intencje XXS

 

Przyzwyczaiłam się modlić tylko o rzeczy wielkie i ważne, jak pokój na świecie, zdrowie dla chorych, ratunek dla małżeństw, zbawienie dla umierających, pomoc dla dusz w czyśćcu, dobre, święte życie dla moich dzieci, ocalenie dla mojego męża… Tylko takie prośby w sprawach XXXL.

Bo myślę tak po ludzku żeby Go nie zarzucać drobnymi potrzebami, bo przecież zmęczony może być, albo zwyczajnie sił Mu zabraknie lub czasu, bo cały świat ma na głowie i parę miliardów ludzi.

Lecz ostatnio coś się we mnie zmieniło za sprawą jednego wydarzenia.

Pewnej niedzieli parę tygodni temu pogoda szalała jak to w marcu. W ciągu pół godziny potrafiło zaświecić słońce, potem rozpadał się deszcz, a na końcu przyszła zawieja śnieżna. A ja właśnie wybierałam się autem do kościoła w mieście. Parę kilometrów przez pola i lasy, gdzie w trakcie śnieżycy nie widzisz dalej niż dwa metry przed sobą. A mój wzrok coraz słabszy.

Gdy wyjeżdżałam z domu nie padało i ucieszyłam się, że bezpiecznie dojadę bez większych przygód. Lecz wtedy przyszła natrętna myśl, że w drodze powrotnej już może nie być tak różowo i aż struchlałam na myśl o jeździe w śnieżycy.

– Niech będzie dobra pogoda na czas mojego powrotu, proszę. – westchnęłam tylko.

Podczas mszy słychać było raz bębnienie deszczu w szyby, raz gwizdanie wiatru, a niebo ściemniało. I już obawiałam się, że moja potrzeba jest jednak zbyt błaha, by zainteresować nią niebo. Lecz, gdy wyszłam, okazało się, że nic nie pada, a wiatr ustał i spokojnie pokonałam trasę do domu.

 

* * *

Od tego dnia częściej przypominam sobie, że dla Niego ważne jest całe moje życie i że jest obecny nawet w drobiazgach, bo jestem ważniejsza dla Niego niż wiele wróbli:)

Więc proszę, by mi pomógł na lekcjach, bym dała radę, gdy czuję, że boli gardło, żebym zdążyła z obiadem nim dzieci wrócą, żeby mi rozgrzał ręce, gdy zimno w kościele, żeby ogień w piecu się dobrze palił i nie wygasał,  pranie wyschło bez przeszkód na dworze…

My myślimy o Nim – Wielki Pan.

I rzeczywiście jest nim. Lecz jednocześnie On tak bardzo chce się zbliżyć do naszego życia i naszych spraw, zamieszkać w nich, że nic nie uznaje za mało istotne czy niewarte uwagi lub troski.

Bo gdyby mnie córeczka prosiła:

– Mamo, daj mi buziaczka.

To nawet gdybym miała coś ważnego do zrobienia, schyliłabym się i cmoknęła ją.

A Bóg jest nieskończenie bardziej dobry niż ja.

Tak więc uczę się prosić też o rzeczy malutkie.

Znalazłam też szybko towarzyszkę, bo oto w „Dzienniczku” Faustyny natknęłam się na numer 1128, gdzie bardzo martwi się, bo upał taki straszny od kilku dni i kwiaty więdną w ogrodzie:)

Więc nie zwlekając długo…

postanowiłam sobie odmawiać tę koroneczkę tak długo, aż Bóg spuści deszcz. Po podwieczorku niebo okryło się chmurami i spadł rzęsisty deszcz na ziemię, modlitwę tę odmawiałam bez przerwy trzy godziny.

I dał mi Pan poznać, że przez tę modlitwę wszystko uprosić można.”

Myślę, że idąc za takim przykładem, szybko zrobię postępy:)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *