Zostają z nami …
zegarek po tacie, płaszcz po przyjaciółce, turkusowe patery po babci, gipsowe anioły po drugiej, czasem kot w spadku po kimś bliskim, bywa, że plik listów przewiązany tasiemką, książka pełna podkreśleń, długopis wypisany po połowy, ulubiony fotel z przetartą tapicerką.
Zostają.
Niemi świadkowie.

Jak grób po Nim, i kamień i płótna i chusty.
Świadczą:
oni byli, to prawda,
oni odeszli, to też prawda,
oni są nadal – to największa z prawd. Tak Wielka, że aż niepojęta. Uwierz – jeszcze się spotkacie.

Oto pieśń rzeczy, które pozostały po tej stronie życia.
Słyszę ją czasem w idealnej ciszy. Gdy przecieram skrzydła z kurzu stareńkim aniołom, układam babeczki na paterach babci, wkładam wiosenną kurtkę Ewy, patrzę w sepi oczy mego taty z fotografii..
– Niech cię nie zwiedzie to, że my trwamy, choć oni odeszli. – mówią przedmioty – To nie my jesteśmy nieśmiertelne, lecz oni. Nadejdzie czas, że rozsypiemy się w pył, a oni powrócą.

Bądź pewna.
Czekaj.

Dziękuję…
Oj tak… Najtrudniej zachować wiarę, że oni są nadal. I nadzieję na kolejne spotkanie. A ono jest tak pewne, choć wydaje się odległe…
z upływem lat Riv coraz bliżej ich czuję, jakbym się zbliżała…
Jest taki wiersz K. Iłłakowiczówny (bardzo lubię jej twórczość) pt. „Umarłym”, Ciekawa jestem, czy go znasz. Oto jego dwie pierwsze strofy:
„Coraz dłuższy wasz szereg o moi najbliżsi
oddech wasz jak mgła ciepła tu w powietrzu wisi
idąc wyczuwam skrzydeł waszych lot nad sobą…
Gdziekolwiek się po ziemi tulą wasze groby,
nie trzyma się ich lotny kształt wasz, lecz przecieka
przez kamienne grobowce i przez trumien wieka.
A sercem moim nurt wasz razem z krwią przepływa,
i dzielę się mym czuciem, z wami – dotąd żywa-
rozdaje się na cząstki, rozmnażam się w wielość, chcąc być i tą i tamtym, wszystkich sobą wcielać,
mym ciepłem wszystkich wskrzeszać i żywić i poić
o gwiazdy moje, ptaki moje, mili moi!”
Uwielbiam ten wiersz. Tak dobrze oddaje, o czym piszesz
Nie znałam go mamo trójeczki.
Rzeczywiście piękny🌸
Jakie to piękne…
Ten „coraz dłuższy szereg” bliskich, to dla mnie też jakby osobista stopniowa przeprowadzka… Drugi brzeg staje się coraz bardziej moim, gdy coraz liczniej „moi” są już tam…
Tak Alu, jakby z każdym z nich przenosiła się też cząstka mnie samej.
I może to nie jest złudzenie. Może tak jest naprawdę. Może tak właśnie powoli odrywamy się od ziemi.