# znaczek 48


* * *

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na # znaczek 48

  1. Rivulet pisze:

    Kupiłam sobie na nadchodzące urodziny trzy tomiki Gabrieli 😉 Są cudowne…

  2. ruttka pisze:

    Ja dostałam je od osoby, która kupiła sobie, ale po przeczytaniu stwierdziła, że to nie jej klimat, że nic do niej nie trafia i ze to nie dla niej. A ja zakochałam się od pierwszych słów:) Tak to działa. Oni sami nas wybierają. Skoro rozumiesz Gabrielę to i ciebie Riv wybrała na przyjaciółkę😇❤️
    Cieszę się. Wiele zyskasz na tej znajomości.

    • Rivulet pisze:

      To prawda, Gabriela to zdecydowanie mój klimat. Taka kolejna Łucja z Narnii, jak Elżbieta od Trójcy czy Tereska…
      Ale rozumiem, że można kogoś nie czuć – w wakacje dostałam od znajomej tomik ze słowami Gemmy Galgani. I chociaż się cieszę, że ją poznałam, to naszą relację trudno nazwać przyjaźnią czy nawet zrozumieniem. Mam ochotę ją ofukiwać na każdym kroku, że straszna z niej cierpiętnica 😛 Ale pewnie dla Pana Jezusa i ona była jedyna w swoim rodzaju.
      Dobrze że w drodze do nieba tak bardzo możemy się różnić 😉

  3. ruttka pisze:

    fajnie to wyjaśniła św. Małgorzata Fulli Horak: powiedziała, że w tych przyjaźniach pozaziemskich też jest pewna zgodność charakterów. I tak jak tu na ziemi – trudno byłoby dogadać się cholerykowi z flegmatykiem, tak i w przyjaźniach ze świętymi. Podobieństwo cech, fascynacji, talentów, wrażliwości, nawet słownictwa jest ważne.
    Ja np. zupełnie nie rozumiem Urszuli Ledóchowskiej;)

    • Alicja M.M. pisze:

      No właśnie, a dla mnie z kolei Urszula jest bliższa, a od takich mocno wysublimowanych i mistycznych to czasem mam ochotę uciekać… I kwestia słownictwa, tu też potwierdzam. (Cóż, skaza filologiczna).

      • ruttka pisze:

        Słyszałam kiedyś bardzo piękne słowa i zapamiętałam je sobie: Chrześcijanin XXI wieku albo będzie mistykiem, albo nie będzie go wcale. ( K. Rahner)
        Mistyka to po prostu mieć żywą relację z Bogiem, rozmawiać z Nim jak się rozmawia z przyjacielem, kochać Go.
        Dlatego kocham mistyków. Także za to, że opowiadają o tej swojej żywej przyjaźni z Bogiem. Gabriela jest tylko jedną z grona tych zwyczajnych ludzi, którzy swoim życiem przekonują, że Bóg nie jest daleki i obojętny, lecz na wyciągnięcie ręki, na odległość szeptu.

        • Rivulet pisze:

          Ja Urszulę Ledóchowską lubię bardzo za ten tekst, który co roku czytam w brewiarzu – o apostolstwie uśmiechu. No to jest zdecydowanie mój klimat 😉 Nawet jak akurat wypada niedziela, to ten fragment czytam sobie specjalnie następnego dnia, w poniedziałek 🙂 Jak to mówią – must have 😛
          Bardzo się odnajduję w Carmen Hernandez i Wandzie Półtawskiej (tak, wiem, Wanda żyje i ma 100 lat, ale jak tylko odejdzie z tego świata to świętą zostanie). Obie z trudnymi charakterkami, obie bardzo wrażliwe i ciepiące w środku z tego powodu, obie wierne mimo wszystko…
          Kochająca góry polonistka Natalia Tułasiewicz – też tyle wspólnego, w zasadzie tylko nazwisko inne 😛
          Ale są takie święte kobiety, z którymi mi jednak trudniej się dogadać. Ech ta niezgodność charakterów ;D

          • ruttka pisze:

            na szczęście mamy tak szeroki wachlarz, że możemy wybrać takich, z którymi nam najbliżej. Choć – jednak do tego jestem bardziej przekonana – to bardziej oni nas wybierają, czy też Bóg posyła ich do nas.
            Wciąż tego doświadczam.

        • Alicja M.M. pisze:

          Miałam na myśli mistyków w zdecydowanie węższym znaczeniu (w takim, w jakim np. mała Teresa mistyczką nie była). Natomiast bez żywej relacji z Bogiem to faktycznie nie ma nie tylko świętego, ale chyba w ogóle chrześcijanina… Kiedyś wpadła mi w oko taka „robocza” definicja chrześcijanina: że to ten, kto na osobistą relację z Chrystusem. Nie znam lepszej.

  4. mama+trójeczki pisze:

    Faktycznie w tych przyjaźniach pozaziemskich coś jest. Choć zastanawiam się, czy o zgodność charakterów chodzi… Mnie bardzo wzrusza (nie będę niestety oryginalna) św. Franciszek, jego niesamowite dobro, a wizytę przy jego grobie uważam za jedno z najbardziej niezwykłych wydarzeń w życiu, a jednak – niestety!- mam zupełnie inny charakter. Podobnie przemawia do mnie św. Jadwiga królowa, która naprawdę zaprzeczyła swoim pragnieniom w imię dobra innych. Nie żyła tak, jak chciała, musiała wybrać coś, na co na pewno nie było w niej zgody. Nie mówiąc już o pokorze św. Bakhity, której historia jest jedną z najbardziej wstrząsających biografii, jakie przeczytałam. Są bliscy memu sercu, ale nie odnajduję niestety w sobie tych cech, które mi w nich najbardziej imponują.

    • ruttka pisze:

      To chyba mamo trójeczki chodzi o jakiś głębszy poziom zgodności charakterów. Ja np. przez wiele lat byłam prowadzona za rękę przez Pawła z Tarsu. Dosłownie, za rękę. Gdyby ktoś z boku popatrzył na nas: on szaleniec Boży, gwałtownik zdobywający szturmem niebo, nieokiełznany i ja – wtedy zakompleksiona nastolatka, w wierze kompletny laik i ciemięga:) A mimo to – gdzieś na samym dnie duszy w nas obojgu gra ta sama muzyka. On jest ojcem mojej świadomej wiary, sam mnie wybrał i wciąż mi jest bliski, choć teraz prowadzą mnie inni święci.
      Dlatego wiem, że tego podobieństwa nie widać tak na pierwszy rzut oka. Ale Bóg widzi inaczej niż my. Ma inne oczy😇

  5. mama+trójeczki pisze:

    Uwielbiam historię Pawła z Tarsu, bardzo do mnie przemawia. Podobnie św. Fides i nasz bł. Michał Czartoryski. Mimo że nie mam ich cech, te historie są mi bliskie i poruszają we mnie coś bardzo ważnego. Czuję wdzięczność, że oni po prostu byli, że mieli tyle odwagi. To musi być to, o czym piszesz. Nie wierzę, że to przypadek. Dziękuję:)

  6. Alicja M.M. pisze:

    Cudowna ta definicja modlitwy! Taka prosta. I tak mimochodem przekreśla myślenie w kategoriach „lepszych” czy „gorszych” form modlitwy, skuteczności itp. Dziękuję za nią, Rut!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *