Maria

 

Wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno… poszła.

Gdy jeszcze było ciemno.

Zatrzymały mnie dziś te słowa Ewangelii, zastygłam, nic już nie słyszałam, nic już nie widziałam.

Gdy jeszcze było ciemno, ona poszła Go szukać.

Nie wtedy, gdy świtało, gdy blask okraszał drogę, gdy łatwiej o nadzieję i mniejszy strach.

Szukać Go, gdy jeszcze jest ciemno. I nie wiesz jak długo to potrwa. Lecz ty szukasz, choć kula ciemności ciąży i krok spowalnia, choć mrok szepcze i kusi, by zarzucić nadzieję.

 

Szła, gdy jeszcze było ciemno.

Pośpiesznie, zdyszana.

I znalazła.

Na końcu było światło.

On.

 

* * *

Takiego szukania sobie i Wam życzę.

Nie tylko dziś, w święto, lecz zawsze.

W pogodę i niepogodę, w blasku i cieniu.

I takiego odnajdywania Go na końcu.

– Mario – szepnął czule, stęskniony – Wiedziałem, że przyjdziesz pierwsza, że ciemność cię nie zatrzyma.

 

zdj. Ala MM

 

rzeka

 

On jest Źródłem, ja – rzeką.

 

Coraz bardziej to dostrzegam, tocząc się wartko przez pejzaże życia.

Nie byłoby mnie, gdyby nie On, jak nie ma rzeki bez źródła.

Swoimi wodami łask rzeźbi moje brzegi, pogłębia koryto i pcha ku morzu. Sycona Nim, mijam kolejne mile czasu i tylko dzięki Niemu mogę dawać, bo nic swego nie mam. Tylko Jego wody.

 

Szeleści i szumi we mnie, porusza kamienie i żwir na dnie, nie pozwala zasnąć ani stanąć, nawadnia brzegi, podniesie zwiędły kwiat, napoi złaknioną sarnę.

Sam, prawie bez mojego udziału, bez świadomości mojej.

– Dałaś mi tę książkę, tak mnie poruszyła – słyszę głos z brzegu.

– Powiedziałaś wtedy…Pamiętasz? to mi pomogło. – mówi drugi.

– Sms-y które wtedy pisałaś do mnie… wciąż je mam w telefonie.

 

A ja patrzę zdziwiona.

Bo to nie ja. To On zna słowa, którymi można pocieszyć, On wie komu dać książkę, a komu obrazek.

Nie ja.

Ja jestem tylko rzeką, przez którą toczą się nie-moje wody.

Nie pojmuję Jego działania we mnie, przeze mnie.

Nie ma w tym ani mojej zasługi, ani mądrości, ani żadnej cnoty. Może tylko moja zgoda.  Raz kiedyś wyrażona. Potwierdzona kilka razy.

Nic więcej.

To On jest Źródłem.

Ja – rzeką.

Nie mam nic, co nie byłoby od Niego.

Im bliżej Oceanu, tym bardziej to dostrzegam.

*  *  *

W najbliższym tygodniu nie będę tu pisała. Niech to będzie czas wielkich łask i dla Was i dla mnie.

Napełnijmy się jak rzeki wodą ze Źródła. Jeszcze raz przemyślmy kim jesteśmy i Kim jest On.

 

Życzę Wam błogosławionego Wielkiego Tygodnia🌸

 

 

 

 

męskie klimaty

 

Chłopaki wstawiają okna w nowym budynku i są tak podekscytowani, że nie chcą przyjść na obiad.

– Wiedziałam, że tak będzie, że okna wygrają z obiadem i zdrowym rozsądkiem – kwituję.

– Módlmy się – intonuje Ala znad zlewu – co by do domu rodzicielskiego powrócili co prędziej i nie zginęli z nędzy i głodu:)

 

* * *

– Jakbym kupił materiały na kwotę – tu pada okrągła sumka:) – to w gratisie dostanę młoto-wiertarkę – relacjonuje mężulek naszemu synowi.

– Oooo – zdumiewa się syn.

– Ale po co mi młoto – wiertarka skoro mam wiertarkę z udarem? – rozważa prelegent.

Tu wtrąca się najmłodsza córka:

– Trzeba zwykłą wiertarkę położyć w upał na słońcu i będzie miała udar.

Jakże słuszna uwaga:)

 

* * *

– Jak tam praca w stolicy? – pyta mój mąż kolegę Andrzeja, który pracuje w tzw. „wykończeniówce” ( przy czym nazwę tę można traktować dwojako:)

– E, daj spokój. – macha ręką rozmówca – Jeden nam ostatnio powiedział: „Wy jesteście ze wschodu, to i za pół ceny u mnie zrobicie”.

– Ale co tam – natychmiast pociesza sam siebie – Ludzie Oświęcim przeżyli, to i my Warszawę przeżyjemy;)

Cały Andrzej.

A ja dodam: na szczęście nie wszyscy mieszkancy stolicy są tacy jak wyżej wymieniony klient.

 

*  *  *

Z opowieści naszego syna studenta.

Wychodzi z budynku stadko z wydzialu architektury. Powiewające na wietrze płaszcze, berety na głowie, zamglony, nieobecny wzrok, pod pachą tuba na prace. W chwilę potem wybiega stadko budownictwa. Dresy, mięśni, pety i… odpowiednie do tegoż looku słownictwo. O ile można to jeszcze określić  szlachetnym terminem „słownictwa”.

– Ej, ej panowie – przebija się zgorszony głos jednego z profesorów – to jeszcze studia, a nie budowa!

Taki tort dziewczynki zrobiły bratu na urodziny:)

*  *  *

Opowiadam maluchom w przedszkolu historię św. Tarsycjusza. Małego chłopca, który niósł Komunię więźniom i został napadnięty przez bandę starszych chłopców. Chłopczyk nie chciał im oddać Jezusa, więc pobili go tak, że umarł.

Wśród dzieci siedzi zamyślony Tobiasz. Zwykle nie przebiera ani w słowach ani w czynach, więc jego natura od razu się ujawnia na wieść o tak nikczemnych czynach.

– Jakby mi chcieli zabrać Jezusa – płonie gniewem –  to walnąłbym i w dupę i w …

Wybaczcie, ale tego ostatniego słówka sami musicie się domyśleć:)

 

*  *  *

Męski świat. Taki bliski, pokrewny, a jakże różny, niepojęty, niedosięgły kobiecym rozumem. Stykam się z nim od zawsze – tata, bracia, koledzy, mąż, syn, uczniowie, znajomi…

Do pewnych rzeczy nieco się przyzwyczaiłam, choć trudno mi je zrozumieć, są takie, które mnie rozśmieszają do łez,  takie, które budzą mój podziw, ale jest też obszar wielki, dziki i nieprzebyty jak stepy akermańskie – wolę się tam nie zapuszczać:)

 

A to mój prawie męski zestawik na wypadek, gdyby mój mąż nie miał czasu wbić mi kolejnego gwiździa w ścianę:) A tego czasu na gwoździa nigdy nie ma;)

 

 

 

 

 

 

trudny test;)

 

Wieczorne pogaduchy na naszym wielkim łożu. Dziś w okrojonym składzie ( studenci na studiach:), więc zdecydowanie nie tak ciasno.

– Na sprawdzianie z historii mieliśmy ułożyć daty chronologicznie – opowiada Hania.

Patrzymy na nią zdumieni.

– Ale to było zadanie dla tych z orzeczeniami? – pytam.

– Nie.

– Daty chronologicznie???

– Aaaa – orientuje się Hania – nie, nie daty!!! Wydarzenia!!!

A to już inna inszość – jak mawiał mój tata:)

 

 

przy grobie

 

 

– Odsuńcie kamień! – mówi stanowczo Jezus.

– Ale Panie – tłumaczy panicznie Maria – on już cuchnie.

– Czy wierzysz? – pyta On.

– Wierzę – wyznaje siostra Łazarza.

I odsunęli kamień.

Tak krótko można streścić dzisiejszą Ewangelię.

* * *

Dotarło dziś do mnie to: „Odsuńcie kamień!!!”

Dlaczego kazał to zrobić?

Czy kamień był przeszkodą dla Jego mocy?

Nie.

Czy nie mógł wskrzesić przyjaciela mimo głazu zagradzającego drogę?

Mógł.

Więc dlaczego?

Kamień stał na przeszkodzie nie Jemu, lecz Łazarzowi.

A co było tym kamieniem?

Niewiara.

Dopiero słowo Marii: ” Wierzę” odsunęło nagrobną płytę.

Bo dla Boga nie mam nic niemożliwego, ale dla nas – tak. Sami zagradzamy sobie drogę do łaski, do życia, do światła.

Więc Jezus mówi najpierw do mnie:

– Odsuń kamień.

Odsuń niewiarę, złość, gniew, strach, dufne przekonanie, że sam sobie poradzisz, odsuń grzech.

Moja łaska wciąż do ciebie płynie, lecz nie będziesz mógł ani się nią napoić ani ożyć, póki nie odsuniesz kamienia.

Odsuń głaz, wpuść światło do twego grobu!!! Pozwól by Moja łaska zalała cię i wskrzesiła.

A jeśli nie masz już sił, by zrobić to sam…

 

– Odsuńcie kamień – mówi Jezus do tych, którzy stoją blisko: matek, żon, rodziców, sióstr, braci, przyjaciół martwego.

Modlitwą zróbcie wyłom w skale, a światło wsączy się szczelinami w ciemność i podniesie to, co umarłe do życia.

I wierzcie, że tak się stanie.

Nie ma takiego grobu, bym go nie pokonał.

Nie ma snu tak głębokiego, bym z niego nie wybudził.

 

Wierzysz w to???