pieśń pozostałych

 

Zostają z nami …
zegarek po tacie, płaszcz po przyjaciółce, turkusowe patery po babci, gipsowe anioły po drugiej, czasem kot w spadku po kimś bliskim, bywa, że plik listów przewiązany tasiemką, książka pełna podkreśleń, długopis wypisany po połowy, ulubiony fotel z przetartą tapicerką.
Zostają.
Niemi świadkowie.


Jak grób po Nim, i kamień i płótna i chusty.
Świadczą:
oni byli, to prawda,
oni odeszli, to też prawda,
oni są nadal – to największa z prawd. Tak Wielka, że aż niepojęta. Uwierz – jeszcze się spotkacie.

Oto pieśń rzeczy, które pozostały po tej stronie życia.
Słyszę ją czasem w idealnej ciszy. Gdy przecieram skrzydła z kurzu stareńkim aniołom, układam babeczki na paterach babci, wkładam wiosenną kurtkę Ewy, patrzę w sepi oczy mego taty z fotografii..

– Niech cię nie zwiedzie to, że my trwamy, choć oni odeszli. – mówią przedmioty – To nie my jesteśmy nieśmiertelne, lecz oni. Nadejdzie czas, że rozsypiemy się w pył, a oni powrócą.

Bądź pewna.

Czekaj.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na pieśń pozostałych

  1. Ewa pisze:

    Dziękuję…

  2. Rivulet pisze:

    Oj tak… Najtrudniej zachować wiarę, że oni są nadal. I nadzieję na kolejne spotkanie. A ono jest tak pewne, choć wydaje się odległe…

  3. mama+trójeczki pisze:

    Jest taki wiersz K. Iłłakowiczówny (bardzo lubię jej twórczość) pt. „Umarłym”, Ciekawa jestem, czy go znasz. Oto jego dwie pierwsze strofy:

    „Coraz dłuższy wasz szereg o moi najbliżsi
    oddech wasz jak mgła ciepła tu w powietrzu wisi
    idąc wyczuwam skrzydeł waszych lot nad sobą…
    Gdziekolwiek się po ziemi tulą wasze groby,
    nie trzyma się ich lotny kształt wasz, lecz przecieka
    przez kamienne grobowce i przez trumien wieka.

    A sercem moim nurt wasz razem z krwią przepływa,
    i dzielę się mym czuciem, z wami – dotąd żywa-
    rozdaje się na cząstki, rozmnażam się w wielość, chcąc być i tą i tamtym, wszystkich sobą wcielać,
    mym ciepłem wszystkich wskrzeszać i żywić i poić
    o gwiazdy moje, ptaki moje, mili moi!”

    Uwielbiam ten wiersz. Tak dobrze oddaje, o czym piszesz

  4. Alicja M.M. pisze:

    Ten „coraz dłuższy szereg” bliskich, to dla mnie też jakby osobista stopniowa przeprowadzka… Drugi brzeg staje się coraz bardziej moim, gdy coraz liczniej „moi” są już tam…

    • ruttka pisze:

      Tak Alu, jakby z każdym z nich przenosiła się też cząstka mnie samej.
      I może to nie jest złudzenie. Może tak jest naprawdę. Może tak właśnie powoli odrywamy się od ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *