nakrapiany posłaniec

Zamieszkała za nami biedronka dwukropka.
Jeśli wierzyć ludowym wierzeniom ma dwa latka i zupełnie podobna jest do Laurusi jeszcze nie dwuletniej, ale już prawie, prawie… Wszędzie włazi, bez żenady we wszystkie katy zagląda, pojawia się jak duch nie wiadomo skąd i nawet babcię w rękę ugryzła, gdy babcia się nad nią roztkliwiała, że taaaka śliczna.

Lalusia oczywiście pokochała biedronkę uczuciem żywym i pełnym fascynacji. I pewnie dlatego paluszkiem ją ściga i rozgnieść usiłuje, co jej skutecznie – jak na razie- utrudniamy.

Biedroneczko leć do nieba, przynieś nam kawałek chleba – przypominam sobie starą dziecięcą odezwę.
– Kto tak mówił? – chce wiedzieć Nusia
– My, jak byliśmy mali.
– To wy wtedy nie mieliście jedzenia?
– Mieliśmy, ale i tak prosiliśmy o chleb.

Ot, i pazerność została ujawniona:)

I jeszcze jeden wierszyk pamiętam:
Konkoroda, konkoroda, czy będzie deszcz czy pogoda? – powtarzaliśmy w kółko wpatrzeni hipnotycznie w czerwony grzbiecik.
I gdy biedronka odleciała w trakcie „pogody” miała być pogoda, a gdy w trakcie „deszczu” – plucha.
Ale dziś to każda biedronka kręćka by dostała.
Mieliśmy co godzinę zmianę pory roku. Obudziły nas potoki wody, optymizmem natchnęły potoki światła, potem wicher zadął jakąś smętną dumkę i wywołał prawdziwą śniegową zamieć.

No, ale skoro jest biedronka i bazie na parapecie i prymulka się śmieje, a za oknem stado jakieś długoszyje w kluczu szybowało to wiosna już tuż tuż.

A najważniejsze, że dalie przez internet kupiłam( 30 sztuk!!!) i nasionka w mojej skrzyneczce przejrzałam.
Aż mnie gracka świerzbi:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *