drzewo nad strumieniem

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


„Drzewa Pana mają
wody do syta”

                                        

                                   Psalm 104

   



 

Otwierał mi się ten werset często
w takie dni suszy, kiedyś wydawało się, że obumieram, że sobie nie poradzę, że
tylu rzeczy mi brakuje dotkliwie. Ba, że On sobie nie poradzi ze mną i moimi
brakami.

Uderzały we mnie te słowa jak fale
oceanu. Miotały moimi myślami jak łódeczkami z papieru.

To Ty Rut jesteś drzewem Pana.
Zasadzona jesteś nad płynącą wodą. To, czego potrzebujesz naprawdę, masz w
obfitości. Reszta to złudzenia potrzeb i zachcianki małego dziecka.

Potrzebujesz tylko wody. I masz
jej do syta. On stale o to dba. Nie wyczerpie się strumień, który Cię nawadnia.

Do syta.

Rozumiesz co to znaczy:
„do syta”?

Po brzegi.

Tak, że więcej pomieścić nie zdołasz choćbyś chciała.


 


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zamysł twórcy

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laurka rysuje.

– Ale ładna czapka – chwali mama
oglądając  świeżo narysowanego ludzika.

– To PODUŚKA!!!!! – protestuje
urażona artystka.

 

Ach ci odbiorcy sztuki, nigdy nie
potrafią odczytać zamysłu twórcy:)


 

 

– Ale ekscytujące uczucie!!! –
mówi człowiek spowity w różową chmurkę miłości

– To nie uczucie. – poprawia go
Bóg – W każdym bądź razie – nie tylko uczucie. To zadanie, jakie ci dałem.

 

 

„Miłość to
bardziej akt woli niż nam się zdaje”

 

 
                                         [
M. Musierowicz]

 

 

Zdaje się , że tak Gabrysia
Borejko powiedziała swojej siostrze. Lub córce?

Nie umiałabym genialniej i
prościej opisać miłości.

Na tym polega jej siła, jej
zdolność przetrwania największych burz, jej powstawanie z popiołów jak feniks,
jej „nigdy nie ustawanie” jak pisał św. Paweł.

 To nie tylko „ja czuję”, „ja pragnę”, ale ja chcę cię
kochać.

Miłość ma żagle z uczuć i
namiętności, ale te często opadają przy niepomyślnych wiatrach. Wtedy biorę
wiosła mej woli i płynę dalej.

Nic nie wzruszy mym
postanowieniem, by cię kochać.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

kawałeczki życia

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dzieci już są.

Lecz, gdy ich nie było…

Laucia dotrzymywała mamie
towarzystwa i w ramach tej akcji inicjowała rozmówki polsko-prawiepolskie.

 

Kawałeczek pierwszy

 

Oto leży na kanapie i rysuje
ludzika za ludzikiem. Kółeczko, dwa mniejsze w środku, i jeszcze nosek, włosy,
uszy i nooogi. Wyskakują ludziki spod długopisu jeden po drugim. Przy okazji
długopis nie oszczędza kwiecistej narzuty.

– Mamo? – zagaja rysowniczka.

– Co?

– Mamusiu? – przymila się.

– Słucham cię córusiu.

– Mozie posiadzić? – składa
tajemnicza propozycję.

– Posadzić? – śmieje się mama
zbita z pantałyku – Ale co posadzić?

– Nasionka posiadzić – z łobuzerskim
uśmiechem odrzeka córeczka.

 

 Kawałeczek drugi

 

Dnia następnego wybiega z pokoju w
kierunku wiadomym.

Mama nasłuchuje.

Tak, dokładnie to czego się
spodziewała.

Stukanie klawiatury komputera.

– Co tam robisz? – zadaje
retoryczne pytanie mamusia.

– Ja placiuje tilko. – słyszy
oburzony głos z wnętrza mieszkania – Nie peśkadziaj mi.

– Poplaciuje klótko – dodaje
bardziej ugodowym tonem.

 

A po chwili już sama do siebie:

– O matko jedina!!!

 

 

Kawałeczek trzeci

 

 Kroi plastikowym nożykiem wałek z
plasteliny.

 

Kiedy ma się w domu tylko jedno
dziecko, trzeba umieć tryskać pomysłami. Dwoje i więcej dzieci jest swoistym
perpetum mobile w tym zakresie – nie napędzane niczym tryska pomysłami od świtu
do zmierzchu.

 

Mama wymyśliła krojenie plasteliny
i myślała, że ma chwilę dla siebie.

O złudna myśli !!!

– Okloiłam i źjadłam – burzy
harmonię ducha mamusiowego dwulatka.

– Zjadłaś?  – nie dowierza pomysłodawczyni krojenia.

– Kawałek tilko – terapeutycznym
głosem uspokaja córeczka:)

 

 

Życie się składa z
prozaicznych kawałeczków, które wystarczająco głęboko i dobrze przeżyte mają
jakąś urodę, smak, sens.

 

                                                                 [x. J. Szymik]


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

o lizakach i kielichu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

I znowu szykujemy się do krótkiego
wypadu. Ala wróciła z zimowiska, ale resztę naszych skarbów musimy odzyskać, a
te za górami za lasami.

Rozjazdowe te nasze ferie,
spakowane, nawalizkowe.

Ale wczoraj był dzień stacjonarny.

Tyle tylko, że spacerek sobie
ucięliśmy we czwórkę, gdy dzień już się bełtał z nocą. Ślisko i mróz delikatnie
podszczypywał. Laurka odkryła nowe oblicze zimowej scenerii – nogi ni z tego ni
z owego rozjeżdżają się na boki. Na szczęście jest holownik tatuś, który w
mocnej pewnej dłoni małą niebieską rękawiczkę ściska.

A Alusia tymczasem z mamą wędruje.
Wysoka, smukła bierze mnie pod ramię. Przy niej wiem dokładnie ile mam lat. Nie
oszukam nikogo dżinsami i młodzieżowym kożuszkiem, ani zupełnie
niedystyngowanymi próbami ślizgania się na lodzie.

– A co kupimy? – rzuca niewinne
pytanie tatuś, a niebieska rękawiczka skwapliwie odpowiada:

– Liziaka.

Zawsze tak kończą się nasze
spacery.

Słodką puentą lizaka.

Brniemy więc przez gęstniejący
granat w kierunku sklepu, który prawie nic nie zmienił się od czasów głębokiego
komunizmu.

Choć nie! Zmienił się!

– Teraz już nigdzie nie można
kupić takiego dużego czerwonego lizaka o smaku lizakowym. – utyskuję,
odmrażając w pamięci doznanie z dzieciństwa.

 

No i rzeczywiście nie ma.
Wszystkie lizaki są albo truskawkowe, albo coca-colowe, albo jakieś inne, ale
lizaka o smaku lizaka na stanie brak.

 

– Co chcesz? – zadaje pytanie
mężulek.

– Nic. – odpowiadam.

– Chcieś NIĆ?!!!! – podchwytuje z
niemożebnym zdumieniem niebieska rękawiczka:)

 

Czasem tak. Czasem po prostu chcę
nic:)

 

 

 

Słowo na dziś ( i jutro):

 

„Pan jest moim pasterzem, nie brak
mi niczego”
    [psalm 23]

 

Myślę, że większość ten psalm
lubi, a pewnie niewielu jest takich, którzy nigdy go nie słyszeli.

Pierwszy – jak sądzę- w rankingu
popularności. Kiedyś śmiałyśmy się z koleżankami po wykładach z filozofii, że
powinien on brzmieć tak:

„Pan jest moim pasterzem, nie brak
mi Nietschego”🙂

 

Jeden wers z tego psalmu jest dla
mnie szczególny:

 

„mój kielich jest przeobfity”

 

Zrozumiałam jego sens po wielu
wielu latach niezgody na swoje życie.

Teraz z radością powtarzam, że
kielich, jaki dla mnie przygotowano, zaskoczył mnie bogactwem treści, smaku i
aromatu.

 

Są w nim wszystkie smaki, nawet
lizakowy:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

rzecz o zębach i odpadaniu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Nusi ruszają się dwie górne
jedynki. Dyndają  – rzec by można – ale
ich posiadaczka wzbrania się, by ktokolwiek dotykał jej zębów. Tatuś jednakże
nie byłby tatusiem ( pamiętam , że i mój tata pałał tą samą żądzą:), gdyby nie
usiłował pozbawić pociechy dyndających trofeów.

Usiłowaniom tym towarzyszy zwykle
mały niemy świadek.

Niemy jednak – jak się okazało –
do czasu.

 

Pewnego ranka bowiem, tuż po
przybieżeniu Nusi do naszego wielkiego łoża, niemy świadek wtłoczył siostrze
paluszek w usta i rzekł:

– Lusia? Pokaś!  ( Rusza się? Pokaż.)

A napotkawszy opór w postaci
zaciśniętych ust okrasił tekst obietnicą:

– Nie bede łaśkotać.


*************************************


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Będą się śmiali z
niego:

„Oto człowiek,
który nie uczynił Boga swoją warownią.”

                                                            
             Psalm 52

 

Móc się uzbroić po zęby i tego nie
zrobić. Móc się zabezpieczyć przed wszelkim złem i tego zaniechać. Móc mieć
wszechpotężnego opiekuna i tym wzgardzić.

Naiwność i głupota nieporównywalna
do żadnego innego szaleństwa.

Bałam się, że kiedyś może mnie
dotknąć.

Boję się nadal czasem.

I czasem mnie dotyka.

Bo jestem małym głupim
człowiekiem.

Dlatego ukułam modlitwę, którą Mu
od czasu do czasu przypominam:

„Nie pozwól mi nigdy, nawet wbrew
mnie samej, odpaść od Ciebie”.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

słowo 1

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

nie jestem tutejszy

wiem to już od dawna

                          x. J. Szymik

                          

… i co dzień się o tym przekonuję

dziwny zachwyt i tęsknota odrywają mnie od ziemi

ja nie jestem stąd

wracam do domu

                                  Rut

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

fresk jednego dnia

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Na podwórku dziadków bawiliśmy się
dziko. Poszły w ruch mokre hałdy śnieżnego pyłu. Naprędce skręcaliśmy gałki i
rzucaliśmy gdzie popadnie. Kwiczenie i śmiech, chowanie się za drzewa i auta.
Pomiędzy nami szusowała na saneczkach Laurka ciągniona przez dziadka. Mój kożuszek
był już do pasa uśnieżony, rękawiczki wilgotne, ale nie dawałam za wygraną
bombardując zza samochodu syna i męża.

Wychyliłam się właśnie, by cisnąć
kolejną śnieżkę, gdy nagle coś mnie ogłuszyło i lewe oko zapiekło jakby
wetknięto weń tysiące szpilek. Mój syn trafił. Zupełnie przez przypadek w moje
otwarte oko. Zmarzniętą mokrą ciężką kulką.

Nic nie widziałam. Łzy lały mi się
po policzku, a ból świdrował  na wylot
głowę. Powieka spuchła. Każda próba jej otwarcia kończyła się syknięciem bólu.

To nie było byle jakie
przyłożenie. Solidny cios dorastającego mężczyzny, który nie do końca jest
jeszcze świadomy siły, jaka w nim drzemie.

Na szczęście po pół godzinie
sytuacja na tyle się poprawiła, że odpłynęła wizja wymiany gałki ocznej na
szklaną:)

– A już miałam nadzieję. –
skwitowałam fakt ze śmiechem.

– Ale mógłbyś mnie przeprosić –
szepnęłam Dusiowi, gdy wrócił zgrzany z dworu.

– Ale ja nie chciałem.

– Przeprasza się nawet, gdy coś
wyjdzie niechcąco.

Przeprosił zawstydzony.

 

Późny wieczór uśpił już Laurkę –
utrudzonego życiem dwulatka i Nusię wypełnioną wrażeniami dnia spędzonego u
ukochanych dziadków. Sądziłam, że i syn śpi już snem sprawiedliwego. Lecz nagle
ujrzałam w szarości pokoju jego rękę wyciągniętą w kierunku mojej. Wyciągnęłam
moją najdalej jak potrafiłam i chwyciliśmy się za dłonie. Ciepła dłoń mojego
dorastającego syna. Dłoń, która jeszcze przegrywa ze mną, gdy się bierzemy na
rękę, ale z coraz większym trudem przychodzi mi zwycięstwo.

Kiedy leżeliśmy tak w gęstniejącej
nocnej ciszy przypomniał mi się fresk Michała Anioła. Adam wyciągający dłoń ku
Stwórcy i Bóg z ramieniem wysuniętym daleko w kierunku syna. Ich dłonie już się
nie stykają. Adam został ukończony. Jest dorosły. Ojciec puścił jego rękę.

Kiedyś i w naszym życiu nadejdzie
ten moment. Wysunie się dłoń mojego syna z mojej. Będzie dokończony. Kość z mojej kości, ciało z mego ciała. Żadnego
szlifu już nie dodam. Reszta będzie zależała od niego.

 

I jeszcze czegoś ten dzień nauczył
mnie o Bogu.

Nie ma tak wielkiej śnieżki
ciśniętej boleśnie w Jego kierunku, by On przestał mnie kochać.

Wystarczy jeden gest z mojej
strony.

Wystarczy, że wyciągnę ku Niemu dłoń.


Bo skoro ja taka być potrafię, o
ileż bardziej On Jest – Miłość Miłości.

***

Zaczął się Wielki Post i postanowiłam sobie, że – jeśli mi się uda – co dzień wstawię tu jakieś jedno zdanie lub kilka, które są dla mnie poruszające, które mnie budowały przez lata i niosły na skrzydłach. Większość pewnie będzie z Biblii, bo nigdy nie doszłabym tutaj, gdyby nie to Słowo.

Jeśli ktoś z Was –piszących bloga – ma ochotę, spróbujcie również i Wy przypomnieć sobie w ciągu tych 40 dni najważniejsze słowa waszego życia. Dzielić się Słowem, to jak rozdawać chleb głodnym🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

przedwyjazdowo

Jutro się rozjeżdżamy w dwie świata strony.

Alusia na zimowisko ze swoją drużyną.
Reszta familii jedzie do dziadków na ferie. My – starszyzna rodowa – tylko przelotem, bo wracamy za dwa dni wraz z Laurką.

Ta ostatnia dostarcza nam nieustannie wrażeń.
A to swoim buzującym buntem dwulatka, który "chcie i nie chcie" jednocześnie, "pódzie i nie pódzie", "załozi i nie załozi", "źje i nie źje" w tym samym momencie.
A to swoim galopującym rozwojem języka ojczystego, w którym wyrażać się zaczyna formami wielokrotnie złożonymi.
– A dlaczego mówi się: język polski? – chce wiedzieć przy okazji Nusia obejrzawszy przedtem swój ozorek.
A Laurka tymczasem podtyka pod nos kolejne swoje dzieła wybitne.
Nieustannie rysuje ludziki, więc postępy robi z godziny na godzinę. Ostatnio nauczyła się rysować bluzeczki, więc nie są to już prymitywne stwory z gatunku głowonogów.

A oto kilka próbek, które przy okazji zaspokoją ciekawość jak wyglądają patriarchowie rodu, do których poszusujemy skutymi lodem trasami.



dziadek w pozie rzymskiego nestora:)

tudzież babcia z bródką:)

i mały autoportrecik artystki z zawadiacką miną:)

pa pa

życzcie nam bezpiecznej drogi.

chleba powszedniego

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dłoń była zaskoczona.

Ciężar
rzeczy nadzwyczajny.

Przyzwyczaiła się , że pajda chleba waży tyle co nic. Ale
ten chleb to chleb swojski. Prawdziwy, a prawda to nie imitacja – ma swoją
wagę.

Żołądek też to poczuł. Dwie ciepłe
kromki posmarowane masłem wystarczyły, by zaspokoić głód.

Znowu zatęskniliśmy za takim
chlebem, choć nie jest tańszy ani łatwiejszy niż ten krojony z piekarni.

Trzeba o zakwas poprosić.

– A mam, mam. – mówi Krysia
zagadnięta w tej kwestii – ja cały czas piekę chleb. Mój mąż w ogóle nie chce
jeść tego kupczego.

– Bo wiesz… jakoś znowu nam się
zachciało takiego prawdziwego chleba.

– Pewnie, że przyniosę ci zakwas.
Mam drugi słoik w lodówce.

 

Ale jak już masz zakwas to nie
koniec drogi z chlebem.

Teraz trzeba pozostałe składniki
skompletować. Mąkę żytnią i otręby i siemię i ziarna przeróżne. Kiedy to
wszystko potem mieszasz w dużej misce pachnie żniwem, młockarnią, spichrzem,
młynem. Zapach, który był nieodłącznym zapachem lata spędzanego na wsi. Targasz
ciężkie snopy na polu, stoisz przy zakurzonym worku pełnym sypiącego się ziarna,
wchodzisz w chłodny półmrok drewnianego spichrza, pomagasz dziadkowi
przegarniać złote zboże żeby się nie zaparzyło, patrzysz jak babcia wysypuje na
stolnicę mąkę i zagniata ciasto na bułeczki.

Zakwas i letnia mąka sprawia, że
ciasto staje się ciepłe. Cieplejsze od ludzkiego ciała. Jakby nagle ożyło.

Wkładasz je do foremek,
wygładzasz.

Teraz będzie rosło, stawało się
chlebem. Musi dojrzeć. Jak wszystkie prawdziwe rzeczy, potrzebuje czasu, by
być. Jak miłość, jak życie, jak mądrość, jak piękno, jak my…

Nie ma tu żadnego pośpiechu.
Nerwowego rozdarcia foliowego worka, by dostać kromkę chleba.

Dwanaście godzin.

Tyle trwa młodość chleba.

Potem już tylko godzina.

I zapach pieczonego chleba zakrada
się we wszystkie zakamarki. Cały dom nim pachnie. Włosy, dłonie, skóra, firanki
w oknach…

 

Wiedziała to wszystko, a jednak
była zaskoczona jego ciężarem, gdy uniosła pierwszą kromkę chleba. 


Zapomniała 
już dłoń jaka jest waga rzeczy prawdziwych.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

przebłysk

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Moi uczniowie.

Czasami pytają mnie o takie
rzeczy, że przez moment z wrażenia wiruje mi w głowie.

A chwilę potem – formułując
odpowiedź najbardziej prawdziwą jaką znam, wiem już , że buduję fundamenty
świata.

Ich świata.

Może i mojego.

Pewnie całego świata.

Trwa to tylko ułamek sekundy i nim
zazgrzyta klucz w zamku po skończonej lekcji, znów wątpliwości osaczają moje
serce.

 

Że to na marne, że brak w tym
sensu, że słowa na wiatr rzucone…

 

Ale dla tych ułamków sekund jestem
nauczycielem.


… nim zazgrzyta klucz w zamku


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}