fresk jednego dnia

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Na podwórku dziadków bawiliśmy się
dziko. Poszły w ruch mokre hałdy śnieżnego pyłu. Naprędce skręcaliśmy gałki i
rzucaliśmy gdzie popadnie. Kwiczenie i śmiech, chowanie się za drzewa i auta.
Pomiędzy nami szusowała na saneczkach Laurka ciągniona przez dziadka. Mój kożuszek
był już do pasa uśnieżony, rękawiczki wilgotne, ale nie dawałam za wygraną
bombardując zza samochodu syna i męża.

Wychyliłam się właśnie, by cisnąć
kolejną śnieżkę, gdy nagle coś mnie ogłuszyło i lewe oko zapiekło jakby
wetknięto weń tysiące szpilek. Mój syn trafił. Zupełnie przez przypadek w moje
otwarte oko. Zmarzniętą mokrą ciężką kulką.

Nic nie widziałam. Łzy lały mi się
po policzku, a ból świdrował  na wylot
głowę. Powieka spuchła. Każda próba jej otwarcia kończyła się syknięciem bólu.

To nie było byle jakie
przyłożenie. Solidny cios dorastającego mężczyzny, który nie do końca jest
jeszcze świadomy siły, jaka w nim drzemie.

Na szczęście po pół godzinie
sytuacja na tyle się poprawiła, że odpłynęła wizja wymiany gałki ocznej na
szklaną:)

– A już miałam nadzieję. –
skwitowałam fakt ze śmiechem.

– Ale mógłbyś mnie przeprosić –
szepnęłam Dusiowi, gdy wrócił zgrzany z dworu.

– Ale ja nie chciałem.

– Przeprasza się nawet, gdy coś
wyjdzie niechcąco.

Przeprosił zawstydzony.

 

Późny wieczór uśpił już Laurkę –
utrudzonego życiem dwulatka i Nusię wypełnioną wrażeniami dnia spędzonego u
ukochanych dziadków. Sądziłam, że i syn śpi już snem sprawiedliwego. Lecz nagle
ujrzałam w szarości pokoju jego rękę wyciągniętą w kierunku mojej. Wyciągnęłam
moją najdalej jak potrafiłam i chwyciliśmy się za dłonie. Ciepła dłoń mojego
dorastającego syna. Dłoń, która jeszcze przegrywa ze mną, gdy się bierzemy na
rękę, ale z coraz większym trudem przychodzi mi zwycięstwo.

Kiedy leżeliśmy tak w gęstniejącej
nocnej ciszy przypomniał mi się fresk Michała Anioła. Adam wyciągający dłoń ku
Stwórcy i Bóg z ramieniem wysuniętym daleko w kierunku syna. Ich dłonie już się
nie stykają. Adam został ukończony. Jest dorosły. Ojciec puścił jego rękę.

Kiedyś i w naszym życiu nadejdzie
ten moment. Wysunie się dłoń mojego syna z mojej. Będzie dokończony. Kość z mojej kości, ciało z mego ciała. Żadnego
szlifu już nie dodam. Reszta będzie zależała od niego.

 

I jeszcze czegoś ten dzień nauczył
mnie o Bogu.

Nie ma tak wielkiej śnieżki
ciśniętej boleśnie w Jego kierunku, by On przestał mnie kochać.

Wystarczy jeden gest z mojej
strony.

Wystarczy, że wyciągnę ku Niemu dłoń.


Bo skoro ja taka być potrafię, o
ileż bardziej On Jest – Miłość Miłości.

***

Zaczął się Wielki Post i postanowiłam sobie, że – jeśli mi się uda – co dzień wstawię tu jakieś jedno zdanie lub kilka, które są dla mnie poruszające, które mnie budowały przez lata i niosły na skrzydłach. Większość pewnie będzie z Biblii, bo nigdy nie doszłabym tutaj, gdyby nie to Słowo.

Jeśli ktoś z Was –piszących bloga – ma ochotę, spróbujcie również i Wy przypomnieć sobie w ciągu tych 40 dni najważniejsze słowa waszego życia. Dzielić się Słowem, to jak rozdawać chleb głodnym🙂


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *