Nie wolno srebrzystej okrągłej tabletki popijać czarnym jak noc naparem.
Teraz już to wiem.
Nie wolno pić kawy, gdy księżyc jest w pełni.
To groźne połączenie.
Noc ze środy na czwartek nie przespana w 98%. Mniej więcej. Film urwał się dopiero około 5:20 nad ranem, a o 6:00 rozpoczął się nowy odcinek:) Wstałam chwiejąc się z łóżka, ubrałam się mechanicznie jak nakręcana zabawka, zapakowałam dzieci do auta i ruszyłam do pracy. Z jedną tylko uporczywą myślą – Uważać na drodze!!! To nic , że nie wiesz dziś jak się nazywasz. Uważaj!!!
Pedały auta jakieś dziwnie ciężkie, skrzynia biegów stawia opór, jazgot w szkole spotęgowany, światło zbyt jasne, torba zbyt ciężka.
Nie wolno srebrzystej okrągłej tabletki popijać naparem z kawy.
Tym bardziej, że słońce w tym czasie kipiało jak gulasz nad ogniskiem.
To nieprawdopodobne, że taka malutka istota jak ja tak mocno sprzęgnięta jest z kosmosem. Że czuję puls słońca, że ten sam księżyc rządzi mną jak przypływami i odpływami mórz, że wystarczy mocniejszy oddech wiatru, by zmienić rytm mego życia.
Teraz wszystko ucichło. Słońce ostygło, księżyc coraz bliższy literze C.
I Laurka – ostatnio tak poirytowana – jest znowu znaną wszystkim śmieszką i trzpiotką. Wszystko wraca do normy.
Tylko w Ali wewnętrzna rozpętuje się burza i czasami bezrozumnie niszczy wszystko. Własne księżyce i słońca wszechwładne nosi w sobie nastolatka. Poddaje się ich przemożnemu wpływowi, a one ją odmieniają, przeobrażają.
Wolność, Samostanowienie, Identyfikacja…- długo można by wymieniać nazwy gwiazd młodości.
Taki czas, taki czas… – znów muszą powiedzieć Indianie, aczkolwiek wiele ich kosztuje ten spokój i fajka już tak nie smakuje.
– Wiesz jaką nam przykrość robisz, gdy tak mówisz. – podejmuję temat, gdy któraś z kolei zawierucha minęła.
– Wiem. – odpowiada córka najstarsza.
– Czy ja kiedykolwiek do ciebie tak powiedziałam?
– Nie.
Więc…
Nic już nie dodaję. Wnioski musi wyciągnąć sama, choć wyraźnie ta funkcja w czasie dojrzewania jest mocno uszkodzona. Nie mówię tego z ironią. Po prostu pamiętam.
Ale do następnego razu słońce będzie świecić.
Jacy mali jesteśmy… – myśli same siadają jak motyle na kanwie wydarzeń ostatnich dni – Targają nami zawieruchy zewnętrzne i wewnętrzne, ciosają nas wichry z wierzchu i rozsadzają ładunki od środka.
Jak tu się ostać, jak przetrwać, jak iść dalej?
Jak tracąc wiele, siebie nie zatracić?
Jak gubiąc się na każdym kroku, siebie nie zagubić?
Jak zrozumieć swój własny żywioł, obłaskawić go lecz nie zagłaskać?
Czy te pytania kiedykolwiek tutaj znajdą odpowiedź?
