien, drzwi i pokrzywami po pas:) oraz otoczenie, czyli kościółek, gdzie w ołtarzu głównym miał być krzyż i dwie konkretne figury… Jak znaleźć takie miejsce na świecie, jak założyć zakon, na który nikt nie udziela pozwolenia? Faustyna umarła, ale to nie była żadna przeszkoda dla niej. Wszak powiedziała, że czuje, iż po śmierci jeszcze bardziej będzie działać na ziemi niż za życia.

I działa. Zakon powstał i dzieją się cuda. Ludzie, którzy tam przyjeżdżają wprost toną w Bożym Miłosierdziu.

Posłuchajcie.

Jezu ufamy Tobie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

szary dzień

Dziś zwykły szary poniedziałek. Siąpiący deszczem, dmuchający wiatrem, z niebem o twarzy zachmurzonej i ściągniętej w grymasie nie-pogody.

Aż ciśnie się na usta, by powiedzieć: Beznadziejny dzień. Nie lubię poniedziałków.

I nagle budzi cię Faustyna swoim wyznaniem.

 

O, życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów.

Żadna godzina nie jest podobna do siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary.

Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama.

Czas przechodzi, a nigdy nie wraca.

 

Dziewczyna, która ledwie pisała i czytała, a mądrzejsza niż ja z tytułem magistra i z aspiracjami na doktorat. Na szczęście już uleczonymi aspiracjami:)

Mądrość to coś innego niż inteligencja, oczytanie, ogłada, elokwencja i wykształcenie.

 


 


aniołowie na rogach ulic

 

Nauczyłam się czegoś nowego.

Gdy jadę autem do pracy, po drodze mijam kilka takich ulic, gdzie stoją alkoholicy. Czasem ledwie stoją, czasem idą z rękami w kieszeniach, brudni i nieogoleni. Są tam też niekiedy kobiety o gestach przesadnych, zniszczonych twarzach, schrypniętych, złamanych głosach.

Kiedyś wolałam ich nie widzieć, a gdy jednak widziałam, nie myślałam dobrze. Alkoholizm zniszczył kawałek mojej dalszej rodziny, więc reaguję nań alergicznie.

Ale nauczyłam się czegoś nowego.

Teraz, gdy widzę kogoś takiego, szepczę : Aniele Stróżu tego człowieka, strzeż go, osłaniaj, prowadź.

To zmienia moje oczy, moje myśli. Nie ma w nich już pogardy, wyższości, złości, pochopnych ocen, ale troska.

Czasem mam wrażenie jakbym widziała anioła idącego smutno, ze zwieszonymi skrzydłami za takim człowiekiem. Gdy go pozdrawiam w ten sposób, jego skrzydła się prężą, a  twarz zaczyna lśnić radością. To oczywiście tylko moja wyobraźnia.

Aniołowie z rogów ulic nie bądźcie smutni …

Jeszcze nie jest za późno. Nigdy nie jest za późno.

 

 

 

podtrzymywanie ognia

 

Chłodny dzień. Wilgoć przenika przez mury i szpary okien do środka, mieszkanie szybko się wyziębia.

Biegam więc cały dzień po wielu schodach, by dokładać do pieca. Wciąż sprawdzam grzejniki czy ciepłe, czy nie wygasło.

To ważne, bo jeśli przeoczę moment, by podłożyć węgla, piec ostygnie i całą pracę będę musiała zacząć od nowa. A to mozolna praca. O wiele prościej ogień podtrzymywać, czuwać nad nim.

Systematyczność, czujność, wierność i wysiłek.

Czy nie dokładnie tak jest z moją duszą?

Modlitwa, spowiedź, Eucharystia, sycenie się Słowem, czasem zwykłe milczenie przed Bogiem… 

Nie od czasu do czasu. Stale.

 

Życie to taki chłodny lutowy dzień. Łatwo wygasnąć jeśli się nie czuwa. Czuwam więc.