szczęśliwy wypadek

 

Pierwsza niedziela adwentu, wszyscy już wyszykowani do kościoła. Jeszcze ktoś tam dopija herbatkę, jeszcze ktoś talerzyk ładuje do zmywarki, jeden myje zęby, a drugi już siedzi i zakłada buty.

A tu mężulek, czerwony od mrozu, wpada do domu i wykrzykuje nowinę:

– Resor pękł w vanie i przebił oponę.

I wiecie, pierwsza myśl jaka błysnęła mi w głowie to: „Dzięki Ci Boże, że to się stało na podwórku!”

Nie domyślałam jeszcze jej do końca, a tu nagle słyszę moją własną myśl wypowiadaną przez męża:

– Jak to dobrze, że na podwórku, a nie na przykład na trasie. Opatrzność Boża!

– Bóg czuwa. Jak to dobrze – oboje wzdychamy z ulgą.

 

I ja wiem, że reakcja normalnego człowieka na złamanie resora i zniszczenie opony (a więc kolejny wydatek – kilkaset złotych, niewygodę, wizytę u mechanika, załatwianie lawety, zachwianą rodzinną logistykę na co najmniej tydzień itd.itp.) powinna wyglądać zgoła inaczej.

Na przykład :

– Ch…., dlaczego to mnie zawsze spotyka!

– Zawsze biednemu wiatr w oczy!

lub chociaż takie zwykłe nadąsanie:

– Mam już dość!

 

Tak to powinno wyglądać w standardzie.

Ale my nie jesteśmy normalni, więc wygląda jak wygląda:)

I prawie się cieszymy, że resor się złamał i opona pękła, bo – dzięki dobroci Boga – raczyły to zrobić tak, by nikomu z nas nic się nie stało:)

 

I to naprawdę nic nie przeszkadza, że na mszę musieliśmy jechać małym autem, ściśnięci jak śledzie w beczce:)

* * *

Nauczyć się widzieć Boga nawet w pozornych nieszczęściach, dostrzegać Jego zgrabne manewry szachisty, który nawet z ciemości utka parasol dla twojej ochrony. Który chorobę zamienia w rekolekcje; burząc, odbudowuje cię na nowo, jeśli trzeba będzie, położy potop na drodze, by zatrzymać się w twoim pędzie ku zgubie. Który zrzuci cię z konia, byś stracił wzrok, lecz odzyskał wiarę.

„Naucz się myśleć Ewangelią” – powiedział dziś ksiądz na rekolekcjach.

Naucz się dostrzegać Boga nawet w splątanej nici, uschniętej roślinie, złamanym resorze czy ciężkiej chorobie. Serce wtedy rozszczelnia się na Boga bardziej niż kiedykolwiek.

Wciąż i wciąż się tego uczę.

Drobnymi kroczkami.

Jak dziecko.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *