Tylko jemu jednemu przyrzekłam związać mój los z jego losem.
Tylko jemu jednemu.
Nie dając sobie furtki odwołalności.

I tylko Jemu.
Im dwóm.
Nikomu więcej.
Moja decyzja, prawie boska w swej nieodwołalności i sprawczości.
– Przysięgam. Niech się tak stanie.
I stało się.
Miłość jest decyzją.
Właśnie decyzją.
Nie porywem, nie wiatrem, który dziś jest, a jutro ustaje.
Aktem woli, nie serca.
Aktem skały, nie żagla skłonnego poddawać się wiatrom.

Niech
się tak stanie.
To już prawie ćwierć wieku.

Niesamowicie mnie porusza, że miłość małżeńska ma być obrazem miłości Boga, w wierności i łasce, w mocy i czułości, emet i hesed. To ogromna odpowiedzialność, i wcale się nie dziwię tym, którzy się jej boją. A jednocześnie, ta odpowiedzialność jest możliwa do udźwignięcia. Można, w bliskości Boga, korzystając z Jego pomocy (to Jemu zależy najbardziej, to naprawdę krzepiąca świadomość) stać się takim małżeństwem. Wy nim jesteście. Dziękuję Bogu za Was!
Niedoceniana jest ta pomoc Boga i łaska udzielana w sakramencie małżeństwa.
Po ćwierćwieczu mogę powiedzieć: to naprawdę działa, mimo naszych ludzkich słabości i błędów:)
Gratuluję i życzę, aby Pan nadal błogosławił Waszemu związkowi:) Piękna rocznica. Tyle lat razem:)
tak, już więcej lat jesteśmy razem niż byliśmy osobno:) Dziękujemy Riv🌸