we młynie, we młynie mościwy panie…

Śpiewanie jest jednak czynnością nader ryzykowną dla nauczyciela.

Szczególnie na przedwiośniu, gdy wiatry zawadiaki hulają po świecie.
Tak więc wystarczyły dwie godziny lekcyjne w poniedziałek, by główne narzędzie pracy odmówiło posłuszeństwa. Struny głosowe Rut zaczęły rzewnie zawodzić, gubić samogłoski aż w końcu melodią zbliżyły się do gry na pile. I to nieco przerdzewiałej:)
Czasami tak się zdarza. Któregoś roku takie zdarzenie trwało ponad tydzień i pozostawało niemal wyłącznie porozumiewanie się z rodziną na migi.

Lekarz bez stetoskopu nie idzie do pracy, kowal bez młota w kuźni się nie pokazuje, szwaczka bez maszyny nikomu na nic nie zdatna, a nauczyciel bez głosu zbędny jest w szkole.
Rut ma więc przymusowy urlop.


– Mamo, co ty masz chore? – pyta Nusia.
– Struny głosowe.
– To ludzie mają struny?
– Tak, podobne jak w skrzypcach.
– I w gitarze?
– Tak.
– To one mielą jedzenie!!! – tonem odkrywcy u wybrzeży Indii, które potem Ameryką się okazały:)


Mielą, mielą.

Tyle, że słowa:)

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *