podwójny dar

 

„Przeklęty mąż który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie.”
( Jr 17, 5n)

Pewnie dlatego Bóg daje nam swoje dary w pakiecie z krzyżem.
„Dany mi został oścień dla ciała… – mówił św. Paweł – aby mnie nie wynosił ogrom objawień”.
Mawiają, że wielki Apostoł głoszący na całym świecie Ewangelię, być może chorował na epilepsję – chorobę w tamtym czasie bardzo wstydliwą i upokarzającą, bo traktowaną jak rodzaj szaleństwa lub opętania. Wyobrażam go sobie jak opowiada z ogniem w oczach o Jezusie i nagły atak padaczki rzuca go na ziemię na oczach słuchaczy. Ślina na ustach, które dopiero mówiły o Bogu. Jakie to musiało być bolesne, jaki oścień dla wykształconego, elokwentnego Pawła, gdy tłum rozstępował się ze strachem lub szyderstwem.

Krzyż jest zaporą dla pychy, sprawia, że za niedorzeczną traktujemy myśl, że cokolwiek pochodzi ode mnie, ze mnie, z mojego własnego geniuszu czy siły.
Jakiego geniuszu? Jakiej siły?

Otrzymałam w życiu wiele darów w pakiecie:
Dar wielokrotnego macierzyństwa i krzyż który sprawiał, że każda moja ciąża przebiegała na pograniczu życia i śmierci.
Dar wspaniałego męża wraz z krzyżem jego choroby nowotworowej, który przyszedł kilka lat temu i wciąż go niesiemy.
Dar, dzięki któremu umiem wspaniale opowiadać urzekając słuchaczy i słabiutki głos, który znika z upływem lat jak rzeka na pustyni.
Dar pisania i chorobę, która dziesięć lat temu zniszczyła stawy moich dłoni. Stawy zregenerowały się, ale do dziś z trudnością odczytuję własne pismo.
Dar malowania, a wraz z nim przetrącony kręgosłup, który nie znosi długiego ślęczenia nad sztalugą.

Dary i towarzyszący im jak opakowanie prezentowi krzyż.

A może odwrotnie: może to krzyż jest prezentem większym niż cokolwiek. Bo zachowuje od skażenia to, bez czego nikt z nas nie przejdzie owej ciasnej bramy. Zachowuje pokorę.

Aby mnie nie wynosił ogrom objawień – pisze Paweł.
Każdy z nas może tu dopisać swoje własne wyznanie: abym nie myślał, że sam napisałem książkę, abym nie sądził, że ludzie nawracają się dzięki mnie, abym nie przechwalał się, że dobrze sobie ułożyłem życie, abym nie żył w iluzji, że wszystko zależy ode mnie, żebym nie zapomniał o Bogu, Który daje mi każdy oddech…

Bym nie był podobny do dzikiego krzewu na pustyni, który myśli, że żyje, a już dawno umarł w środku, goniony wiatrem to tu to tam jak zmięta kartka.

Abym był jak potężne drzewo, które jest świadome, że żyje i szumi dzięki strumieniowi, w którym zanurza swe korzenie.

tylko dzięki Niemu …

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na podwójny dar

  1. Rivulet pisze:

    Jakbym czytała o sobie, Rut…
    Tylko dzięki Niemu.
    Pięknego czasu Triduum…

  2. ruttka pisze:

    Żyjemy i trwamy tylko dzięki Niemu Riv🌺
    Błogosławionego czasu i Wam.

  3. Alicja M.M. pisze:

    Rut, u Ciebie to takie precyzyjnie skomponowane „pakiety”. U mnie raczej kontrapunkty. W jakiejś dziedzinie dary z gatunku tych radosnych i obfite, i zaraz obok ukłucie dojmującej bezradności, takiej po ludzku nawet przegranej, czasem w sprawach ważniejszych… To gorzka lekcja i zapewne gdyby to ode mnie zależało, wybrałabym inny rodzaj krzyża. Lekcja pokory, owszem, ale jeszcze bardziej chyba ufności. Odrabiana wciąż na trójkę z minusem.

    • ruttka pisze:

      Im dłużej żyję Alu i im baczniej rozglądam się wokół, tym mocniej odkrywam, że jedyny krzyż jaki dam radę nieść, to właśnie ten, który niosę. Żaden inny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *