Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
Musiałam je zatrzymać.
Nie mogłam pozwolić im odejść na tak długi czas.
Potrzebuję ich jak jedzenia i picia. Potrzebuję, by barwić
moje sny, koloryzować wspomnienia.
Wyrwałam je śniegom i mrozom z uścisku, między karty książek
pachnące powkładałam. Mokre jeszcze przywarły do liter, zastygły na gładkich
policzkach papieru. Szeleściły i pachniały dziko, gdy po tygodniu otwierałam
kartki. Ściekły sokiem stubarwnym, czarowały wdziękiem rysunku niespotykanego,
nasyceniem koloru, ciepłem skradzionym słońcu jesiennemu.
Układałam je na kartkach jak na jasnej pościeli. Do snu
długiego, zimowego. Dotykałam ich delikatnie jak się dotyka kruchych waz z
epoki ming.
Małe arcydzieła, skarbnice najwyższego kunsztu rzemieślnika,
zobrazowana zawiłość idei twórcy, wrażliwość wlana w realny kształt.
Przykryłam je taflą szkła.
Dokładnie tak jak się przykrywa hostię w monstrancji.
Obrazy, o jakich ręka ludzka śniłaby nadaremnie.
Powiesiłam na kuchennej ścianie.




O niewysłowione piękno stworzenia, o niewyczerpana hojności
Twórcy
O, piękno karzące klękać na kolana, o Ty, Który przez piękno
do mnie przemawiasz.
Dziękuję za oczy, które widzą głęboko. Przekraczają struktury,
plątaninę barw, fakturę i złożoność kresek.
Wystarczą mi te nie-święte obrazki w nie-złoconych ramach w
nie-świątynnej przestrzeni, aby widzieć Ciebie.
Dlatego jeszcze raz powtórzę słowa dawnego mistrza:
Modlę się nocą, by mnie Bóg zachował od
ślepoty na cuda i piękno.
Widzenie to jeden z największych darów, jakie otrzymałam.
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
