– Pani Rutko – w telefonie odzywa się ciepły głos Siostry Róży – Ja jestem w szpitalu na rehabilitacji trzeci tydzień, ale my się tu modlimy za pana Michała. Mamy takie szpitalne kółko różańcowe – śmieje się – I Siostry w domu się modlą też, cały czas pamiętamy o was.
– Dziękuję Siostro, dzięki Waszej modlitwie mamy tyle pokoju w sercu i siły.
– A może pani Rutko trzeba by się dowiedzieć tam w szpitalu kto jest najlepszym chirurgiem, jakoś załatwić żeby pan Michał miał najlepszą opiekę – zastanawia się głośno.
Uśmiecham się.
– Siostro, ale my nie mamy tam nikogo znajomego. Musimy zaufać Bogu, że wszystkim pokieruje. Po prostu.
– A, no tak. – reflektuje się zakonnica – Opatrzność Boża najważniejsza.
🙂
Mój mąż ma wyznaczony termin operacji na 6 kwietnia, zaraz po Wielkanocy musi się stawić w szpitalu.
I jest dokładnie tak jak napisałam:
Ze znajomych mamy tam tylko Boga;)
I to wystarczy.
W zupełności.
I Wasza modlitwa, by lepiej słyszał, że wołamy.

„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu,
i Pan jest jego nadzieją.
Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą,
co swe korzenie puszcza ku strumieniowi;
nie obawia się, skoro przyjdzie upał,
bo utrzyma zielone liście;
także w roku posuchy nie doznaje niepokoju
i nie przestaje wydawać owoców”.
Moim zdaniem to cytat o Was, choć mogę się tylko domyślać, jakie to wszystko trudne
+
Rury, jestem
*Rutt