dobrana para

 

Jedziemy rankiem we trzy do szkoły. Na dworze prawie mróz, ale w radiu skoczna muzyczka, więc nie zważając ani na porę, ani na oczy innych uczestników ruchu drogowego zaczynam pląsać w aucie.

Hania patrzy na mnie zza kołnierza kurtki. Oczy jej iskrzą śmiechem.

– Tata też wczoraj tak robił jak wracaliśmy – kwituje moje wyczyny.

– Jak to mówią: „trafił wariat na wariata” – odpowiadam i pląsam nadal niezrażona.

 

Ciężki los mają nasze dzieci z nami:)

 

 

 

odkrywca wszystkiego

Bywa, że przed kimś uchylam drzwi, opowiadam o czymś najgłębszym, o płomieniach, które rozpalają mnie od środka.
I widzę, że mój słuchacz mnie nie rozumie, bezradnie unosi brwi zdumiony lub zmienia temat. I przekonuję się, że w samym centrum mnie samej muszę pozostać samotna.
To doświadczenie powtarza się regularnie całe życie.
Wciąż próbuję, lecz nigdy jeszcze nie znalazłam kogoś, kto zrozumie wszystko, kto pojmie całą tajemnicę mnie samej.
I godzę się coraz bardziej z myślą, że tak już pozostanie i że jedynym, kto rozumie każde włókno mego istnienia jest On.

Każdy z nas jest głęboką jak ocean samotnością, nieprzetłumaczalną na inny język mową, szkatułą zamkniętą, zwojem opieczętowanym, ogrodem ukrytym.

Jest tylko Jeden, który schodzi tak głęboko, który rozumie każde słowo, ma klucz do szkatuły, rozrywa zwoje, spaceruje po ogrodach.

Jest tylko Jeden.

lokalna kuźnia

 

Na obrzeżach naszego miasteczka widnieje wielce sugestywna reklama:

ZAKUWANIE WĘŻY

Za każdym razem, gdy przejeżdżamy obok, rozbawia nas niesamowitymi wizjami, jakie natychmiast zaczynają snuć się po głowie.

– W kajdany je zakuwają ? – śmieje się Alusia.

– Raczej w zbroję – mówię – Wyobrażasz sobie takiego węża w pełnym rynsztunku?

Prychamy śmiechem.

 

W Pacanowie kozy kują, ale co to za sztuka w porównaniu z zakuwaniem węży:)

lub z rozgrzewaniem wyobraźni do czerwoności;)

 

 

 

 

 

ludzie ” krótkiego dnia”

 

Mam poisencję, czyli gwiazdę betlejemską. Kupiłam ją rok temu na święta. Pięknie kwitła ( choć specjaliści oczywiście powiedzą, że to nie kwiaty lecz ozdobne liście u szczytu pędów:) aż do marca. Potem ją przycięłam i zostawiłam w spokoju.

 

Teraz, gdy nasze dzieci coraz częściej gawędzą wieczorami o choince, Mikołaju i pierniczkach, a nawet – o, zgrozo! – Lalcia puszcza już kolędy w wykonaniu Sinatry, moją głowę nawiedziło pytanie: Co zrobić, by moja gwiazda znowu pięknie zakwitła na święta?

Poradziwszy się dziadka Internetu, szybko znalazłam odpowiedź na moją interpelację.

Otóż – trzeba gwiazdce odciąć źródło światła, jakiegokolwiek światła!!! Na co najmniej 14 godzin dziennie.

 

Zabrać gwieździe światło brzmi tak samo brutalnie jak wyprać błękit nieba w wybielaczu lub odciąć dopływ powietrza człowiekowi.

Ale gwiazda betlejemska to ” kwiat krótkiego dnia” i nie będzie piękna jeśli dzień się przedłuży.

* * *

Znam kilka osób o bardzo trudnej historii życia. Dorastały w mroku, otrzymując światło z rzadka i w małych ilościach. A jednak są piękne, wyjątkowe i kwitną feerią barw.

W moim życiu też zdarzały się długie nieprzeniknione noce.

Tylu świętych rosło w mroku.

Myślę o tym, wkładając moją poisencję pod taboret i przykrywając kocem, by nie dotarł do niej żaden promień światła. Zakazany jest nawet blask świecy. Nawet taka porcja światła zakłóci jej dojrzewanie.

 

 

Noce.

Może są większym darem niż podejrzewamy.

 

 

samotna podróż

 

Czy czujecie się dobrze sami ze sobą?

W samotności?

Ja bardzo.

Te chwile w ciągu dnia, nieliczne lecz jednak, sprawiają jakbym odżywała, jakby na nowo ze zdwojoną siłą tryskało źródło gdzieś głęboko ukryte. Bywa, że wśród zawieruchy i łoskotu życia codziennego je gubię. Bywa, że przywalone mnóstwem spraw, znika jak pod stertą kamieni.

Lecz wystarczy parę minut, godzina o poranku, nocna cisza, gdy leżę z zamkniętymi oczami zanurzona we śnie moich najbliższych i…znowu jest. Niezłomne, śpiewające źródło mojego życia.

Szybko odzyskuję nadwątlone siły, źródło wtłacza w moje żyły radość, wymywa z myśli gryzący piasek, przemywa oczy bym widziała jasno…

 

Lecz to moje źródło mogę odkryć tylko samotnie, w ciszy. To samotna wyprawa na kraniec mojego świata.

Tyle razy śpiewa we mnie werset psalmu: ” W Tobie są wszystkie me źródła” – jeden z najpiękniejszych i najbardziej ożywczych, jakie znam.

Tak bardzo potrzebuję tych złotych chwil u źródła, w samotności, gdzie już nie trzeba się modlić, bo każdy oddech i trzepot powieki jest modlitwą, a szmer krwi w żyłach – rozmową z Nim.