Siedzimy w pokoju nauczycielskim i z przejęciem o czymś rozmawiamy. Ja, Bella, Inka, Gosia. Cztery blondynki. Oczy nam płoną, gestykulujemy żywo, uśmiechnięte od ucha do ucha.
Wbiega do pokoju Ewa i od progu woła:
– Rut, słyszałam!!! Jestem z wami!
– Wiedziałam, że ty na pewno do nas dołączysz – śmieję się.
– Jejku, jak się cieszę, że mnie przyjęłyście – ekscytuje się Ewa, prawie tańcząc na środku pokoju . Też blondynka:)
Nasza rozmowa i radosne piski musiały zainteresować resztę towarzystwa. Cóż to za przedsięwzięcie, które wywołuje taką radość?
– A o co chodzi? Co planujecie? – pyta zafrapowana koleżanka.
– Krąg kapliczki szensztackiej – odpowiadam z uśmiechem.
– Aaa, kapliczka – koleżanka jest nieco rozczarowana.
A ktoś mogłyby pomyślaleć, że zbieramy ekipę na wyjazd na Bali albo organizujemy huczną imprezkę 🙂
A tu zwykła kapliczka maryjna, którą będziemy sobie przekazywały z domu do domu.
Pięć blond wariatek:)

Wiecie, ale nie dziwię się takim reakcjom. Widać nie nie nadszedł czas w życiu danego człowieka. Doskonale to rozumiem.
Ja też dziesięć lat temu zachowałabym się podobnie. Może nawet popukała w czoło. A teraz nie wyobrażam sobie życia bez Maryi i różańca.
Ona jest bardzo cierpliwą Matką i umie poczekać na każde, nawet najbardziej uparte dziecko.
A ja byłam kiedyś pod tym względem wyjątkowo upartym osiołkiem:)
Skoro znalazła drogę do mnie, znajdzie drogę do każdego. O to jestem spokojna 🌸

Ależ to naprawdę huczna imprezka, z aniołami…
a widzisz, a jednak nie wszyscy chcą wziąć udział, choć wszyscy są zaproszeni na ucztę