słowo 1

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

nie jestem tutejszy

wiem to już od dawna

                          x. J. Szymik

                          

… i co dzień się o tym przekonuję

dziwny zachwyt i tęsknota odrywają mnie od ziemi

ja nie jestem stąd

wracam do domu

                                  Rut

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

fresk jednego dnia

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Na podwórku dziadków bawiliśmy się
dziko. Poszły w ruch mokre hałdy śnieżnego pyłu. Naprędce skręcaliśmy gałki i
rzucaliśmy gdzie popadnie. Kwiczenie i śmiech, chowanie się za drzewa i auta.
Pomiędzy nami szusowała na saneczkach Laurka ciągniona przez dziadka. Mój kożuszek
był już do pasa uśnieżony, rękawiczki wilgotne, ale nie dawałam za wygraną
bombardując zza samochodu syna i męża.

Wychyliłam się właśnie, by cisnąć
kolejną śnieżkę, gdy nagle coś mnie ogłuszyło i lewe oko zapiekło jakby
wetknięto weń tysiące szpilek. Mój syn trafił. Zupełnie przez przypadek w moje
otwarte oko. Zmarzniętą mokrą ciężką kulką.

Nic nie widziałam. Łzy lały mi się
po policzku, a ból świdrował  na wylot
głowę. Powieka spuchła. Każda próba jej otwarcia kończyła się syknięciem bólu.

To nie było byle jakie
przyłożenie. Solidny cios dorastającego mężczyzny, który nie do końca jest
jeszcze świadomy siły, jaka w nim drzemie.

Na szczęście po pół godzinie
sytuacja na tyle się poprawiła, że odpłynęła wizja wymiany gałki ocznej na
szklaną:)

– A już miałam nadzieję. –
skwitowałam fakt ze śmiechem.

– Ale mógłbyś mnie przeprosić –
szepnęłam Dusiowi, gdy wrócił zgrzany z dworu.

– Ale ja nie chciałem.

– Przeprasza się nawet, gdy coś
wyjdzie niechcąco.

Przeprosił zawstydzony.

 

Późny wieczór uśpił już Laurkę –
utrudzonego życiem dwulatka i Nusię wypełnioną wrażeniami dnia spędzonego u
ukochanych dziadków. Sądziłam, że i syn śpi już snem sprawiedliwego. Lecz nagle
ujrzałam w szarości pokoju jego rękę wyciągniętą w kierunku mojej. Wyciągnęłam
moją najdalej jak potrafiłam i chwyciliśmy się za dłonie. Ciepła dłoń mojego
dorastającego syna. Dłoń, która jeszcze przegrywa ze mną, gdy się bierzemy na
rękę, ale z coraz większym trudem przychodzi mi zwycięstwo.

Kiedy leżeliśmy tak w gęstniejącej
nocnej ciszy przypomniał mi się fresk Michała Anioła. Adam wyciągający dłoń ku
Stwórcy i Bóg z ramieniem wysuniętym daleko w kierunku syna. Ich dłonie już się
nie stykają. Adam został ukończony. Jest dorosły. Ojciec puścił jego rękę.

Kiedyś i w naszym życiu nadejdzie
ten moment. Wysunie się dłoń mojego syna z mojej. Będzie dokończony. Kość z mojej kości, ciało z mego ciała. Żadnego
szlifu już nie dodam. Reszta będzie zależała od niego.

 

I jeszcze czegoś ten dzień nauczył
mnie o Bogu.

Nie ma tak wielkiej śnieżki
ciśniętej boleśnie w Jego kierunku, by On przestał mnie kochać.

Wystarczy jeden gest z mojej
strony.

Wystarczy, że wyciągnę ku Niemu dłoń.


Bo skoro ja taka być potrafię, o
ileż bardziej On Jest – Miłość Miłości.

***

Zaczął się Wielki Post i postanowiłam sobie, że – jeśli mi się uda – co dzień wstawię tu jakieś jedno zdanie lub kilka, które są dla mnie poruszające, które mnie budowały przez lata i niosły na skrzydłach. Większość pewnie będzie z Biblii, bo nigdy nie doszłabym tutaj, gdyby nie to Słowo.

Jeśli ktoś z Was –piszących bloga – ma ochotę, spróbujcie również i Wy przypomnieć sobie w ciągu tych 40 dni najważniejsze słowa waszego życia. Dzielić się Słowem, to jak rozdawać chleb głodnym🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

przedwyjazdowo

Jutro się rozjeżdżamy w dwie świata strony.

Alusia na zimowisko ze swoją drużyną.
Reszta familii jedzie do dziadków na ferie. My – starszyzna rodowa – tylko przelotem, bo wracamy za dwa dni wraz z Laurką.

Ta ostatnia dostarcza nam nieustannie wrażeń.
A to swoim buzującym buntem dwulatka, który "chcie i nie chcie" jednocześnie, "pódzie i nie pódzie", "załozi i nie załozi", "źje i nie źje" w tym samym momencie.
A to swoim galopującym rozwojem języka ojczystego, w którym wyrażać się zaczyna formami wielokrotnie złożonymi.
– A dlaczego mówi się: język polski? – chce wiedzieć przy okazji Nusia obejrzawszy przedtem swój ozorek.
A Laurka tymczasem podtyka pod nos kolejne swoje dzieła wybitne.
Nieustannie rysuje ludziki, więc postępy robi z godziny na godzinę. Ostatnio nauczyła się rysować bluzeczki, więc nie są to już prymitywne stwory z gatunku głowonogów.

A oto kilka próbek, które przy okazji zaspokoją ciekawość jak wyglądają patriarchowie rodu, do których poszusujemy skutymi lodem trasami.



dziadek w pozie rzymskiego nestora:)

tudzież babcia z bródką:)

i mały autoportrecik artystki z zawadiacką miną:)

pa pa

życzcie nam bezpiecznej drogi.

chleba powszedniego

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Dłoń była zaskoczona.

Ciężar
rzeczy nadzwyczajny.

Przyzwyczaiła się , że pajda chleba waży tyle co nic. Ale
ten chleb to chleb swojski. Prawdziwy, a prawda to nie imitacja – ma swoją
wagę.

Żołądek też to poczuł. Dwie ciepłe
kromki posmarowane masłem wystarczyły, by zaspokoić głód.

Znowu zatęskniliśmy za takim
chlebem, choć nie jest tańszy ani łatwiejszy niż ten krojony z piekarni.

Trzeba o zakwas poprosić.

– A mam, mam. – mówi Krysia
zagadnięta w tej kwestii – ja cały czas piekę chleb. Mój mąż w ogóle nie chce
jeść tego kupczego.

– Bo wiesz… jakoś znowu nam się
zachciało takiego prawdziwego chleba.

– Pewnie, że przyniosę ci zakwas.
Mam drugi słoik w lodówce.

 

Ale jak już masz zakwas to nie
koniec drogi z chlebem.

Teraz trzeba pozostałe składniki
skompletować. Mąkę żytnią i otręby i siemię i ziarna przeróżne. Kiedy to
wszystko potem mieszasz w dużej misce pachnie żniwem, młockarnią, spichrzem,
młynem. Zapach, który był nieodłącznym zapachem lata spędzanego na wsi. Targasz
ciężkie snopy na polu, stoisz przy zakurzonym worku pełnym sypiącego się ziarna,
wchodzisz w chłodny półmrok drewnianego spichrza, pomagasz dziadkowi
przegarniać złote zboże żeby się nie zaparzyło, patrzysz jak babcia wysypuje na
stolnicę mąkę i zagniata ciasto na bułeczki.

Zakwas i letnia mąka sprawia, że
ciasto staje się ciepłe. Cieplejsze od ludzkiego ciała. Jakby nagle ożyło.

Wkładasz je do foremek,
wygładzasz.

Teraz będzie rosło, stawało się
chlebem. Musi dojrzeć. Jak wszystkie prawdziwe rzeczy, potrzebuje czasu, by
być. Jak miłość, jak życie, jak mądrość, jak piękno, jak my…

Nie ma tu żadnego pośpiechu.
Nerwowego rozdarcia foliowego worka, by dostać kromkę chleba.

Dwanaście godzin.

Tyle trwa młodość chleba.

Potem już tylko godzina.

I zapach pieczonego chleba zakrada
się we wszystkie zakamarki. Cały dom nim pachnie. Włosy, dłonie, skóra, firanki
w oknach…

 

Wiedziała to wszystko, a jednak
była zaskoczona jego ciężarem, gdy uniosła pierwszą kromkę chleba. 


Zapomniała 
już dłoń jaka jest waga rzeczy prawdziwych.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

przebłysk

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Moi uczniowie.

Czasami pytają mnie o takie
rzeczy, że przez moment z wrażenia wiruje mi w głowie.

A chwilę potem – formułując
odpowiedź najbardziej prawdziwą jaką znam, wiem już , że buduję fundamenty
świata.

Ich świata.

Może i mojego.

Pewnie całego świata.

Trwa to tylko ułamek sekundy i nim
zazgrzyta klucz w zamku po skończonej lekcji, znów wątpliwości osaczają moje
serce.

 

Że to na marne, że brak w tym
sensu, że słowa na wiatr rzucone…

 

Ale dla tych ułamków sekund jestem
nauczycielem.


… nim zazgrzyta klucz w zamku


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

pociechy z jednej pociechy

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Blady świt.

Bardzo blady.

Laurka siedzi na kanapie i pyka na
dwóch pilotach. Jeden jest od TV, drugi od dekodera.

– I juś – komunikuje wyłączając oba
– Bajki siukałam fięsie*. Nie udało siukać bajki – tłumaczy swe bezowocne
poczynania zaspanej mamie.

– Mamo, momogiś niuuuuuni? ?? – kończy
swe zwierzenia apelem o miłosierdzie.

 

I świt od razu nabrał rumieńców:)

 

 

 

* szukałam wszędzie.



**********************


Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Rozbójnik  domowy maluje flamastrem po futrynie drzwi.

Wobec braku reakcji otoczenia …

– Mamo, pilnuj!!! – głośno i
usłużnie zgłasza sugestię.

W chwilę potem oburzona mama
ściera rysunki z futryny i przy okazji z mebla, który został ozdobiony dnia
poprzedniego. Komentuje przy tym niecny postępek i odgraża się poważnymi
konsekwencjami dalszego brnięcia w recydywę. Kazanko jakby jednak nie odnosi
pożądanego skutku, bo…

– Jeście tutaj – niefrasobliwie,
lecz wciąż usłużnie wskazuje kolejne miejsce przestępstwa mały rzezimieszek.

***********************

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

Bawi się białą foczką. Zabawa
polega na tuleniu, głaskaniu i noszeniu pod pachą, ale także, przewrotnie
nieco, na wrzucaniu zwierzątka w bezdenną czeluść za kanapą i patrzeniu czy
płacze.

– Kochasz tę foczkę? – pyta
rozczulona Ala.

– Uhmmm.

– Ja ci tę foczkę kupiłam nad
morzem, wiesz?

– Nad NOŻEM? – pyta zszokowana
dwulatka odrywając wzrok od czeluści.

Sto pociech:)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

sama słodycz 2

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Im bardziej szczęśliwa, tym więcej
gada i to wielowątkowo.

Ma więc lizaka – serduszko. Była z
mamą dopiero na spacerze i po drodze kupiły cztery takie cacuszka walentynkowe.

Słodki smak wyraźnie ma wpływ na
poziom cukru we krwi i szczęścia w oczkach.

Chodzi więc po pokoju w kółko i
łańcuszkiem, prosto i wężykuje. Lizak podlizuje i gada jak najęta.

– Lodzicie nie chodziom na
śpaciely – oświadcza tonem eksperta.

– Nie chodzą? A dlaczego? – chcę
wiedzieć jako delegat ugrupowania rodziców.

– Nie chodzią. – powtarza tylko
głośniej i znowu różowy lizak głaszcze języczkiem.

– A ja kim jestem? – drążę dalej.

– Mamusiom Mojom. – tłumaczy
wielkimi literami.

– Acha. A rodzicem nie jestem?

– Nie.

I znowu okrąża pokój napędzana
słodką różowością serduszka.

– Te świnki nie CHLUMIĄ tak. –
obwieszcza przechodząc obok własnych porzuconych bamboszków, z których jeden
nazywa się Peppa, a drugi Dżoldż. Który jest który nikt nie wie na pewno. Nawet
właścicielka. Wie jednak, że nie chrumią:)

– Liziak jest niebieśki – znów
zmienia temat.

– Nie jest niebieski – śmieje się
Nusia przyklejona do swojej słodyczy – Jest różowy.

– Lyziowy?

– Nie ryżowy. Różowy.

– Niebieśki – nie daje się
przekonać Laura. Prawie nigdy nie daje się przekonać. Nikomu.  Bo prawie zawsze wie swoje:) A niebieski to
zdecydowanie jej ulubiony kolor. Wszystko jest niebieskie. Nawet to co
ewidentnie jest zielone, żółte czy czerwone. Ba, nawet różowy jest niebieski,
co rzadko spotykane w gronie małych dam.

– Loślinka mała lośła. – zaczyna z
innej beczki, choć niezupełnie wiadomo z której.

Śnieg już prawie stopniał.

Ulewny
i siąkający deszcz, który nawiedzał naszą krainę w ostatnich dniach, sprawił,
że znikły ciężkie białe falbany zwisające z dachu, barykady po obu stronach
ulic oraz głowa i część korpulentnej postaci naszego bałwanka-misia, którego
kilka tygodni temu ulepiliśmy w ogródku.

Odsłonił też wszystkie te zielone
chucherka ogrodowe, które leżakowały pod śnieżną pierzyną.

– Loślinka mała tam lośła –
jeszcze raz powtarza córeczka upojona świeżym powietrzem i malinowym smakiem
lizaka.

itd.itp.


Kiedy tak się patrzy na ten jej
rozkoszny taniec i jazgot dochodzi się do pewności, że jest dużo słodsza od
najsłodszego lizaka na świecie.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

nowe oblicze czasu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Już się umyłaś?

– Jeście nie.

– A kiedy się umyjesz?

– Zia godzinę.

 

– Dasz mi buziaka?

-Nie.

– A kiedy dasz?

– Zia godzinę.

 

– Co zjesz na śniadanko?

– Nić.

 – A kiedy zjesz?

– Zia godzinę.

 

Czas jest zwykle pojęciem
względnym, lecz przy dwulatku bywa i bezwzględny.


Bez-względu na wszystko – zia godzinę🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}