Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Takie chwile zdarzają się niezmiernie rzadko.
Siedzę na ławeczce w sadzie. Tej samej, którą kiedyś
stworzył dla mnie Dusio, bo będąc w ciąży Laurką ostatkiem sił dochodziłam do
tego punktu i kończyło mi się paliwo:) Więc mój zdolny syn poszedł do budynku,
wziął kilka desek, popukał, postukał i wyszedł taszcząc małą ławeczkę. Wkopali
ją tuż obok małej pochylonej brzózki. Najpiękniejszy, najcichszy, najmilszy i
najbardziej słoneczny zakątek pod słońcem.
Wokół rozgrzane trawy kołyszą się pod lekkim oddechem
wiatru. Szepczą liście opadłe z drzew. Wszędzie rozsnuło się babie lato.
Światło tańczy na nich jak cyrkowiec na linie. To samo robi z rzęsami moich
półprzymkniętych oczu. Układa się na nich miękko i pręży w malutkie tęcze. Na
pniu brzozy od tej zasłonecznej strony drobne kropelki – jedyny namacalny dowód na to, że jeszcze
kilka godzin temu był mroźny poranek. Kiedy je dotykam w jednym momencie łączą
się w strumyk i ściekają w dół.
Cisza. Głęboka jak rów mariański. Sycąca jak chleb. Słodka
jak pocałunek. Ożywcza jak woda prosto ze studni w upalny dzień.
Jeśli nie napełnię się nią, nie mam tak naprawdę nic do
powiedzenia.
Jeśli się z nią nie spotykam, nie spotykam się z sobą.
Cisza – zapomniany przez wielu skarb.
Szelest traw narasta, potężnieje. Idzie Miś z Laurką na
rękach. Szukają mnie.
– Dlaczego nas zostawiłaś? – pyta
– Muszę trochę pobyć w ciszy. – mówię.
– Muszę odnaleźć siebie – myślę.

