Pan Poranek

Siąpiąca nosem grudniowa niedziela. Ostatnia w roku. Pan Poranek w  stalowoszarym kapturze naciągniętym głęboko na oczy zachmurzony rozsiadł się w sadzie.

Mży. Mgiełkę z mżawki mam na rzęsach i futrzanym wykończeniu długiego płaszcza. Mam nią zroszony nos i solidne buty, gdy wędruję chaszczami starego sadu. Ale mgła nie sięga głęboko, nie przemaka skórą aż do serca i duszy, choć Pan Poranek dwoi się i troi by zmrozić mnie swym spojrzeniem spod kaptura.

Pełne zachmurzenie na zewnątrz.

Ale wewnątrz… pogoda z licznymi przejaśnieniami.

Cisza wlewa się uszami ożywczą strugą, szumi w arteriach myśli, poi je i odżywia.

Blask kropel wiszących girlandami na każdej gałązce i sosnowej igle wlewa się oczami zaraz za ciszą.

Gdy przedzieram się w głąb tego świata, krople jak małe dzwonki spadają w ślad za mną. Niektóre są tak zachwycające, że wyjmuję komórkę, by je uwiecznić zanim spadną i wsiąkną.

Patrzę na złamany obfitością jesiennych jabłek  konar starego drzewa, na jego rozległą ranę u nasady ramienia,

Mierzę wzrokiem suche już dziewanny – dużo wyższe ode mnie, choć do niskich nie należę,

Głaszczę ich przylegające do chłodnej ziemi rozety omszonych liści pełnych dżdżu jak iskier,

Siadam na starym betonowym korycie, które stojąc tu niemal odwiecznie, obrosło miękko mchem i  – choć tak różne – stało się częścią sadu,

Biegnę wzrokiem po brunatnym dywanie z dębowych liści i znajduję zdumiona orzech. Orzech wśród sosen, śliwek, brzóz, jabłoni i dębów…

– Wrona albo wiewiórka – szybko odpowiada na zagadkę myśl.

Pan Poranek odchyla kaptur i lekko się uśmiecha.

Suche trawy przylgnęły wiernie do moich trzewików, nad głową gdzieś w przestworzach krzyk jastrzębia, potem strzał: jeden, drugi, ujadanie psów, leniwe pianie koguta. Cisza. Jednostajny szum drobinek wody uderzających o połać świata.

A wokół i w środku, wszędzie dokoła jak okiem sięgnąć, jak uchem uchwycić… On.

Znalezione obrazy dla zapytania Krople na gałęzi

Dwa tygodnie temu byłam na trzydniowych rekolekcjach w ciszy. Ale… jej tam nie znalazłam.

Myślę sobie, że mój sad mnie rozpieścił. Ktoś kto ma – jak ja – taki dziki zakątek na wyciągnięcie ręki – nie znajdzie ciszy po prostu w zwykłym braku mówienia. Bo cisza to nie milczenie.  To nie brak słów. Cisza to coś więcej.

Prawdziwa cisza natychmiast zwabia Boga do duszy.

I nagle pojawia się Słowo.

Większe od wszystkich słów na całym świecie, większe od  legendarnych zbiorów biblioteki Aleksandryjskiej, potężniejsze od strumienia newsów płynących dzień i noc z wszelkich odbiorników…

Słowo.

A ty sam stajesz się … tym czym jesteś naprawdę.  Kroplą rosy.

 „Pan Bóg połknie cię jak kropelkę rosy” – napisała kiedyś  mała św. Teresa.

Nie bój się więc. Cisza jest twoim domem.

 

Pan Poranek zsunął kaptur zupełnie. Już bez cienia melancholii.

 

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Pan Poranek

  1. Marzena pisze:

    Pięknie ☺

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *