kolejny krok

Krokusiki żółte jak kurczątka wykluły się w puchu zeszłorocznych traw.


Ziemia już rozmarzła, odtajała. Wystarczy pazurkami po grzbiecie ciemnym ją podrapać i nagle jej zapach otumania cię. Marzyłeś o nim przez długie skute lodem, przysypane śniegiem miesiące.
Laurka przyzwyczajona do równych domowych podłóg, chodzi po ziemi jak pijany marynarz. Musi się przyzwyczaić, że chodzenie po ziemi nie jest łatwe i odwagi potrzeba.


Co kilka kroków rączki wyciąga do góry niezadowolona i o noszenie się domaga.
W domu zupełnie inne dziecko.
Wiatr we włosach, wszędzie jej pełno.
W końcu konieczne było założenie bramki na schody, bo zbyt wielką fascynacją zarażały mały umysł. Biega teraz i gulgocze w języku, którego nie znamy. Śmiejemy się czasem do rozpuku, gdy stanie przed całą rodzinką i rączkami gestykulując obficie coś nam tłumaczy długo, zawile, rozentuzjazmowana, a my – ani w ząb nic nie pojmujemy, ledwie od śmiechu żyjemy.
Typowe „tureckie kazanie”.
Ale jest kilka słów, które przypominają język ojczysty.
„Mama” i „tata” – to oczywiste. Ale jest zupełnie poprawne, rozbrajające wszystkich „Adam” na oznaczenie Dusia, „Alja” czyli starsza siostra i czasem „Anja” się uda zawołać Nusię. Jest też „baba”, z którą Lauciuszka ostatnio w dobrej jest komitywie, bo baba jej na wszystko pozwala, oprowadza po swoich tajemnych komnatach i ciuciami częstuje.
Reszta słownika to:
– bam – piłka, lub upadek ( trzeba chwytać w lot kontekst)
– pam – pan lub pani ( zależy kto idzie ulicą)
– brum-brum – czyli auto lub inny pojazd buczący
– cici – wiadomo co:)
– bupy – buty
-a-a-a ( na melodię kotków szaro-burych) – spanie
– dzici – dzieci, czyli całe rodzeństwo liczne, bez którego Laucia żyć nie może i nudzi się jak mops, gdy są w szkole
-am – czyli : jeść!!!
No i słowo, które konkurencji nie ma. Jedyna odpowiedź na każde zadane pytanie.
– Lauciu przyjdziesz do mnie?
– NIE.
– Lauciu, a kochasz tatę?
– NIE
– A lubisz cysia?
– NIE.

Któryś z naszych znajomych skwitował to tak: No to etap nauki asertywności ma już za sobą:)

A przed sobą?

Kilometry dróg krętych i nierównych, po których trzeba umieć iść i się z nich podnosić.
Miliony słów trudnych, które trzeba powiedzieć i drugie tyle tych, które przemilczeć trzeba.
Tyle jeszcze przed tą naszą drobinką przez zwichrzone loki podobną do nasionka dmuchawca. Albo do bazi puchatej.


Co z niej wyrośnie? – pytam nieustannie.
Jak dobrze, że jest – myśl uśmiechnięta wciąż biega po głowie.
Jak dobrze, że są wszystkie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *