niezwykłe roczniki

 

– A będzie w tym roku studniówka? – dopytuje nasz syn student.
– Może będzie – odpowiada mu ktoś z rodzinnego chórku polegującego i posiadującego w zaciszu wieczornego salonu.
– I będziesz jedynym rocznikiem w historii ludzkości, który nie miał studniówki – mówię mrugając do niego okiem.
– A nie!!! – przypominam sobie – Jeszcze w stanie wojennym nie było.
– I w czasie wojny – dorzuca Ala dla ścisłości faktów.
– Będziesz w gronie trzech wyjątkowych roczników bez – studniówkowych. – podsumowujemy.

A Miś uśmiecha się pod nosem. On też jest bez-studniówkowcem. Pozbawił się tej przyjemności z własnej, nie przymuszonej żadnym kataklizmem dziejowym, woli;)

 

rozmówki rodzinne

 

– Wracam do wagi – stwierdza Adam, po zważeniu się.
– Do powagi? Ty nigdy nie wrócisz. – celnie kwituje brata starsza siostra.
– Jakbym chciał, to bym zrzucił. – dalej w temacie tuszowym Adaś.
– Szybko byś zrzucil, momentalnie – potwierdza tata.
– Mentalnie? – odzywa się z kanapy przysypiająca Hania.
Takie tematy po niedzielnym obiadku poruszamy.
– Ooo, sikorka – krzyczy Ala pokazując ptaszka za oknem – Jaka gruba. Zagląda tu.
– Tak, kupiłam sadełko, trzeba wywiesić im, bo Max kiedyś mówił, że one na jesieni podejmują decyzję: zostać czy lecieć dalej. – mówię, wyjmując sikorkowe jedzenie z lodówki.
– Trzeba im ułatwić tę decyzję – śmieję się.
A mężulek już nawleka sadełko na sznurki i wychodzi przed taras zawiesić przysmak na drzewach.
Koty łaszą mu się do nóg, przymilnie patrzą w oczy:)
Zimą pachnie już, śniegiem…

*  *  *

– Czy to nie będzie rodzaj morderstwa w białych rękawiczkach? – zastanawiam się głośno – Bo jak damy dziadkom tę Księgę, to dziadek ze śmiechu skona na zawał, a babcia dostanie znów wylewu.
Niebezpieczne jest w tym wieku i tym stanie zdrowia czytać TAKIE rzeczy:)

*  *  *

– Idź obudź Adasia – mówi tata do Ali.
– Ale on mnie posłucha? – córka.
– A kto prośby nie posłucha… – intonuję natychmiast.
– W imię Ojca, Syna, Ducha, czy widzisz Pański krzyż, nie bierzesz jadła napoju, zostawże nas w spokoju – chóralnie i tubalnie kończymy kwestię rodem z „Dziadów”.
A kysz, a kysz, a kysz
🙂
Życie w rodzinie bibliofilów.

*  *  *

– Widziałaś maki Moneta? – pytam Alusię przy śniadanku i wskazuję w kierunku szczytu kredensu.
Córka patrzy zaspanymi jeszcze oczyma we wskazane miejsce i nieco zszokowana widokiem zauważa jakże trzeźwo:
– Chyba słoneczniki Van Gogha:)

Śniadania w gronie znawców sztuki;)

 

 

 

budowanie

Zabraliśmy się za remont domku po Babci Niebieskiej, choć – gdy tak piszę – brzmi to jak ten kawał o mrówce i słoniu, którzy razem szli przez mostek.
– Ale tupiemy – zauważyła mrówka:)
Więc moje zasługi w w/w remoncie są takie jak to tuptanie mrówki:)
Główny ciężar ( i to nie w przenośni) spoczywa na barkach mego męża i syna, gdy zjeżdża do domu na weekendy.
Mam jednak nieoceniony wkład jako doradca;) W tym jestem mistrzem, choć nie wiem dlaczego, gdy czasami przedstawiam moje świetlane wizje, chłopaki wybuchają śmiechem:)
*  *  *
W ramach remontu nastąpiło – jak to zwykle bywa na początku takich akcji –  „trzęsienie ziemi” , czyli wyburzanie, zrywanie podłóg, skuwanie, wywożenie gruzu, młoty, piły, szpadle, dłuta…
Zauważyliście, że by przywrócić ład, trzeba najpierw wywrócić wszystko do góry nogami?
Bóg chyba ma tę samą wiedzę, jak tak patrzę na dzisiejszy świat:)
*  *  *
Dziś mój mąż zaprowadził mnie na strych nad domem babci i pokazał dziurę w stropie. Zrobił ją, by zamotować podciąg i w ten sposób umocować olbrzymią dębową belkę, która ma podpierać sufit.

Dziura odsłoniła wszystkie pokłady i ukazała jak i z czego zostało wykonane sklepienie. Deski, paździerze, słoma, solidne belki…
Przy całym tym remoncie raz po raz zadziwiamy się doborem materiałów, przemyślnością budowniczych i metodami ich pracy. Wszystko widać jak na dłoni.
Całe pokłady mądrości i przezorności, ale też każdą fuszerkę i nieroztropność w planowaniu, każdą źle pojętą oszczędność.

Ja też – przy okazji pisania Księgi rodzinnej – przekopałam ostatnio tony notatek, liścików, bruliony, zwitki papieru.
I tak dokładnie widać wszystkie warstwy mego życia, wszystkie solidne belki i kamienie węgielne, ale też to, co utykało i solidne nie było.

Rachunek sumienia dla domku babci jest też moim rachunkiem.
Rut, czy budujesz tak, by strop nigdy nikomu nie runął na głowę?
Czy budujesz tak, by twój dom był wieczny?
Ktoś patrzy przez małą dziurkę w stropie moich dni, widzi wszystkie warstwy.
Nie, nie patrzy jak ten, który szuka dziury w całym po to tylko, by z satysfakcją wycedzić na końcu : „a nie mówiłem?”

Nie wierzę w takiego Boga. Nie takiego Go znam.
Patrzy z miłością i troską, gotów w każdej chwili, by – jeśli źle zamocowana belka zacznie pękać – znowu ponieść mnie na własnych plecach jak to już nieraz robił.

– Gdyby trzeba było, bym jeszcze raz dał się zmiażdżyć, by uratować ciebie, zrobię to. I jeszcze raz, i jeszcze… – mówi.

I wiem, że to prawda.

proszę🙏


Właśnie Ala zeszła na dół zapłakana.
Mama jej przyjaciółki Julki jest w bardzo ciężkim stanie.
Od lat choruje na raka mózgu, przeszła operację, wiele chemii, choroba się wyciszyła. Teraz guz odrósł i pojawił się drugi, który bardzo szybko rośnie. Nie ma już z nią kontaktu. Julia opiekuje się nią.
Proszę pomódlcie się o zdrowie dla mamy Julii, o siłę dla jej córki.
One już tyle wycierpiały.

Bardzo Was proszę kochani🙏
Ja szturmuję niebo za wstawiennictwem Wenantego i Charbela.

Księga rodzinna:)

 

Trochę mam mało czasu na pisanie, bo w każdej wolnej chwili…piszę:)
Czyli klasyczne masło maślane.


Przede mną wielkie dzieło, prawie życiowe, bo oto – ku aplauzowi calej rodzinki – postanowiłam zebrać wszystkie zeszyciki, notatniki, karteczki, karteluszki, przejrzeć wszystkie marginesy i notatki, rysunki, wytwory myśli i uczuć i spiąć to wszystko w jedno dzieło. Tytuł wciąż nieznany, ale księga już zapowiada się na grubą, bo udało mi się zapisać w Wordzie 300 stron, a z wyciąganych wciąż szpargałów wysypują się jak grzyby po deszczu kolejne opowiastki z bujnej historii naszej rodzinki.
Przewiduję kolejne co najmniej 100 stron:)
Oczywiście księga tylko w 2 egzemplarzach powstanie – dla nas i dla dziadków.

Zainspirowała mnie ostatnia książka Musierowiczowej – wielki buch pełen rodzinnych historyjek, dykteryjek, zdjęć i rysunków.

*  *  *



Tonę w kartkach i trwodze, ale wiem, że to będzie prawdziwy skarb dla przyszłych pokoleń, więc nie ustaję;)
Za każdym razem, gdy przepiszę parę hektarów księgi, Lalcia i Hania łaszą się żeby przeczytać. Zasiadają obok mnie, kładą się pokotem i czytam póki nie ochrypnę:)
– Dziękuję ci, że jesteś taka – szepcze po jednej z takich wieczornych czytanek mężulek – tyle lat to spisywałaś, zbierałaś. Jesteś niesamowita. – kadzi.
🙂


A ja myślę, że to nasze życia są niesamowite, moje, Wasze, nasze.
To historie rodzinne są najpiękniejszymi kartami historii świata. Niczym przy nich życiorysy sławnych wodzów, opisy podbojów świata, rewolucji i wynalazków wiekopomnych.
To rodzina jest największym wynalazkiem, zdobyczą cywilizacji i zwycięstwem nad chaosem usiłującym zawłanąć ziemią. Dlatego warto o niej pisać i dać w ręce potomnym.

I dlatego to robię, gubiąc resztki oczu:)

Jeśli będę tutaj mniej nieco, wybaczcie.
Spieszę się żeby zdążyć przed Bożym Narodzeniem. A to już tuż, tuż…