wewnętrzne światło

 

Ja wciąż chora. Jednodniowy eksperyment z powrotem do pracy się nie powiódł i skończyło się powrotem choroby i utratą głosu.

Ale pomyślałam, że coś Wam napiszę. To wspomnienie sprzed dwóch tygodni. Rozmowa, która wciąż we mnie rozbrzmiewa, słowa, które ożywają jak dzwoneczki, gdy je delikatnie potrącić pamięcią.

Więc posłuchajcie…

*  *  *

– Tak bardzo kocham dusze czyśćcowe – mówi, a jej twarz jest pełna niezwykłego światła i zadumy.

– My też – odpowiadam z uśmiechem.

– Od kiedy Michał powiedział mi, że zawsze wsiadając do auta, modlicie się przed podróżą o ich opiekę, ja też tak robię. – wyznaje. – Teraz, gdy leciałyśmy samolotem, też pomodliłam się z dziewczynkami.

– Dusze czyśćcowe chrońcie nas i strzeżcie – recytuję.

– Tak, właśnie tak – potwierdza ona.

Inka jest piękną blondynką, troszkę młodszą ode mnie, ma dwie małe córeczki i męża, który ukrył przed ślubem, że jest narkomanem. Walczyła, ale po latach okazało się, że nic się nie zmienia, a prócz niej, cierpią też dzieci. Za parę dni sprawa rozwodowa. Inka bardzo chciała ze mną porozmawiać. Siedzimy obie nad małym białym stołem w jej mieszkaniu, córeczki poszły do babci, a my mamy dla siebie trochę czasu.

I o dziwo, bardzo mało rozmawiamy o jej mężu i bliskim rozwodzie. A bardzo dużo o Bogu, wierze, modlitwie, Matce najświętszej i Jej cudownym prowadzeniu. Inka opowiada mi o tym, o kolejnych wydarzeniach ostatnich miesięcy, o kolejnych krokach, o tym przyciąganiu.

Obu nam oczy płoną. Jestem jak zaczarowana, bo to, co opowiada Inka przypomina mi wszystko, co zdarzyło się w moim życiu dziesięć lat temu. Tak, to już dziesięć lat, jak nagle i niespodziewanie Maryja pociągnęła mnie ku sobie i rozkochała. To już dziesięć lat jak mnie prowadzi. Opowiadam o tym Ince.

I jeszcze dawniejsze dzieje – gdy Bóg przyciągnął mnie z olbrzymią siłą, gdy miałam zaledwie kilkanaście lat.

Opowiadamy sobie nawzajem, słuchamy siebie, śmiejemy się, rozrzewniamy nad herbatą i talerzykiem z ciasteczkami.

* * *

Jestem introwertykiem.

Pieska po długich ćwiczeniach można nauczyć tańczyć na dwóch nóżkach. Widziałam nawet takiego, którego nauczono malować obrazy. Tak i ja nauczyłam się rozmawiać o sprawach banalnych i powierzchownych, umiem wtopić się w ten świat, nie wychylać na co dzień, by nie zostać zranioną. Ale naprawdę żyję wtedy, gdy mogę czytać, słuchać, rozmawiać, pisać i myśleć o rzeczach wielkich i o głębokich tajemnicach. Wtedy wszystko we mnie ożywa, rozwija się, zazielenia, rozkwita. Płatki stulonego kwiatu rozchylają się i ukazują dno kielicha. W takich sytuacjach, w takich rozmowach. W ciszy i intymności.

Inka jest podobna, choć przyjęła inną taktykę. Na co dzień zdaje się być szorstka, zamknięta i twarda, jak w uszywnionym gorsecie, jak w zbroi.

– Rut, nie składaj mi życzeń – prosiła podczas łamania się opłatkiem w pracy – Ja wiem czego mi życzysz, ale nic nie mów, bo się rozpłaczę – mówiła, więc tylko przytuliłyśmy się mocno.

 

Teraz w jej oczach płoną łzy, a z jej ust wylewają się słowa gorące i rzewne.

Bo w środku jest zupełnie kimś innym. Zawsze to wiedziałam. Swój pozna swego:)

– Wiesz co zrobiły dla mnie dusze – jeszcze raz wraca do tematu – Tyle razy próbowałam rzucić palenie. I nigdy mi się nie udało, choć tak bardzo się starałam. I w końcu przeczytałam, że w trudnych sprawach trzeba prosić te dusze z czyśćca, które za życia miały podobne trudności. Więc pomodliłam się do dusz, które miały nałóg nikotynowy, prosiłam, by mi pomogły. I od następnego dnia już nigdy nie sięgnęłam po papierosa. To już cztery miesiące. Nie miałam ani razu głodu nikotynowego, nawet najmniejszej pokusy zapalenia. Jestem wolna.

 

Rozmawiamy tak jeszcze długo. Parę razy podnoszę się, by już wyjść i siadam spowrotem.

Obie oddychamy głęboko, jakbyśmy miały nie po dwa lecz po cztery płuca. Serca biją nam jakby w piersi był ich milion. A łzy lśnią na rzęsach jak krople rosy.

* * *

Nasze życie jest takie krótkie i takie ważne, a większość z nas przez jego większość żyje tak płytko, poświęcając czas i siły sprawom błahym i bezwartościowym, prowadząc nic nie znaczące dialogi i kręcąc się wkółko bez większego sensu.

Dlatego nie rośniemy i karlejemy jak rośliny bez wody.

Ach, zaczerpnąć czasem chaust światła w serce i żyć nim.

– Widzisz, ten rozwód – szepcze Inka – a ja jestem taka spokojna i nie boję się, bo wiem, że Ktoś mnie prowadzi, że nie jestem sama.

…i żyć dzięki niemu.

 

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 24 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź do wewnętrzne światło

  1. Alicja M.M. pisze:

    A ja z kolei potrzebuję błahostek. Dobrych błahostek. Zresztą, czasem trudno mi zdecydować, co jest czym, a może nie mam takiej potrzeby? Za to wiem, że modlitwa jest mi potrzebna i głęboka rozmowa, i żart (smaczny, nie niesmaczny) i pogłaskanie kota. I…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *