ob-żarty

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Sprawdzałeś zupę? – pytam mężulka.

– Jeszcze się gotuje. – nieco nielogicznie- nawet jak na mój
kobiecy gust- odpowiada on.

– Zdradzę ci pewną tajemnicę – mówię doń szeptem.

– No. – zaaferowany wytrzeszcza oczy.

– I będzie się gotowała, póki jej nie wyłączysz. – szept muskam cwanym uśmiechem.

– Ach Ty!!! – śmieje się.

 

Życie nie bywa nudne, gdy masz z kim je obżartować.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

bez endu

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Laurcia uczy się języka polskiego w sposób który można określić
jako systematyczno-chaotyczny.

Przyswaja sobie owszem zwroty z NKP, czyli: Niezbędnika Każdego Polaka.  I są to  zdania nader ważne  typu:

Niunia cie.

Niunia nie cie.

Niunia boi

Niunia si

Oć, mamo, oć!!! – z charakterystycznym gestem przywoławczym.

 Moja mama

Cie pić

Cie am.

Niunia cie pać.

Niunia cie cici.

Mamo, potamy. – Mamo, poczytamy ( zdecydowanie jedna z
bardziej ulubionych przyśpiewek dwulatka)

 Mojeeee!!! – ze szczególnym uwzględnieniem wszystkiego:)


Z drugiej jednak strony maluszek z lubością skanuje i wkleja w swoją
pamięć operacyjną zwroty przypadkowe.

Bo czyż  stwierdzeniem
pierwszej potrzeby jest zdanie:

Nie ma końcia!?

 

Choć – jeśli wziąć po uwagę  kontekst, w którym zdanie się owo wykluło,
czyli dłuuugą chwilę, gdy tato hałaśliwie miksował ciasto na naleśniki – to
może i pierwszej. Dziecię po prostu nie zdzierżyło i celnie skwitowało .

 

Zwrot jest również pokrzepiający w kontekście spodziewanego
Armagedonu w grudniu tego roku:)

Spokojnie więc…

NIE MA KOŃCIA! – rzecze Laurcia.

Bez endu, bez endu – jakeśmy to słyszeli onegdaj w jednej z reklam.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

coś na ząb

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

– Dziuby cie!!! Dziuby cie!!! – skanduje maluszek przy
stole.

– Bułeczkę? – strzelam w ciemno, bo akurat stoi na stole
półmisek z jedną sztuką specjału babci.

– Nie! Dziuby!!!

– Ciasta? – strzelam raz drugi, bo obok stoi talerzyk z
równymi sześcianikami pierniczka-zawsze-wychodzącego.

– Nie cie! Dziuby cie!!! – jeszcze głośniej nieco już
sfrustrowana pociecha.

– Może kompociku? – usiłuję panicznie odgadnąć wobec
przeważających decybeli wroga.

– Nie!!!! – niecierpliwi się Laucia tupiąc nogami. Jak
Laucia głodna, to zła. Ma to po mamie:) – Dziu-by!!! – rozbija wyraz na sylaby.
Chyba dla ułatwienia:)

„Dziuby, Dziuby??? – analizuję – znam to słowo. Tak ma na
nazwisko jeden z sąsiadów moich teściów. Ale to nie może chodzić o niego. A
może???” – zaczynam się wahać.

W końcu Laurka postanawia przejść od słów do czynów.
Podbiega do kuchenki i barwną gestykulacją wskazuje w kierunku srebrnego
garnuszka.

– Zupy?!!! – wykrzykuję tryumfalistycznie.

– Dziuby. – potwierdza z uśmiechem głodomór.

 

No to jesteśmy w domu:)


Achillesowa broda

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Nusia – jak już wielokrotnie wspominałam – znana jest ze
swego oślego uporu vel wytrwałości w dążeniu do celu.

Swego czasu pisałam jak pokonała nawet prawa genetyki i
nauczyła się zwijać język w rurkę.

Teraz namierzyła kolejny świetlisty cel – pływanie.

Przez cały ubiegły rok miała możliwość zdobycia tej
umiejętności, lecz- choć byliśmy nastawieni bardzo optymistycznie, bo Nusia nie
dość, że uparta to i bardzo sprawna- skończyło się na trzech wyjściach na
basen.

Nusia za nic nie chciała nawet zamoczyć pięt w wodzie. Nie
pomogły żadne znane metody ani z kategorii kija, ani z kategorii marchewki.
Uparła się, zalewała łzami i pięt wodą nie skalała.

– Ale dlaczego nie chcesz wejść? – wszczęliśmy dochodzenie –
Przecież na jeziorku wchodzisz aż po szyję.

– Bo tam nie widać dna, a tu widać. – padła zaskakująca
odpowiedź.

Niestety przez resztę roku szkolnego nie znaleźliśmy sposobu
na zakrycie dna w publicznym basenie.

Wakacje były okazją do odświeżenia znajomości z jeziorkiem.
I znowu Nusia śmigała w kółeczku, albo z samymi rękawkami. Pięty pływały i
brzuch pływał i szyja pływała, choć wyciągała się jak u łabędzia w obawie przed
zamoczeniem brody.

– Broda musi być pod wodą – tłumaczymy spokojnie technikę.

Ale broda do końca sezonu pozostała oporna na wszelkie
sugestie.

 

Tymczasem ochłodziło się i znowu jedyny kontakt z większą
wodą to brodzik podczas kąpieli.

Nusia i Laucia taplają się w nim co wieczór puszczając po
powierzchni plastikowe naczynka i ciurkając wodą.

Pewnego dnia wchodzę, by panny rusałki wyjąć z prywatnego
stawu i zastaję Nusię z żółtą miseczką przy brodzie. Miseczka jest pełna
wody,  broda pięknie się w niej maceruje.

– Co robisz? – pytam zdezorientowana.

– Przyzwyczajam brodę do wody żeby nauczyć się pływać.

 

Cała Nusia:) Ma patent na radzenie sobie ze słabościami. Achilles powinien przyjść do niej na wykłady.