siano

 

Ala MM. pisze książkę o św. Tereni. Podsyła mi skraweczki.

I oto obrazek o świętej, która – chora już i bardzo słaba – siedzi na fotelu i patrzy jak siostry pracują na łące. Pachnie siano.

Czytam, a w mojej głowie otwiera się nagle inna książka – mojego własnego życia. Otwiera się na stronie z innymi sianokosami, innym latem, gdzie indziej niż we Francji, w krainie nad Bugiem.

Przywołane wspomnienie odsłania inną łąkę przyklasztorną i ten sierpień, gdy z bratem Janem kapucynem grabiłyśmy razem siano. Ja i moje koleżanki. Pojechałyśmy tam na 2 tygodnie pomagać, za darmo. Nie tylko przy sianokosach. W kuchni, przy sprzątaniu klasztoru, zamiataniu kościółka, ustawianiu kwiatów w wazonach, plewieniu drogi krzyżowej…

 

I pomyślałam, że każde słowo, dźwięk, obraz, twarz, książka będzie zupełnie czymś innym dla każdego z nas, bo jak slajd nakłada się na to, co już przeżyliśmy. Czym innym będzie siano dla mnie, czym innym dla mojego męża, dla Ali, Hani… Czym innym dla każdego z Was.

Bo każdy z nas jest zupełnie inną planetą.

 

3 thoughts on “siano

  1. Dobrze, jeśli te planety się spotkają choć na chwilkę… Choćby w zapachu siana, które u Józefa Czechowicza „pachnie snem”. Ale jak widać, może też mieć zapach dobrej pracy.

  2. czasem się spotykają:) na chwilę, na dwie, na parę lat lub na całe życie. I choć nadal są innymi światami, i inaczej pojmują różne rzeczy, są razem🌸
    Ale jeśli nawet na chwilę, warto:)

    1. Tak, i to pojmowanie inaczej (nawet wielu, wielu rzeczy) nie jest czymś złym, jeśli tylko Cel Wędrówki jest ten sam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *