wyznanie sprzed ołtarza

Wspomnieniowo nieco.

Nowy Rok.
Siedzimy sobie na Mszy w pierwszej ławce .
Ja, Nusia, Mamuty i Mamuciątko.
Kościółek malutki, przytulny, więc wszystko bliziutko – ołtarz tuż pod nosem i stajenka z bydlątkami, słoń pod choinką się przechadza z tureckimi symbolami na siodle, wielbłąd oko w oko, aniołek kiwa główką w podzięce za drobniaki.
Mamuciątko fika i bryka, wszystko ogląda, na rodziców kątem oka popatruje, Mamut od czasu do czasu kazanko na uszko palnie. Dobry jest w tym. Łoj dobry!!!

Palą się świeczuszki, przeginają płomienki na nich, sianko się sypie, ksiądz coś tam baje, a Mamuciak mały staje na schodach i wygłasza patrząc miłośnie w oczy rodzicielom:

– Tak baaardzo was kocham – tu dla większego dramatyzmu zakreśla rączkami koło wokół talii odzianej w różową kurteczkę – aż do pupy. – dodaje kończąc swe śmiałe wyznanie:)

Zupełnie a propos, bo…

            … ksiądz akurat mówił, że dzieci powinny bardziej rodziców kochać:)
O pupie jednak nic nie wspomniał.
Zapomniał widać jaka miłość potrafi być wieeelka.

Czasem nawet jak trzydrzwiowa szafa:)


O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *