budowanie

Zabraliśmy się za remont domku po Babci Niebieskiej, choć – gdy tak piszę – brzmi to jak ten kawał o mrówce i słoniu, którzy razem szli przez mostek.
– Ale tupiemy – zauważyła mrówka:)
Więc moje zasługi w w/w remoncie są takie jak to tuptanie mrówki:)
Główny ciężar ( i to nie w przenośni) spoczywa na barkach mego męża i syna, gdy zjeżdża do domu na weekendy.
Mam jednak nieoceniony wkład jako doradca;) W tym jestem mistrzem, choć nie wiem dlaczego, gdy czasami przedstawiam moje świetlane wizje, chłopaki wybuchają śmiechem:)
*  *  *
W ramach remontu nastąpiło – jak to zwykle bywa na początku takich akcji –  „trzęsienie ziemi” , czyli wyburzanie, zrywanie podłóg, skuwanie, wywożenie gruzu, młoty, piły, szpadle, dłuta…
Zauważyliście, że by przywrócić ład, trzeba najpierw wywrócić wszystko do góry nogami?
Bóg chyba ma tę samą wiedzę, jak tak patrzę na dzisiejszy świat:)
*  *  *
Dziś mój mąż zaprowadził mnie na strych nad domem babci i pokazał dziurę w stropie. Zrobił ją, by zamotować podciąg i w ten sposób umocować olbrzymią dębową belkę, która ma podpierać sufit.

Dziura odsłoniła wszystkie pokłady i ukazała jak i z czego zostało wykonane sklepienie. Deski, paździerze, słoma, solidne belki…
Przy całym tym remoncie raz po raz zadziwiamy się doborem materiałów, przemyślnością budowniczych i metodami ich pracy. Wszystko widać jak na dłoni.
Całe pokłady mądrości i przezorności, ale też każdą fuszerkę i nieroztropność w planowaniu, każdą źle pojętą oszczędność.

Ja też – przy okazji pisania Księgi rodzinnej – przekopałam ostatnio tony notatek, liścików, bruliony, zwitki papieru.
I tak dokładnie widać wszystkie warstwy mego życia, wszystkie solidne belki i kamienie węgielne, ale też to, co utykało i solidne nie było.

Rachunek sumienia dla domku babci jest też moim rachunkiem.
Rut, czy budujesz tak, by strop nigdy nikomu nie runął na głowę?
Czy budujesz tak, by twój dom był wieczny?
Ktoś patrzy przez małą dziurkę w stropie moich dni, widzi wszystkie warstwy.
Nie, nie patrzy jak ten, który szuka dziury w całym po to tylko, by z satysfakcją wycedzić na końcu : „a nie mówiłem?”

Nie wierzę w takiego Boga. Nie takiego Go znam.
Patrzy z miłością i troską, gotów w każdej chwili, by – jeśli źle zamocowana belka zacznie pękać – znowu ponieść mnie na własnych plecach jak to już nieraz robił.

– Gdyby trzeba było, bym jeszcze raz dał się zmiażdżyć, by uratować ciebie, zrobię to. I jeszcze raz, i jeszcze… – mówi.

I wiem, że to prawda.

proszę🙏


Właśnie Ala zeszła na dół zapłakana.
Mama jej przyjaciółki Julki jest w bardzo ciężkim stanie.
Od lat choruje na raka mózgu, przeszła operację, wiele chemii, choroba się wyciszyła. Teraz guz odrósł i pojawił się drugi, który bardzo szybko rośnie. Nie ma już z nią kontaktu. Julia opiekuje się nią.
Proszę pomódlcie się o zdrowie dla mamy Julii, o siłę dla jej córki.
One już tyle wycierpiały.

Bardzo Was proszę kochani🙏
Ja szturmuję niebo za wstawiennictwem Wenantego i Charbela.

Księga rodzinna:)

 

Trochę mam mało czasu na pisanie, bo w każdej wolnej chwili…piszę:)
Czyli klasyczne masło maślane.


Przede mną wielkie dzieło, prawie życiowe, bo oto – ku aplauzowi calej rodzinki – postanowiłam zebrać wszystkie zeszyciki, notatniki, karteczki, karteluszki, przejrzeć wszystkie marginesy i notatki, rysunki, wytwory myśli i uczuć i spiąć to wszystko w jedno dzieło. Tytuł wciąż nieznany, ale księga już zapowiada się na grubą, bo udało mi się zapisać w Wordzie 300 stron, a z wyciąganych wciąż szpargałów wysypują się jak grzyby po deszczu kolejne opowiastki z bujnej historii naszej rodzinki.
Przewiduję kolejne co najmniej 100 stron:)
Oczywiście księga tylko w 2 egzemplarzach powstanie – dla nas i dla dziadków.

Zainspirowała mnie ostatnia książka Musierowiczowej – wielki buch pełen rodzinnych historyjek, dykteryjek, zdjęć i rysunków.

*  *  *



Tonę w kartkach i trwodze, ale wiem, że to będzie prawdziwy skarb dla przyszłych pokoleń, więc nie ustaję;)
Za każdym razem, gdy przepiszę parę hektarów księgi, Lalcia i Hania łaszą się żeby przeczytać. Zasiadają obok mnie, kładą się pokotem i czytam póki nie ochrypnę:)
– Dziękuję ci, że jesteś taka – szepcze po jednej z takich wieczornych czytanek mężulek – tyle lat to spisywałaś, zbierałaś. Jesteś niesamowita. – kadzi.
🙂


A ja myślę, że to nasze życia są niesamowite, moje, Wasze, nasze.
To historie rodzinne są najpiękniejszymi kartami historii świata. Niczym przy nich życiorysy sławnych wodzów, opisy podbojów świata, rewolucji i wynalazków wiekopomnych.
To rodzina jest największym wynalazkiem, zdobyczą cywilizacji i zwycięstwem nad chaosem usiłującym zawłanąć ziemią. Dlatego warto o niej pisać i dać w ręce potomnym.

I dlatego to robię, gubiąc resztki oczu:)

Jeśli będę tutaj mniej nieco, wybaczcie.
Spieszę się żeby zdążyć przed Bożym Narodzeniem. A to już tuż, tuż…



 

płyn Pandemia

– Mamo, co to za płyn do płukania dodałaś? – pyta Alusia wciągając nosem atmosferę domu rodzinnego.
– A, do tego ostatniego prania to chyba ten z Biedronki – mówię i pokazuję butelkę.
– Ten zapach będzie mi się już zawsze kojarzył z tym długim lockdownem z początku epidemii – mówi z nutą nostalgii w głosie 🙂

Skojarzenia są tak samo nieśmiertelne jak wspomnienia.