Kawałeczki naszej wiosny jak kolorowe szkiełka…



układają się w witraż…


na gładkiej tafli oczu
na światłoczułej soczewce aparatu…




chwile ulotne bardziej niż nasiona osik



nieudolnie próbuję zatrzymać myślą, gestem, słowem

ocalić od zapomnienia mojego mój własny świat.
Gdy zamykam oczy, migają kolorowe szkiełka jak w tej magicznej lunecie, którą miałam jako dziecko.
Wiosna.

Wczoraj robiłam zdjęcia bzów. Stare kamienice, podniszczone wille, kwiaty, kwiaty… i już nie wiadomo, od czego się bardziej w głowie kręciło 😉
Tyle piękna wokół. A wszystko jak list miłosny wysyłany każdego dnia. Jak możnaby go przeoczyć.