Jutro się rozjeżdżamy w dwie świata strony.
Alusia na zimowisko ze swoją drużyną.
Reszta familii jedzie do dziadków na ferie. My – starszyzna rodowa – tylko przelotem, bo wracamy za dwa dni wraz z Laurką.
Ta ostatnia dostarcza nam nieustannie wrażeń.
A to swoim buzującym buntem dwulatka, który "chcie i nie chcie" jednocześnie, "pódzie i nie pódzie", "załozi i nie załozi", "źje i nie źje" w tym samym momencie.
A to swoim galopującym rozwojem języka ojczystego, w którym wyrażać się zaczyna formami wielokrotnie złożonymi.
– A dlaczego mówi się: język polski? – chce wiedzieć przy okazji Nusia obejrzawszy przedtem swój ozorek.
A Laurka tymczasem podtyka pod nos kolejne swoje dzieła wybitne.
Nieustannie rysuje ludziki, więc postępy robi z godziny na godzinę. Ostatnio nauczyła się rysować bluzeczki, więc nie są to już prymitywne stwory z gatunku głowonogów.
A oto kilka próbek, które przy okazji zaspokoją ciekawość jak wyglądają patriarchowie rodu, do których poszusujemy skutymi lodem trasami.

dziadek w pozie rzymskiego nestora:)

tudzież babcia z bródką:)

i mały autoportrecik artystki z zawadiacką miną:)
pa pa
życzcie nam bezpiecznej drogi.
