Wczoraj prawie rozpłakałam się w kościele, gdy ostatni raz przy śpiewie „Chwała na wysokości Bogu” dźwięczały wszystkie dzwony, dzwonki, organy. A potem już tylko wielka cisza.
Jakby On odszedł.
Ukrywałam łzy i drżenie ust, żeby nikt nie widział, nie domyślił się jaka to pustka dla mnie, gdy Go nie ma.
Dziś i jutro puste tabetnakulum, odarty ołtarz, dotknięcie nicości … jakby zabrakło płucom powietrza.
Musimy doświadczać czasem tej pustki, odarcia, by wiele zrozumieć, by łuski spadły z oczu, z serca.
Czym jest życie bez Niego?
Czym jestem bez Ciebie Jezu?
Życzę Wam i sobie odnalezienia w te dni prawdziwych odpowiedzi na prawdziwe pytania.
Błogosławionych Świąt🌺

Rut
