Biało.
Czasem szaro.
Tu i ówdzie brudno-ciapowato.
Przejrzałam więc stare notatki w poszukiwaniu kolorków i oto jest…
soczysty wycinek z końca wakacji:
"Zjadłam dziś dużą michę ogórków i pomidorów ze śmietaną. Przez chwilę przeleciała myśl o zdrowotności tejże potrawy, ale w głowie szybko podświetlił się baner z napisem: „Raz się żyje, a potem się umiera”. Jeden z moich ulubionych:)
No, bo – choć wierzę święcie w życie po śmierci, eschatologia nie daje żadnej pewności co do dostępności mizerii w przyszłym życiu. Aczkolwiek miło byłoby odkryć, że jest."
Fragmencik bardzo na czasie, bo oto uroczyście ogłaszam początek ferii zimowych i fakt ten idę uczcić kubkiem czekolady o kontrowersyjnych nutach wiśni i chili.
A do tego ( a co tam!!!) duuży kawał pizzy własnego chowu.
Raz się żyje, a potem się umiera.
Na niestrawność?
W głowie już podryguje piosenka niepedagogiczna:
"wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma dzieci w domu, to jesteśmy…"
Jutro starszaki ( sztuk 3) wywozimy do dziadków:)
