ciasto na polance

 

 

 

Kilka dni feryjnych u dziadków na wsi.

Jest też Ella, ciocia słynąca z wypieków, wśród których najbardziej pożądanym przez dziatwę jest napoleonka.

Ciocia długo prosić się nie daje i wkrótce aromat świeżego ciasta wpełza po schodach na pięterko domu.

 

– Chodźcie na napoleonkę!!!!!!! – krzyczy Ella kusząco.

Zrywa się tętent niczym całego szwadronu wojska napoleońskiego. Dźwięczy uprząż, lśnią szable, wiatr podrywa końskie grzywy.

 Dzieci pobiegły na dół.

Został najmłodszy maruder, który nieco obawia się dziadkowych stromych schodów.

– Mamooo – jęczy – ja teś CHCIE NA POLANKĘ.

 

Na polankę:)

 

– I tak już zostanie. – mówi Ella zapoznana z faktem.

Wszyscy się śmiejemy.

 

Zostanie.

 

Zostanie wpisane w rodzinne archiwa, w pamięć potomnych, przenoszone będzie łódeczkami słów przez lata, ozdabiane wywijaskami szczegółów i komentarzy, szlifowane aż do połysku jak rodowe srebra.

 

Aż powstanie legenda. Bo legendy rodzą się czasem z ziarnka maku i jednego słowa, z jednego spojrzenia i gestu przelotnego.

 

Nie trzeba podbijać pół świata jak Napoleon, by przetrwać w opowieściach.

 

Dlatego piszę:)

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *