prowiant XXL

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Wy coś chyba przesadzacie z tymi miedniczkami z sałatką
warzywną – Mama Kurka tropi nieścisłości w naszych zeznaniach.

W końcu udało nam się zjechać całą chmarą do Kurkowego
gniazdka. Zadziwiająco swojsko tu i zupełnie nie-stolicowo. W mieszkanku gwarno
się zrobiło, sześć sztuk piskląt popiskuje na różne tony. Przy starym stole, o
drewnie wypolerowanym przez pokolenia, ciasno i smacznie.

 

A z tą sałatką warzywną to nic a nic nie przesadzamy.

 

W sobotę zrobiłam całą misę sałatki. Pisząc misę, mam na
myśli miedniczkę takiej wielkości, w jakiej pewnie osoby pojedyncze robią
pranie ręczne. Średnica piłki plażowej. Takiej dmuchanej, w kolorowe pasy.

 Kroiłam, mieszałam,
przyprawiałam i nadzieję miałam, że potrawa dotrwa do obiadu niedzielnego.
Płonną nadzieję utopiłam, myjąc pustą miedniczkę w niedzielny poranek.

Piernik upieczony na blasze największej, jaka mieści się w
piekarniku, podzielił los sałatki i przy śniadaniu odszedł do Krainy Wiecznego
Milczenia:)

– O, jakieś przyjęcie się szykuje! – wykrzykuje Iza-bella na
widok Misia pchającego kosz z dziesięcioma bochenkami chleba.

– Nie, dlaczego? – dziwi się ojciec wielodzietny.

– No bo tyle chleba. – uzasadnia swój okrzyk rozmówczyni,
która dzieci nie ma, choć ogromnie pragnie je mieć.

– A nie. – macha ręką Miś – My tyle jemy.

– Trzeba było sprostować, że nie zjadamy od razu dziesięciu
– pouczam mężulka, gdy relacjonuje spotkanie – Tylko, że mrozimy.

Iza-belli się nie wstydzę, ale obok stała jej koleżanka ze
Stanów, która zszokowana zaprowiantowaniem mego mężulka mogła odnieść błędne
wrażenie, że w Europie jakaś kolejna wojna się szykuje:)

 

Ale co tu prostować, co i tak proste.

Tak czy siak – zależnie od aury pogodowej – zjadamy nawet
dwa bochenki dziennie. I to w zasadzie standard w rodzinie, w której jest
czworo dzieci, w tym dwoje w fazie dojrzewającej.

 

Przyznam się, że nigdy nie umiałam gotować mało. Sama
pochodzę z rodziny siedmio-dzietnej i gdy przygotowywałam obiad, musiałam
nastawić gar ( no bo raczej nie garnek) ziemniaków i drugi – zupy. Kotlety,
pierogi, naleśniki i placki liczyło się w dziesiątkach. Sałatkę warzywną zawsze
robiło się w miedniczce, a ciast na święta było przynajmniej siedem ( pod
warunkiem wszakże, że święta nie były dłuższe niż dwa dni).

 

Więc nic Mamo Kurko nie przesadzamy.

No, chyba, że te kilka krzaczków na działce. Ale to dlatego,
że co roku znajduję dla nich jeszcze lepsze miejsce. Nazywa się to –
nieumiarkowanie w dążeniu do doskonałości lub też – co bardziej prawdopodobne –
niedoskonałość początkującego ogrodnika-amatora.

 

 

PS. Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła coś o krzaczkach:)
nawet w scenerii świata polukrowanego śniegiem:)



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *