budzenie dziecka

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Śnieg przy mrozie -9 stopni wcale
się nie klei.

No chyba, że go długo ogrzewać w
dłoniach. No chyba, że wyskoczyć na balkon :
Hu-hu-ha
i
nabrać sypkiego szklistego pierza na tacę do ciasta. A potem postawić w pokoju
tuż przed małą twarzyczką okoloną złotymi zawijaskami włosków świeżo od
poduszki odklejonych.

Wtedy już śnieg nie ma wyjścia i
nim stopnieje do reszty, da ze sobą zrobić co zechcesz.

A chcesz w końcu ulepić
prawdziwego bałwana.

Cóż, że malutkiego na 10 centymetrów.

Cóż, że z wyłupiastymi oczkami z
ziela angielskiego.

Cóż, że miast porządnej czapy,
korek od napoju, a rączki to dwie zapałki.


Jeździ sobie bałwanek po niby-
jeziorze w niby- łódeczce zrobionej z miseczki do gry w pchełki.

Jeździ sobie i pokrzykuje:

– Nie Lauro, nie bierz mojej
czapy! Ojej, teraz zimno mi w głowę! Oddaj, oddaj mi czapkę!

Pokrzykuje głosem łudząco
podobnym do maminego. Nieco tylko cieńszym. Cieniutkim jak omszona mrozem
pajęczyna dyndająca na barierce balkonu.

A potem bałwanek podśpiewuje:

– Jestem sobie bałwanek. Jeżdżę
sobie po tacy.

– Oj, oko mi wypadło! Lauro,
oddaj mi zaraz.

– Posię – podaje zgubę mała
rączka i usłużnie wciska czarny koralik obok tego drugiego.

 

Inauguracja zimy malutka w myśl
zasady: zaczynaj od rzeczy małych, na wielkie przyjdzie kolej:)

 

Bądźcie
jak dzieci.

 

Przed świętami Bożego Narodzenia nawet
największe dziecko wychodzi z kąta.

Na początek dobrze jest ulepić
bałwanka na talerzu:)

Pogadać z nim trochę.

Potem połknąć czerwoną pastylkę
słońca podaną na tacy wymalowanej w biało-biały pejzaż.


 

I już.

 

Dziecko otwiera oczy.


st1\:*{behavior:url(#ieooui) }

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

stadko wróbli

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Czy jest jakaś taka czynność
przy której czujesz, że naprawdę jesteś, że żyjesz? Taka, która nieustannie cię
pociąga, w której się spełniasz? – szepczę do mężulka w chwilę potem, gdy
stadko posnęło, ostatni maruder został odłączony od zasilania przy cysiu i
szczęśliwie dobiliśmy do portu o obiecującej nazwie Nocna Cisza.

– Ummm – wpada w mrukliwe
zastanowienie zagadnięty – Nie wiem. A ty? – odbija piłeczkę.

Ja?

Ja już mam gotową odpowiedź.

Napotkałam ją niedawno na moich
myślowych dróżkach i bardzo zdziwiona aż otwarłam usta.

– Pisanie. – odszeptuję,
opatulając się kołdrą aż po brodę.

– Aaa? Ale ja myślałem, że chodzi
ci o czynność bardziej spektakularną.

– Nie. Chodzi mi o zupełnie
zwyczajną czynność. Taką, którą lubisz robić, a jak akurat jej nie wykonujesz ,
to myślisz o tym kiedy w końcu będziesz mógł się do niej zabrać. A jak nie
możesz się zabrać, to czujesz niedosyt i głód… – rozpędzam się coraz bardziej.
Szeptane słowa stukocą w półmroku i ciszy zupełnie tak samo jak nocny pociąg,
którego to-tak-to,to-tak-to zatacza w uśpionej przestrzeni krąg o średnicy
wielu kilometrów.

 

Słowa, słowa, słowa.

Ubrać świat w słowa, zaprząc
słowa do karety uczuć, malować słowami napotkane obrazy, uchwycić w siatkę słów
płochliwe chwile, okiełznać dzikie konie słów, nadać słowom nowe sensy,
słowa stwarzać, stare słowa – życiu przywracać.

 

Przybiegają do mnie słowa,
przylatują jak stadka wróbli.

Świergocą.

 

Śnieg biały za oknem, a w ustach ciemna słodka czekolada.

Tylko Mikołaje nie śpią w noc dzisiejszą.

Skrzypienie desek podłogi i zapach mandarynek na rękach. To cię wydało.

Śnieg cicho uskarża się pod kołami samochodu.

Niebo jak z mlecznego szkła.

Nosisz zapach piernika we włosach.

Płomień świecy igra na nosku Dzieciątka.

Poparzyłaś ręce śniegiem.

 

Z każdego takiego stadka można
skrzesać opowieść długą.

Ale ja nie mam czasu.

Jestem dorosła.

Dorośli nie zajmują się
goło-słowiem.

 

– A sio!!! – odpędzam niesforne
słowa.

 

Odlatują na sekundę. Na
najbliższą gałąź.

Obserwują mnie swymi roześmianymi
oczkami. I zanim zdążę ręce włożyć w sprawy poważne, najpoważniejsze w świecie,
znów siedzą mi na ramieniu i kwilą:

 

Na zewnątrz biało, a w środku ciemna czekolada…

Mleczne szkło nieba rozcięte zmarszczkami gałązek…

Zapach piernika wplątał ci się we włosy..

Rut, pobaw się z nami.

 

I czasem… się bawię.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

prosta okrągłość

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Ja widzę, że ziemia jest
prosta. To dlaczego wszyscy mówią, że jest okrągła? – docieka Nusia .

– Gdybyś była wyżej,
zobaczyłabyś, że jest okrągła –  tłumaczy
jej tatuś.

 

– A tak, to musisz uwierzyć –
domyślam ciąg dalszy ja.

 

Mali jesteśmy i w tyle rzeczy
wielkich trzeba nam uwierzyć.

 

że ziemia okrągła, bo tylko
niewielu z nas może ją ujrzeć z kosmosu…

że Bóg istnieje, bo tylko
niektórym z nas się wprost objawia…

że mama, która kazała założyć
spodnie pod spódnicę w mrozy trzaskające, nie chciała nas upokorzyć a ochronić
zwyczajnie ( historia autentyczna z mojego CV:)…

że odstające uszy, którymi nas
Bóg obdarzył, to nie Jego kpina…

że wszystkie nasze osobiste garby
są jedyną szansą byśmy stali prosto…

że pozorny chaos to tylko
misterny wzór wymykający się naszej percepcji…

że cierpienie niezawinione ma
sens jakiś…

 

Zbierałam z dziećmi w szkole
słodycze dla dzieci z hospicjum na mikołajki i znowu to pytanie o sens bólu
najmniejszych poraziło mnie jak piorun.

im bardziej jestem matką, tymębiej wbija się jego ostrze


 

Jest tyle rzeczy, których nie
rozumiem i o które zapytam.

Na pewno Cię zapytam. Jak belfer przy tablicy.

Tymczasem wierzę, chwiejąc się czasem
na tej okrągłej acz prostej ziemi, którą stworzyłeś.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

prowiant XXL

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Wy coś chyba przesadzacie z tymi miedniczkami z sałatką
warzywną – Mama Kurka tropi nieścisłości w naszych zeznaniach.

W końcu udało nam się zjechać całą chmarą do Kurkowego
gniazdka. Zadziwiająco swojsko tu i zupełnie nie-stolicowo. W mieszkanku gwarno
się zrobiło, sześć sztuk piskląt popiskuje na różne tony. Przy starym stole, o
drewnie wypolerowanym przez pokolenia, ciasno i smacznie.

 

A z tą sałatką warzywną to nic a nic nie przesadzamy.

 

W sobotę zrobiłam całą misę sałatki. Pisząc misę, mam na
myśli miedniczkę takiej wielkości, w jakiej pewnie osoby pojedyncze robią
pranie ręczne. Średnica piłki plażowej. Takiej dmuchanej, w kolorowe pasy.

 Kroiłam, mieszałam,
przyprawiałam i nadzieję miałam, że potrawa dotrwa do obiadu niedzielnego.
Płonną nadzieję utopiłam, myjąc pustą miedniczkę w niedzielny poranek.

Piernik upieczony na blasze największej, jaka mieści się w
piekarniku, podzielił los sałatki i przy śniadaniu odszedł do Krainy Wiecznego
Milczenia:)

– O, jakieś przyjęcie się szykuje! – wykrzykuje Iza-bella na
widok Misia pchającego kosz z dziesięcioma bochenkami chleba.

– Nie, dlaczego? – dziwi się ojciec wielodzietny.

– No bo tyle chleba. – uzasadnia swój okrzyk rozmówczyni,
która dzieci nie ma, choć ogromnie pragnie je mieć.

– A nie. – macha ręką Miś – My tyle jemy.

– Trzeba było sprostować, że nie zjadamy od razu dziesięciu
– pouczam mężulka, gdy relacjonuje spotkanie – Tylko, że mrozimy.

Iza-belli się nie wstydzę, ale obok stała jej koleżanka ze
Stanów, która zszokowana zaprowiantowaniem mego mężulka mogła odnieść błędne
wrażenie, że w Europie jakaś kolejna wojna się szykuje:)

 

Ale co tu prostować, co i tak proste.

Tak czy siak – zależnie od aury pogodowej – zjadamy nawet
dwa bochenki dziennie. I to w zasadzie standard w rodzinie, w której jest
czworo dzieci, w tym dwoje w fazie dojrzewającej.

 

Przyznam się, że nigdy nie umiałam gotować mało. Sama
pochodzę z rodziny siedmio-dzietnej i gdy przygotowywałam obiad, musiałam
nastawić gar ( no bo raczej nie garnek) ziemniaków i drugi – zupy. Kotlety,
pierogi, naleśniki i placki liczyło się w dziesiątkach. Sałatkę warzywną zawsze
robiło się w miedniczce, a ciast na święta było przynajmniej siedem ( pod
warunkiem wszakże, że święta nie były dłuższe niż dwa dni).

 

Więc nic Mamo Kurko nie przesadzamy.

No, chyba, że te kilka krzaczków na działce. Ale to dlatego,
że co roku znajduję dla nich jeszcze lepsze miejsce. Nazywa się to –
nieumiarkowanie w dążeniu do doskonałości lub też – co bardziej prawdopodobne –
niedoskonałość początkującego ogrodnika-amatora.

 

 

PS. Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła coś o krzaczkach:)
nawet w scenerii świata polukrowanego śniegiem:)



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

adwentowe oczekiwanie na…UFO

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Temat końca świata jest ostatnio tematem dyżurnym,
gdziekolwiek się znajdę.

Media umiejętnie podgrzewają atmosferę, dorzucając co kilka
dni nowe szczegóły ze scenariusza Armagedonu.

I tak oto w Wiadomościach opowiadają o górze we Francji,
gdzie będzie można się schronić przed zagładą . Zleci UFO i wybawi z opresji .
Przynajmniej co poniektórych.

– Ale dlaczego oni mają tam uciekać ? – zaczyna snuć
rozważanie dociekliwy Dusio – Przecież i tak będą zbawieni.

– Ale to może właśnie ci, którzy nie mają pewności
zbawienia. – zastanawiam się.

Syn marszczy czoło próbując zrozumieć.

 

Tak to już z nami jest.

 

Szukamy różnych, najśmieszniejszych nawet desek ratunku,  chwytamy się brzytew wybawienia, a zapominamy
o zbawieniu na wyciągnięcie ręki.

Bo UFO pewniejsze niż Jezus?

I wiara w zielone ludki łatwiej nam przychodzi.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

relacja na żywo

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Moje po – szesnastej, a przed – siedemnastą.

 

  1.  

Zupełnie profesjonalnie prowadzi
rozmowę . Przykłada telefon zabawkę do ucha i…

– Tak? Bonisz? ( Tak? Dzwonisz?)

Potem słucha, chodząc po pokoju. Kiwa
głową i robi wielkie oczy. Od czasu do czasu potwierdza natężoną uwagę:

– Tak, tak.

Staje przed drzwiami balkonu,
które podścielone aksamitem zmroku, stały się lustrem. Przegina się na bok,
przyjmuje pozę kobiety oglądającej swą nową balową toaletę.

– Tak. – znów rzuca w telefon.

Można ją obserwować bez końca i
odkrywać samą siebie.

 

2.

Wsiada na drewnianego konia.

-Ubaziam – dodaje sobie sama
otuchy przytrzymując się fotela.

– Ubaziam – zarzeka się ponownie,
gdy niebieski koń w kwiatki niecierpliwie rwie się do skoku.

Siadła. Kiwnęła się dwa razy i
już dotarła do celu.

Ale jak tu zsiąść?

Nóżkę zadziera do góry, ale ponad
głowę konia nie da rady unieść. Pokazywałam, że przy zsiadaniu nóżkę przekłada
się nad końskim zadem, ale nauka przez pierwszych pięćdziesiąt razy zwykle idzie
w las.

– Mamuś – sapie prosząco jeździec
– O ludzie! O ludzie! ( skóra zdarta ze mnie:)

– Ala, pomóż jej zejść z konia –
proszę unieruchomiona na kanapie.

 

3.

Wchodzi za fotele. Siada, plecki
przyklejając do grzejnika.

– Ciepło. Ciepło. – mruczy z
lubością i rozkłada kolorową instrukcję do gry.

Ale instrukcja jest koniecznie
potrzebna siostrze. Tej nieco starszej. I to teraz.

– Daj Ani – prosi więc wkładając
rękę do jamki przygrzejnikowej.

– Nie – wypada stanowcza
odpowiedź z półmroku

– Daj, Ania poczaruje – zachęca
tajemniczo i  by zareklamować dodaje
pierwsze zaklęcie – Babum-labum…

Maluch jednak nie nabiera się na
żadne, nawet najbardziej magiczne argumenty.

– Nie. – udziela ostatecznej
odmowy i zagłębia się w lekturze instrukcji.

 

4.

Lektura składa się z dwóch
kartek, więc nie mija minuta, gdy czytelnik pojawia się na dywanie na środku
pokoju. Wysypuje kwadratowe kartoniki z literkami i obrazkami.

-Osiołek, japko, ig-ła …–
recytuje, układając obrazki.

Niektóre przy okazji wsuwa pod
wykładzinę. Pewnie się jutro zdziwimy, że gdzieś zniknęły, a za jakiś tydzień
znajdziemy schowek.

Książeczka o małej krówce już tam
była na wycieczce.

Tak kiedyś mój brat Leon schował mamie kilka tysięcy gotówki:) To było przed denominacją:) Cośmy się naszukali!!! Jak widać nawet skrytki się dziedziczy.

 

5.

Mąż śpi z głową na moich kolanach
( dlatego jestem unieruchomiona).

– Jak ty to robisz, że masz tak
mało siwych włosów? – zapytałam go, nim zasnął – Ja mam tak dużo. Nie nadążę
farbować.

– Bo ja co rano staję w łazience
przed lustrem i jak zobaczę jakiś siwy włos, zaraz go wyrywam.

– Żartujesz?

– Nie. Poważnie. Wyrywam.

 

No, jakaś to alternatywa dla
farbowania:) Aczkolwiek ryzykowna.

 

 

6.

A ja sobie czytam o Pani
Łyżeczce. Piękna, nostalgiczna, ciepła książka, która zrodziła się jako blog i
w blogu ma swój ciąg dalszy. Adres obok w linkach.

 

7.

I właśnie się dowiedziałam, że
mam dziś imieniny. Zadzwoniła Aga i mi to obwieściła. Imienin nigdy dość, a ja
chyba naprawdę przeniosę moje zimowe na jesień.

– Ona ma w tym swój interes –
uprzedza Ksawerego Miś – Bo ona na prezent chce tylko krzaczki, a w lutym ziemi
nie rozkuje żeby je posadzić.

Miś jest nie w ciemię bity. No i
zna mnie na wylot. Od ponad piętnastu lat.

– Więc mam dziś imieniny. Kup mi
głóg dwuszyjkowy – zaapelowałam do męża po odłożeniu telefonu.

– A od kiedy masz dziś?

– Od dziś. Dzisiaj je przeniosłam
na dziś.

 

Tymczasem białe wino i zielone
boikeny odgrywają rolę przyjęcia.

 

 

8.

Święta tuż tuż. Nawet Mikołaj
święty ma już pierwszy prezencik w worku. A na wsi w sadzie znalazłam bazie.
Wielkanoc się zbliża wielkimi krokami, a tu jeszcze wieniec adwentowy nie
uwity.

Obok krzyża położył się na
parapecie mały gliniany Jezusek ze żłóbka. Jak to chłopak – ma nieco obity
nosek i rysę na policzku. Każdy by tak wyglądał, gdyby go nieustannie nosiły
czyjeś małe łapki, a czyjeś małe usteczka świergoliły : „Mały. Jeziuś.
Malija.”.

 

9.

Mąż się wyspał. Wytrząsnął
resztki snu spod powiek i wstał, ale poduszka na moich kolanach nim wystygła,
już została zajęta.

– To moje mieście !!! – oznajmiła
właścicielka różowych rajstopek i ułożyła główkę.

Jest specjalistką od zajmowania
cudzych miejsc i przemianowywania ich na swoje.


 

A ja myślę już po raz tysiąc dwudziesty czwarty, że nie chcę żadnego innego.
Tylko to moje. Skrawek miejsca i czasu, w którym się zadomowiłam.

Jedna godzina z mojego życia.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zacumowanie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dzieci są jak kotwice.

Trzymają nas mocno TU i TERAZ.

 

– Mamuś, daś niuni cici?

– Nalej mi mleka?

– Pocitaś?

– Jak to zrobić?

– Przepytaj mnie mamo.

– Już, jesteśmy umyte!!!

– Gdzie jest szczotka?

– Pepe!!!

– Mamo, on mi to zabrał!!!

– Niunia cie alo.

– Uprasujesz mi bluzkę?

 

 

 

To wszystko są zaklęcia, które mają moc przywracania do rzeczywistości.

W oka mgnieniu urealniają mój byt rozpływający się w mgiełkę
nad książką, nad zdjęciem.

Przywracają do porządku myśli o przeszłości i przyszłości,
na baczność ustawiają wspomnienia i marzenia.

 

Dopiero, gdy dzieci zasną i ucichną wszelkie odgłosy tego
świata, pozostaje to co nierealne lub nierealności bliskie.

Skrzypienie desek w utrudzonej całodziennym bieganiem
podłodze, monotonna recytacja zegara, za dnia zagłuszana okrzykami dzieci,
dziwne pukania w grzejnikach zatrudnionych przy ogrzewaniu atmosfery domowego
ogniska, cisza szeleszcząca jak kartki wertowanej książki.

Wraz z tym wszystkim powoli, na palcach zakradają się myśli
o TAM i GDZIEŚ.

Leżę i myślę o całym ubiegłym tygodniu. Jego obfitość
oszałamia. Tak, to był pracowity, dobry czas.

Obym tak KIEDYŚ TAM mogła to samo powiedzieć, zapatrzona w
zachód słońca za moim horyzontem.

 

Tymczasem Laurka wzdycha, skopuje z siebie kołdrę i nie
podnosząc rzęs z policzków prosi:

– Mamo, cici .

 

Jeszcze nie czas odwracać się za siebie.

Jeszcze słońce w
zenicie.

Kotwice mocno cumują w TU i TERAZ.

 

– Już, już kochanie. Chodź do mamy.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

bilokacja

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Mamooo!!! Jeteś!!!? – rozlega się skandowanie z głębi
mieszkania – Mamooo! Jeteś???- i , zdaje się, jest w trybie pytającym ( odświeżyłam
znajomość gramatyki z okazji olimpiady Alusiowej:)

– Tu jestem!!! – odkrzykuję w trybie oznajmującym – przy
komputerze!!! ( okolicznik miejsca).

Tuptanie zbliża się, wieszcząc rychłe pojawienie się małego
śledczego.

Staje na progu i…

 

– Aaa!!! Jeteś!!! – rzecze śledczy uradowany, tym razem już
bez zaśpiewu pytającego – Tam mamy nie ma. – oznajmia wskazując paluszkiem w
przestrzeń za sobą.

 

Dobrze wiedzieć, że mnie TAM nie ma.

Choć czasem chciałabym się rozdwoić lub roz-troić, ale to
sztuczka z wyższej półki i trochę potrwa nim poznam jej arkana.

 

Póki co więc jestem TU ( znowu okolicznik miejsca:)

I nigdzie więcej mnie nie ma:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

doładowanie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Zapach zupy ogórkowej rozpanoszył się w całym domu. Mały
głodny nosek wodzi na pokuszenie.

Ale zupa gorąca, „na wietrze nie gotowana” jak zawsze
powtarzała Rutkowa mama na sykanie licznego potomstwa, że „zupa parzy”.

Niesie więc Rutka talerz z dymiącą zupą na balkon do
ostudzenia. Przed mamą jak mały ministrant w procesji niunia podskakuje.

Kłapnęły drzwi zamykane. I już. Teraz wystarczy zupy
pilnować, bo…

– Sikorki też są głodne i mogą przylecieć i zjeść zupkę
niuni – tłumaczy mama.

Obie klęczą nabożnie wpatrzone w talerz pełen ziemniaczków i
marchewek.

– Kolku –  przemowę do
potencjalnych amatorów potrawy zaczyna Laurka – nie mozieś ziupy. To moja
ziupa.

Sikorek zdaje się zrozumiał, bo trzyma się z dala. Całe
stadko tych ptaszków śmiga z gałązki na gałązkę.  Żółte brzuszki skaczą jak koraliki rozsypane
po podłodze.

Nagle obraz się zamazuje nieco. Obłoczek pary osiada na
szybie. Rutka wyciąga palec i rysuje serduszko.

 A potem:

– Ha ha – huha znowu i rysuje główkę.

Córeczka patrzy nie dowierzając. Pierwszy raz widzi coś
takiego.

– Mamuś lób jeście ha-ha – prosi.

I mama robi.

 

Zapach zupy ogórkowej mąci w głowie. Słońce prześwietla
rysunki na szybie. Córeczka tak słodko wymawia to „mamuś”.

 

Rutka niepostrzeżenie ładuje baterie nieco już wyczerpane
serią krótkich szarych dni.

„ Jestem na baterie słoneczne” – myśli, rysując palcem
kwiatek.

Co roku to odkrywa o tej porze roku. Co roku zdumiona.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

historyjka z obrazkami

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Ulubiona książeczka Laurki o Józi, która wyjadła konfitury.

Przeczytana w tę i nazad tysiące razy, przewertowana na wylot i upstrzona nawet
odręcznymi notatkami właścicielki, która nie do końca jeszcze rozumie hasło, że
„książki to nasi przyjaciele itd.”

Czytelniczka ogląda książeczkę po raz dwa tysiące pięćset
czterdziesty drugi i …

– Jaja !!! – wykrzykuje nagle odkrywczo.

– Gdzie? – pyta zaspana jeszcze Rut.

Drobny paluszek wskazuje miejsce, gdzie na obrazku
zgromadziły się jajka.

– To nie jajka. To kamienie – uświadamia mama ze śmiechem.

– Mamienie? – dziwi się domorosły mól książkowy wpatrując
się ostro w ilustrację – Nie!!! – orzeka po namyśle – Józia ma jajki!!!

 


 

Jak się wczytać w lekturę, to naprawdę można dojść do
zaskakujących konkluzji.

Józia ma jajki:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}