złote żniwo

Siedzę sobie z różańcem w salonie i nagle coś łaskocze mnie w kąciku oka.
Obracam głowę i dostrzegam to figlarne coś w rogu obrazka na ścianie:)

Zdaje się przeciągać jak kot, a potem wędruje po brzeżku złotej ramki…

 

Jasny promień słońca.

Przeczesał palcami liście draceny, 

 

odbił się od lustra obrazka 

zjechał po poręczy schodów,

zajrzał przez świetlik w drzwiach,

rozsiadł złotym pyłem na kociej sierści, 

spłynął po karminowych policzkach korali,

pogłaskał pękaty brzuch dzbana, który ostatnio lepiłam,

i podświetlił jak lichtarzyk ostatnie kwiaty pelargonii. 

Ścigałam go parę minut po całym domu, zbierałam każde jasne źdźbło.

U kresu listopada uzbierałam cały dojrzały snop światła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

7 thoughts on “złote żniwo

  1. Rut,jak dobrze,że jesteś.Czytam wszystkie Twoje wpisy,nie zawsze komentuję,ale zawsze dziękuję Bogu za to,że tu trafiłam i że mogłam poznać Ciebie,chociaż tylko wirtualnie.🌸

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *