zielono mi 5

Siedzę na parapecie szkolnego okna. Nie ma nikogo poza mną. Tylko ja i moje milczenie. Już dawno nie czułam takiego pokoju. W oczy zagląda mi zielona jarzębina.
No i cóż, że zielona skoro lato w rozkwicie?

Najwcześniejsze owoce zrzuca jabłonka, najwcześniejsze wiśnie mienią się jak korale wiejskiej dziewczyny. Wszystko trzeba wrzucić do garnka i za kilka minut dziki kwaskowy zapach rozniesie się po domu.
Cóż, że jarzębina zielona skoro wszystko płonie?

Okna wypucować trzeba, stół drewniany wyszorować, potem kwiatów różnych natargać z ogrodu, w wazonie szklanym postawić. Liliowce arystokratyczne, sielskie ostróżki bladofioletowe, nagietki w pomarańczowych spódnicach, wonne goździki brodate, wiekuistka niepozorna…Obok dzbanek pełen różowego letniego kompotu. Słońce ślizga się po mokrych krawędziach szkła.
Cóż, że jarzębina niedojrzała skoro wszystko w pełni?

Krzewy jaśminu przekwitłe wciąż pachną. Bławatki oblewają pola szafirową strugą . Trzepią na wietrze cienkie spódnice maków. Macierzanka oblepia wszystko zieloną powłoczką. Za nami noc świętojańska. Przed nami noce coraz dłuższe.
Cóż, że jarzębina wciąż zielona…

Cóż, że nie wszystko rozumiem. Może nie muszę.
Zielona jak jarzębina w środku lata.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *