oświecenie pierwszaka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Już wiem jaki stopień w szkole jest najgorszy. – chwali
się świeżo pasowana uczennica klasy pierwszej, znana wszem i wobec jako Nusia.
Uczennica ma włosy jak sznureczki (po warkoczykach), siedzi na piłce i zagryza
nowinę ciasteczkami.

– No jaki? – interesuje się sceptycznie Alicja zwana przez
niektórych Alencją. Ona też przegryza ciasteczka, bo musi sobie osłodzić
życiorys w związku z „najgorszym stopniem w szkole”, który jej wpadł z
matematyki.

 

– PAŁA. – oświadcza młody żak.

– No tak. – potwierdzam z piedestału instancji, która
niejedną pałę już postawiła.

– A nie żadna „jedynka”!!! – dodaje Nusia tonem człowieka
dotąd haniebnie okłamywanego przez rodzinę.

– Ale to to samo. – uświadamia brutalnie starsza siostra. –
można jeszcze mówić: gała albo lufa.

 

No tośmy sobie wyjaśnili jedną zawiłą kwestię związaną z
edukacją szkolną. Niestety jedną Z wielu zawiłych kwestii:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

szyk języka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Mo mamy – do mamy.

To taty- do taty.

Bo baby – do baby.

Cio cioci – do cioci.

Nio niuni – do niuni.

Dzio dziuly – do dziury.

 

🙂 🙂 🙂

 

Język polski wiele zyskał by na wdzięku, gdyby jego zasadami
zajęły się dwulatki.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

ogródek

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



– Ten twój ogródek jest piękny. – mówi mężulek – Taki bogaty
i chaotyczny.

– Jak ja . – przyznaje się Rut bez bicia, bo słuch ma
wybiórczy jak każda kobieta i z całego wywodu słyszy tylko, że „chaotyczny”.


 

Rut nie lubi przedziałków, ogrodów uporządkowanych co do
jednego kamyka. Ogródek ma być jak w starych wiejskich zagrodach – pozorny
chaos niepostrzeżenie głaskany czyjąś troskliwą niewidzialną ręką.


Prawie jakby sam się wysiał i rósł tak wolny jak koleżanki
pokrzywy zza płota i brat oset z sadu.


A jednak to ręka Rut ziemię przygotowała, nasiona posiała i
podlewała, jej czujne oko wśród brunatnych grud widziało narodziny pierwszych
zielonych listków. Tygodniami je chroniła, drżała o nie podczas suszy i
chłodów. A teraz łan wielobarwny kołysze się na wietrze, oczy cieszy, wszystkie
wazony zajmuje.

 

A Rut się dalej uwija, nie spoczywa na laurach. Bo trzeba
pomyśleć o jutrze, pojutrze.


Chodzi więc z plastikowymi kubeczkami po jogurtach, z
papierowymi torebkami i zbiera nasiona. Co dwa, trzy dni, gdy jest sucho.
Nieustanne żniwo. Potem torebki papierowe ustawia na parapecie południowego
okna.

– Aaaa – mówi Rutkowa mama, gdy zauważa obstawiony parapet –
to ona tak to robi.

 

Tak właśnie Rut robi w tej średnio-późnej jesieni.

I jeszcze jabłka zbiera całymi koszami. Żółte, z delikatnym
różowym rumieńcem, z grzybkami i robakami. Staroświeckie jabłka kronselek
pamiętających Rutkowe dzieciństwo.

Słodko- kwaśne, nie pozbawione goryczy. Takie jak życie.
Dokładnie takie. Soczyste.


 

Biega Rut jak mróweczka. Tyle pracy. Trzeba zdążyć. W pracy
tyle pracy. I w domu, i w ogrodzie, i w sadzie.

 

Rzadko zdarzają się chwile takie jak ta dzisiaj.

Siadła na krześle na dworze, Laurkę na kolana wzięła,
dziecko główkę wtuliło i zamarło. Siedziały tak długo, długo. Otulone
delikatnym ciepłem słońca. Bez ruchu, bez słowa, prawie bez oddechu. A ptasi
jesienny, paniczny nieco świergot wlewał się w nie obie.

 

– Ten Twój ogródek jest piękny – myśli Mu – bogactwo i
chaos. Wiem, że pozorny, choć mój wzrok nie przenika tak głęboko. Od kiedy
uprawiam swój ogródek, wiem ile ładu jest w chaosie.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

pracka domowa

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Nusia odrabia lekcje. Jest pilna, solidna, skoncentrowana i…

– Pani kazała wszystko poprawić ołówkiem po śladzie. –
tłumaczy tatusiowi asystującemu pół-okiem przy pracy domowej.

– Do końca książki? – dziwi się tato wertując buch – Na
pewno? – pyta na poły niedowierzająco. Sam wszak parał się czasem nauczycielstwem
i wydaje mu się takie zadanie nieco niedorzeczne.

– Tak. Do końca. – bez mrugnięcia okiem, z całą pewnością
zarzeka się sześciolatek.

– No dobrze. To pisz. – mówi tata i odchodzi z młodszą
pociechą w dalsze rejony mieszkania.

 

Wraca po jakimś czasie i …

– Mówię ci, poprawiła wszystko do litery W, a rękę w
nadgarstku miała już sztywną od zmęczenia – relacjonuje żonie po południu.

– To niemożliwe żeby miała aż tyle zadane. Coś źle
zrozumiała – komentuje Rut.

– No to ją zapytałem czy naprawdę pani kazała to zrobić.

– I co ona?

– Popatrzyła, zastanowiła się i powiedziała: A może i nie
trzeba było
.

 

 

To trzeba było tak od razu:)

 

Nusia jest pilna, solidna, skoncentrowana i…

                                                                    
nadgorliwa:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

njus szkolny

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Od dzisiaj co dzień będę zakładała nowe majtki – oświadcza
stanowczo Nusia, gdy po południu wracam z pracy.

– Ale przecież ty co dzień zmieniasz – przypominam.

– Tak zmieniam. – potwierdza z godnością.

– A ktoś mi na przerwie mówił, że zna kogoś kto jedne majtki
nosił przez OSIEM dni. – dodaje pikantny szczegół.

– Kto ci to mówił?

– Aaaa, ktoś z innej klasy.

 

 

 

To takie tematy są teraz na topie szkolnych korytarzy.

Swoją drogą – OSIEM dni to niezły wynik:)  Godzien notki w Księdze Rekordów Guinnessa.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

i się okazało…

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Oto jedna z przemów Laurkowych zakrapianych napojem „Trzy
grejpfruty”:

 

Ania dzieci, Ania pani. Niunia pacie: aaaa-aaa.

Ala ciuciu niuni.

 

Czyli w telegraficznym skrócie co się dzieje, gdy Laucia
wraz z tatusiem odwożą Nusię do szkoły.

Dopiero ostatnio mi się przyznali, że dzieją się z tej
okazji sceny dantejskie:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

usprawiedliwienie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Niedziela.

Czas porannego kotłowania się dzieci w naszym dużym łóżku.



Dusio podrzuca Laucię, dusi, gniecie, podnosi jak samolocik
na stopach i ciąga za nóżki po pościeli wzbudzając uzasadnione odgłosy radości.

– Ale żeby nie piszczała – zgłasza zastrzeżenie tatuś
przekrzykując ogólny harmider. Chciałby pewnie w spokoju wypić kawę, nie
dławiąc się każdym łykiem.

– Ale ona piszczy ze szczęścia – udziela trafnej odpowiedzi
syn.

 

Przecież nie można nikomu zabronić piszczeć ze szczęścia:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

historia z happy endem w domyśle

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Kiedyś, na starym blogu o nim pisałam.

Jest moim wujkiem. Jest alkoholikiem. Od zawsze. Od kiedy
sięgnę pamięcią. Choć – jeśli spłynę w dół wodospadem wspomnień, w odległą
krainę dzieciństwa są też obrazy inne.

Janek – tylko naście lat starszy ode mnie i Amelki –
opiekuje się nami jak brat. Gołębie swoje pokazuje, maleńkie jajeczko z
czułością układa na dłoni, nagie pisklątko głaszcze po małym łepku. Opowiada.
Śmieje się. Ma blask w oczach, złote refleksy w długich do ramion włosach. W
lesie grzyby uczy nas rozpoznawać które dobre, które „psiuchy”, jagodzińce
najbogatsze odkrywa, przez rów grząski przenosi. Do rzeki wchodzi, żółte kwiaty
grążeli zrywa, korony z nich robi i nas nimi koronuje – swoje małe
siostrzenice. Psy wszystkie ze wsi do niego się łaszą, on je głaszcze, karmi.
Od wczesnej wiosny do późnej jesieni śpi w stodole na sianie. Poza tym wiecznie
zapracowany, gospodarstwo duże, huk roboty, ojciec goni. Czasem tylko w
niedzielę można książkę wziąć do ręki, w inny świat się przenieść wyczarowany
ręką Karola Maya.

Potem wszystko się odmienia. Z roku na rok twarz
pochmurnieje, blask w oczach gaśnie, plecy przyginają, słowa przestają być
słowami.

Dopiero po latach rejestruję te zmiany i po kolejnych
latach, gdy przestaję być dzieckiem, zaczynam rozumieć, że jego życie to równia
pochyła.

Wtedy zaczęłyśmy się modlić. Obie- ja i Amelia. Ofiarowywać
to wszystko, co tylko umiałyśmy, co na myśl przyszło. Wszystko za niego, w jego
intencji. Na początek o cud, o zmianę, natychmiast, jak najszybciej. Z czasem,
a lat upłynęło ponad dwadzieścia, coraz pokorniej – już tylko o to, by na dnie
nie umarł. Modlitwa tylko o tę ostatnią sekundę, by odbyła na powierzchni.
Tylko i Aż o nią.

Kiedy patrzę na niego dzisiaj, zniszczonego tak, że z trudem
się porusza, czuję współczucie i złość i furię i wściekłość ogromną, nadzieję i
zwątpienie. I mówię Bogu: „Jesteś głuchy? Nie widzisz? Nie słyszysz? Możesz
patrzeć na to?”

A Bóg czeka.

Życie nauczyło mnie trochę, że jeśli tak uporczywie czeka i
milczy, kryje się za tym wielki plan.


Ostatnio na rekolekcjach słyszałam:

 

Nie patrz na jeden
puzzel. On, w odosobnieniu od
innych
zawsze jest bezsensowny. Popatrz na całość. Uwierz, że ma swoje miejsce w
całości Opatrzności Bożej”.

 

Więc wierzę. Staram się wierzyć. W tę i inne pozornie bezsensowne rzeczy.

 

Kiedy jesteśmy na działce, obok której mieszka Janek, patrzę
czasem na niego i próbuję odgadnąć myśl Tego, Który czuwa.

Nusia biegnie do Janka, którego nazywa dziadkiem, droczy się
z nim, wymusza nań przysięgi, by nie pił i papierosów nie palił, bo to
niezdrowe. A on się śmieje i mówi: „Lubię cię Cyganeczko”.

 

Pewnego dnia siedzę na balkonie i przysłuchuję się ich
przekomarzaniom i słyszę jak Nusia mówi:

 

– Urodziłeś się po to, by pójść do Boga, a nie po to , żeby
pić wódkę.

 

Zamurowało mnie. On też nic nie powiedział.

Słowo, które zamyka usta. Słowo, które otwiera serce. Słowo
wypowiedziane przez sześcioletnie dziecko. Słowo Boże.

On mówi: „Jestem blisko. Ostatnie słowo należy do mnie”.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

etykietkownica

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Jeszcze jedno wspomnienie z wakacji błąka mi się w
korytarzach myśli.

 

Rut i Miś zostawili dzieci u dziadków na dwa dni żeby
towarzystwo nacieszyło się sobą bez rodzicielskiego nadzoru. Drugim powodem
było tzw. „odetchnięcie” choć na chwilę i pobycie ze sobą, o czym oboje marzyli
od lat wielu. Oczywiście najmłodszy ssak wpakowany w fotelik pojechał z mamą i
tatą.

Wakacyjne ścieżki zawiodły ich w miejsce, o którym Rut wiele
słyszała, a chciała słowa słyszane przekuć w widziane obrazy.

Kazimierz nad Wisłą.

Magiczne miejsce tego dnia było nieco jakby mniej magiczne,
bo weekend długi ściągnął tłumy i zapełnił nimi najwęższy zaułek, najmniejszą
knajpkę. Nawet molo nad rzeką przypominało rwącą rzekę. Bardziej gwałtowną niż
Wisła.

Rut i Miś wędrowali sobie w gwarze ludzkim wymieniając się
raz po raz ssakiem niesionym na rękach. Laucia bowiem wciąż nie nadążała i
gubiła się w lesie olbrzymich nóg ludzkich.

I gdy tak sobie szli nagle za plecami Rut usłyszała:

– Zobacz- mówił kobiecy głos – To obraz współczesnej
polskiej rodziny – dodał głos tonem zdegustowanej wieszczki – Mają jedno
dziecko i więcej mieć nie chcą.

Rut osłupiała.

„To nie może być o nas” – myśl jak strzała przeszyła głowę.

A potem Rut odważyła się i odwróciła.

Za nimi stała kobieta po pięćdziesiątce i zupełnie nie
speszona patrzyła w ich stronę.

Obok niej stał chłopak, może dwudziestoletni, któremu głowę
zmieniała w maszynę do etykietowania ludzi.

Rut na końcu języka miała zdanie w swojej i męża obronie.

Ale go nie wypowiedziała.

 

Są ludzie, którzy lubią sądzić po pozorach. Po co zawracać
kijem rzekę.

 

Lecz jeśli zobaczycie jeszcze całkiem młodą, wysoką, szczupłą dziewczynę
ubraną w dżinsy, z włosami w kucyk, z małym dzieckiem na ręku i mężem u boku,
przyklejcie etykietkę cichutko, tak żeby nie słyszeli.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

prze-komary

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Mamy coś z komarów.

Lubimy się przekomarzać:)

Wszyscy.

 

Ala: Kiedy kupicie jakiś normalny szampon?

Rut: A uważasz, że ten jest umysłowo niedorozwinięty?

… a komary, po całym względnie spokojnym lecie, kontratakują:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}