pełnia

 

Pełnia księżyca. I trzecia z kolei bezsenna noc. Wujek i siostra lunatykowali, ty tylko nie możesz zasnąć;)

Przy okazji zamartwiasz się o cały świat. No bo kto się ma zamartwiać? Pan Bóg:)

Walczysz o każdą kroplę snu, aż o czwartej nad ranem w końcu się poddajesz.

Słońce przesiewa się już przez lniane zasłony i słyszysz poranną piosenkę ptaków. Wstajesz, naciągasz sweter, robisz kawę, siadasz przy uchylonych na tarasik drzwiach. Karmisz kota i zasłuchujesz się w potrójną piosenkę dudka.

Tak, jest prawdziwy:) A jako dziecko myślałaś, że to ptak z bajki. Teraz już wiesz, że on istnieje. Uśmiechasz się do tego wspomnienia i zaraz przychodzi myśl: jak po takiej nocy, przetrwasz ten dłuuugi dzień.

A potem przychodzi myśl inna: „Skoro On daje bezsenne noce, da też łaskę przejścia dnia”. I uspokajasz się.

Kawa stygnie w kubku. Smuga światła przecina trawnik.

Po niej przechodzisz.

 

2 thoughts on “pełnia

  1. Tak często mam w sobie tyle lęku, właśnie w stylu: jak dam radę to czy tamto… Wiara nie zawsze koi moje rozszalałe emocje (ujmując rzecz najoględniej). Ale bez niej… bym się rozsypała dokumentnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *