* * *
Kategoria: Bez kategorii
poranek Marii
Siedzę przed olbrzymimi przeszkolnymi drzwiami tarasu, z kubkiem kawy, z odłożonym odmówionym już różańcem, siedzę i czekam: ubrana w piękną sukienkę, uczesana, z wytuszowanymi rzęsami, kolczykami z perełek, jasne kosmyki włosów błąkają się po policzkach.
Za szybą rześki zalany słońcem poranek, w donicy małe bratki odporne na chłody żarzą się barwami mimo nocnych przymrozków.

– Przejdziesz wszystko cokolwiek przed tobą położę, coraz piękniejsza … – powiedział mi kiedyś.
Wierzę Mu, choć własnym siłom nie ufam. Już nie.
* * *
Na drzewie migdałka obrzmiałe pączki kwiatów. Obrzmiewają gojące się rany mojego męża.
Znowu prawy bok przebity.
– Jeśli mogę z Nim tak współcierpieć, to dla mnie zaszczyt – wyznał, gdy odjeżdżał na operację.
Płakałam.
Dziś, za chwilę jadę po niego. Z Nim.
Ubrałam się pięknie, uczesałam, umalowałam.
Dla obu moich Umiłowanych. Obaj zranieni, obaj piękni, obaj tęskniący.
Niedziela miłosierdzia.
Wszystko jest znakiem. Jego droga jest nimi usłana.
Biegnę po niej jak Maria Magdalena w tamten poranek.
Serce pała.
Słowo…


sms
sms od mojego męża za szpitala:
Dobre wieści: wyciął jedną zmianę 8 mm. Pozostałe się cofnęły. Histopatologia po 4 tygodniach. W piątek wyjmie dreny a w niedzielę do domu. Krótka rozmowa. Konkretna. Miła
💮💮💮
Błogosławionych Świąt

Rut💮
znajomości
– Pani Rutko – w telefonie odzywa się ciepły głos Siostry Róży – Ja jestem w szpitalu na rehabilitacji trzeci tydzień, ale my się tu modlimy za pana Michała. Mamy takie szpitalne kółko różańcowe – śmieje się – I Siostry w domu się modlą też, cały czas pamiętamy o was.
– Dziękuję Siostro, dzięki Waszej modlitwie mamy tyle pokoju w sercu i siły.
– A może pani Rutko trzeba by się dowiedzieć tam w szpitalu kto jest najlepszym chirurgiem, jakoś załatwić żeby pan Michał miał najlepszą opiekę – zastanawia się głośno.
Uśmiecham się.
– Siostro, ale my nie mamy tam nikogo znajomego. Musimy zaufać Bogu, że wszystkim pokieruje. Po prostu.
– A, no tak. – reflektuje się zakonnica – Opatrzność Boża najważniejsza.
🙂
Mój mąż ma wyznaczony termin operacji na 6 kwietnia, zaraz po Wielkanocy musi się stawić w szpitalu.
I jest dokładnie tak jak napisałam:
Ze znajomych mamy tam tylko Boga;)
I to wystarczy.
W zupełności.
I Wasza modlitwa, by lepiej słyszał, że wołamy.
uśmiechy na drodze krzyżowej
Ksawery z tym swoim uśmiechem wtacza się do domu obładowany pakunkami
– Witaj Ruteczko. Zamknij za mną drzwi, bo nie mam rąk – rzuca, a ja daję mu całusa w policzek i łapię za klamkę żeby nie nawpuszczać do domu mroźnego mimo marca powietrza.
– Tu masz gazetki, tu to spal – pokazuje kolejne papierowe torby – Kupiłem wam kafetierkę!!! – wykrzykuje – Mówiłem, że znajdę na indukcję.
– Ty wszystko znajdziesz – śmieję się, oglądając podane pudełko.
– A tu mam… – Ksawery zawiesza głos – olej św. Charbela i olej św. Rity. Dla Michała.
– Ooo, jak dobrze – cieszę się – To teraz zrobię Michałowi koktajl zdrowotny: woda od Antoniego, olej Charbela i św. Rity i będzie zupełnie nowy.
Śmiejemy się razem i nastawiamy kawę w nowym naczyniu, stukają filiżanki, dzwonię po męża…
– Ja obiecałam Wenantemu, że jak wyprosi cud dla Michała, to namaluję mu portret. Nie umiem malować portretów i może Wenantemu wyjdzie jedno oko większe, a drugie mniejsze, ale obiecałam, to słowa dotrzymam:) – zwierzam się przyjacielowi.
– A ja Antoniemu przyrzekłem kapliczkę. Jedna jabłonka w sadzie jest do ścięcia i można tam zrobić kapliczkę. – dorzuca mój mąż kusząco, patrząc na stojący na stole portrecik świętego z Padwy.

– W końcu będzie u nas na podwórku las kapliczek dla różnych świętych i będziesz tu przywoził pielgrzymki – mówię Ksaweremu.
– I dobrze. – śmieje się ksiądz.
* * *
Widzicie, my nawet potrafimy już śmiać się i żartować z tej naszej biedy.
Chyba jest tak, że po pewnym czasie zżywasz się ze swoim krzyżem i staje się jak walizka lub plecak w podróży. Niewygodny, ciężko i obciera, czasem masz ochotę porzucić ten balast, bo nie masz już siły, ale – wiesz to – jest potrzebny, więc niesiesz i są chwile, że zapominasz o ciężarze.
Kiedy myślę o tym krzyżu choroby mojego męża, widzę jak Bóg nas przez cały rok przygotowywał, robił rozgrzewkę tymi wszystkimi cierpieniami, trudną żałobą po odejściu Ewy, moimi chorobami, na koniec covidem i chorobą krtani, koniecznością urlopu zdrowotnego.
To tak jakbyśmy od wielu miesięcy ciągnęli za sobą wóz wyładowany po brzegi, a gdy przyszła ta diagnoza mojego męża, to po prostu ktoś dorzucił parę worków i… na chwilę zatkało z wrażenia, zatrzymało w marszu, łzy popłynęły z oczu. Ale zebraliśmy siły ( nie swoje, bo całkowicie darowane) i ciągniemy dalej.
Więc można się oswoić z krzyżem, można krzyż oswoić?
I w pewnym momencie twojej drogi krzyżowej łapiesz się na myśli, że już trudno byłoby ci iść tak zupełnie „na pusto”, nic nie nieść, nie dźwigać brzemienia, zdjąć jarzmo.
Zadziwiająca pedagogia Boga wobec nas. Niepojęta. I wciąż – mimo tych wszystkich słów, które napisałam – nieodgadniona.
Bo nie wiem jaki jest sens. Po co? Dlaczego? I czy dojdziemy?
– Przeceniasz nasze siły – mówię Mu czasem. A On się tylko uśmiecha jakby wiedział lepiej.
ziarno
Jego Słowo znajduję wszędzie, rozypane wokół jak ziarno dla zgłodniałych ptaków, sycące, utrzymujące przy życiu.
Gdy otworzę książkę, Biblię, natychmiast mnie karmi…



Jak Go nie uwielbiać nawet na dnie ciemnej doliny?
pod przemożną opieką
– Wiesz – mówię do Xsawerego przez telefon – byliśmy w Radecznicy u św. Antoniego. Prosiliśmy o cud. Parę lat temu Antoni uzdrowił mi tam rękę, to teraz niech mi męża ocali. – opowiadam – A braciszek zakonny tak się przejął naszą sprawą, że wpisał nas na dwie nowenny do św. Antoniego i na mszę.
– A ja jadę do św. Rity – odpowiada Xsawery.
– Co? Kiedy do niej jedziesz? Do Włoch?
– Nie, nie jadę do Włoch – śmieje się przyjaciel ksiądz – Jadę nowenną do niej. Za Michała:)

raport z pola bitwy
Czuję się jakbym pisała do Was raport z pola bitwy.
A na razie cisza, nic nie wiemy o terminie operacji, nikt nie dzwoni że szpitala, wszystko toczy się jakby zwykłym torem. Mąż pracuje ciężko od rana do nocy, bo chce uczciwie zamknąć wszystkie zamówienia, które rozpoczął. Wciąż też dzwonią nowi klienci, którzy chcą zamówić meble. Trzeba im tłumaczyć, ale oni są nieprzejednani. Mówią: „Pan pójdzie na operację, wydobrzeje, a my poczekamy.” I ustawia się kolejka na lato i jesień. Tak właśnie działa w naszym życiu św. Józef cieśla:) I nie wiem co on sobie myśli, skoro przed moim mężem taka trudna przeprawa.
Czeka nas jeszcze parę spraw urzędowych, które nagle po wielu latach teraz się rozwikłały z pożytkiem dla nas.
Gdy mówimy ludziom o tej chorobie, operacji, cieniu śmierci w naszym życiu, nikt nie może uwierzyć. Tak wielu się modli, jedni do swoich ulubionych świętych, inni podjęli post, znajomi księża odprawiają msze, wciąż ktoś dopytuje kiedy operacja, jesteśmy otoczeni życzliwością i modlitwą.
Dziś rozmawialiśmy rano przy kawie i mój mąż powiedział dokładnie to samo, co ja czułam.
– Wiesz, czułem strach i niepokój do momentu kiedy poprosiłaś tych wszystkich ludzi o modlitwę. I wtedy wszystko odeszło, przyszedł niesamowity pokój, zaufanie i radość.
Dokładnie tak było i w moim sercu.
Nie wiem czy mi uwierzycie, ale taka właśnie jest siła waszej modlitwy za nas.
Natychmiastowe wyciszenie. Jakby każdy z Was modlących się wziął dla siebie drzazgę z naszego krzyża i poniósł ją zamiast nas. I ciężar zelżał tak, że można normalnie oddychać, spać, nie przewracać się ze zmęczenia co krok, nie płakać ze strachu.
Dziękujemy Wam.
Nie macie świadomosci jak wielkie jest to, co nam ofiarowujecie ❤️
