Lubię być sama. Zupełnie sama w moim domu.
Żyję sobie wtedy powolutku, w swoim tempie. Spokojnie piję herbatę, potem kawę, w międzyczasie gotuję obiad, wstawiam pralkę, podkładam do pieca. Chodzę sobie lub siedzę otulona moją ulubioną muzyką, światełkiem świecy, obrazami zimy za oknem i tymi moimi tryskającymi ze ścian barwami lata i jesieni.
Czasem czytam, czasem odmawiam różaniec, czasem myślę lub piszę, robię zdjęcia lub – jak dziś – rozwieszam gwiazdy:)
Fajny jest zawód rozwieszacza gwiazd i tworzenia nowych, nieznanych ludziom konstelacji. Musiało się to podobać Bogu:)

Gwiazdy wczoraj skleilyśmy z Hanią i Laurką wieczorem. Ze starej książki, którą Hania wzięła z półki książek do adopcji. Zasugerowała się miłym tytułem o niebieskich migdałach, ale – jak się znowu okazało – nie ocenia się książki po okładce:)
Nie jestem zwolennikiem cięcia książek czy ich niszczenia ( no, poza któtkim okresem w moim życiu dziecięcym, gdy było to moją prawdziwą pasją:) i z duszą na ramieniu i szmeraniem sumienia cięłam dziełko na zgrabne kwadraciki.
Sądzę jednak, że skończyć tej książce jako konstelacja gwiazd to prawdziwa dla niej nobilitacja. Tak to wytłumaczyłam memu szemrającemu sumieniu:)

I oto w parę chwil później rzeczywiście – za sprawą naszych zwinnych palców – książka ( a właściwie jej kilkadziesiąt stron) zmieniła się nie do poznania.
Nie do Poznania:) – jak to śmiesznie brzmi, gdy zmienię jedną literkę.
Tak, nie do Poznania też.
Szybciej do Lublina;)
Dziś korzystam sobie z tej chwilki samotnego bycia w domu i podklejam gwiazdki złotą taśmą, a potem zawieszam je w tej naszej słynnej pustej ramie. Ona tak naprawdę rzadko bywa pusta. Wciąż wypełnia się treścią podczas kolejnych naszych porywów artystycznych.
Do dziś wisiała w niej piękna, wykrochmalona na sztywno serwetka Alusiowej produkcji.
Teraz czas na bożonarodzeniową konstelację.
Jakby ją nazwać?
🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨🌟✨
I tak sobie spędzam ten miły czas. Dopijam kolejną herbatkę, tym razem malinową. Dom powoli rozgrzewa się od pieca, Louis Armstrong schrypniętym głosem podśpiewuje radośnie.
Może jeszcze jedna kawa.

Za godzinę wyjeżdżam do pracy, wrócę o atramentowym zmierzchu, do domu wypełnionego już gwarem.
Ten gwar także kocham, a doceniam go najbardziej po chwilach samotności.
Dobrego dnia Wam życzę🌟
Dziś Godzina Łaski od 12 do 13🩵 Pamiętajcie i proście Maryję o łaski Wam potrzebne.

Tak, są takie książki, dla których przemiana w konstelację to nobilitacja 🙂
Aż ciekawa jestem tytułu 🙂
Ja te niechciane oddaję do parków miejskich – może komuś się spodobają bardziej? Tyle razy już oszukała mnie piękna okładka, że świadomie zaczęłam szukać tych brzydszych. Przynajmniej nie ma takiego rozczarowania, gdy treść okazuje się słaba.
To tak też trochę jak z cukierkami. Bywa, że te w najładniejszych papierkach są najgorsze w smaku.
A i z papierków się kiedyś robiło łancuch na choinkę. Choć zwykle zbyt krótki wychodził, bo cukierki to wtedy był towar mocno deficytowy😁
Ale nie pocięłyście „Niebieskich migdałów” M. Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej? 😉
Całusy i uściski adwentowe:)
Nie, nie Jasnorzewska. Nie ośmieliłybyśmy się:)
Lubimy ją.
I dla Was kochani ślemy uściski😘